sobota, 18 11, 2017

22-26 II 2015 - GOP & Zielona Góra

         Gdzieś w październiku ubiegłego roku wyhaczyłem na stronie polskiego busa tanie bilety z Lublina do Warszawy i z Warszawy do Katowic - w obu przypadkach po 1zł + złotówka rezerwacji. Kupiłem na wyjazd z poniedziałku na wtorek 22/23 lutego 2016, bilety zbierały kurz na mailu, aż do czasu nadejścia ferii, kiedy to wypadałoby je wykorzystać. Do ostatniej chwili nie wiedziałem, jak rozwinąć tę podróż - co dodać, o co jeszcze zahaczyć, co po Katowicach i tak dalej. Pierwszym pomysłem było kupienie biletu dobowego na Koleje Śląskie za 34zł, cały wtorek jazdy pociągami po Śląsku i odwiedzanie miast, w których nie byłem, o północy odjazd IC do Poznania, tam czas od 5 rano do 17 na zwiedzanie miasta i zaliczanie sieci tramwajowej, o 17:30 odjazd Gałczyńskim do Lublina. Ten plan wydawał mi się najlepszy, ale kilka dni przed wyjazdem postanowiłem, że po Śląsku chcę od razu wracać na Lublin, więc odrzuciłem wariant poznański. Dzień przed odjazdem zmieniłem szybko zdanie; zdecydowałem, że z ferii trzeba korzystać ile się da i wyszło:
22 II 2016 pn - odjazd do Warszawy o 17:15, 20:00 przyjazd
23 II 2016 wt - odjazd o 00:15 do Katowic, przyjazd 05:00, cały dzień na GOP, wieczorem czekam na dworcu na odjazd pociągu na Kędzierzyn
24 II 2016 śr  - odjazd o 04:56 IC do Kędzierzyna Koźla, tam przesiadka na Regio do Głogówka, potem Nysa, stamtąd już z przesiadkami na Zieloną Górę (prz. 17:37)
25 II 2016 cz - Zielona Góra
26 II 2016 pt - odjazd bezpośrednim TLK Gałczyńskim do Lublina, przyjazd 23:10, koniec ferii

 

22 II 2016 (pn) 

         W domu pakowałem się na ostatnią chwilę, dodatkowo dopiero co wróciłem z zakupów (poprzednie buty zimowe nie wytrzymały intensywnego pobytu na Dolnym Śląsku) i z domu wyszedłem 16:40. Po kilku minutach drogi zorientowałem się, że nie wziąłem statywu. Biegiem z powrotem, biegiem nadrabiać spóźnienie, ale uświadomiłem sobie, że to na nic. Męczę się tylko niepotrzebnie, do odjazdu zostało dwadzieścia minut, a na PKS piechotą trzy kilometry. No nie zdążę. Dobiegłem w dół do hotelu Campanile przy Lubomelskiej, była 17:00, zamówiłem taksówkę, przyjechała 17:05, wysiadłem na PKSie o 17:11, 17:15 odjechałem do Warszawy. Jak nie drzwiami, to oknem... :)
         W autobusie tłok, każde miejsce zajęte, wszystko pełne po brzegi. Jakoś przesiedziałem pół-snem te trzy godziny i o 20:00 wysiadłem na Wilanowskiej. Odjazd dopiero o północy, co robić? Poszedłem przed siebie w kierunku Starego Miasta i idąc przez Puławską, Waryńskiego, Plac Konstytucji, Chmielną i Nowy Świat doszedłem na 21:40 do Pałacu Prezydenckiego. Momentalnie z nieba chlusnęło, więc uciekłem do najbliższego autobusu na Pl. Piłsudskiego. Podjechałem na Centralny, Złote Tarasy właśnie zamykali, więc czas do północy przeczekałem w dworcowym McDonaldzie. O 23:30 wyszedłem do metra, kilkanaście minut jazdy, idę na stanowisko spodziewając się tłoku, a tam tylko trzy panie z walizkami. Łącznie pasażerów tego kursu było ośmiu, więc po wejściu i odjeździe rozłożyłem się na czwórce siedzeń i spałem tak aż do Katowic.

 

23 II 2016 (wt)

IMG 9862         Wysiadłem o 5 rano w Katowicach. Zimno, zimniutko... Biegiem przez Stawową do dworca, tam w kiosku kupuję dobówkę za 9zł (nowa seria GB, bilet dopiero z trzeciego bloczka), kawę z automatu na rozgrzanie/pobudzenie i posiedziałem chwilę na dworcu. Co działo się potem? W telegraficznym skrócie, coby nie przynudzić: Zdjęcia ze statywem witającego dzień Nikiszowca, potem brakujące odcineczki sieci tramwajowej w Sosnowcu, wizyta pod Hutą Katowice w Dąbrowie Górniczej, o 12:00 obiad w Galerii Katowickiej, stamtąd 20stką na Chorzowski Rynek, dziewiątka przez całą Rudę Śląską na Plac Jagielloński w Bytomiu, brakujące odcinki sieci w centrum Bytomia i o 16:00 ponowna wizyta w piekarni Kwapisz, chwalonej przeze mnie już 4 lipca 2015, więc nie ma sensu robić tego znowu. Z Zamłynia odjechałem piątką do centrum Zabrza, wysiadłem przy sklepie Auchan. Naszło mnie coś tego dnia na kupienie pióra kaligraficznego i nauczenie się jakiegoś języka typu jidysz czy arabski, więc rozpocząłem poszukiwania pióra. W Auchanie niestety pusto, w centrum Zabrza nie znalazłem żadnego sklepu papierniczego, więc po 17:00 odjechałem na Chebzie. 
         Z zaliczania sieci został mi tylko odcinek od Chebzia do Chorzowa-Metalowców, po zmroku wsiadłem w jedenastkę i linię zaliczałem w ciemności. Wysiadłem ze śmierdzącego żulem tramwaju dopiero przy Galerii Silesia City Center w Katowicach, gdzie szedłem dalej szukać pióra. W internecie było napisane, że jest tu sklep Galeria Prezentów, w którym można dostać akcesoria kaligraficzne. Obszedłem całe centrum handlowe ze dwa razy, sklepu nie było, w Tesco również. Gdybym miał to pióro, to przynajmniej nie nudziłbym się czekając tego wieczoru na pociąg o 4 rano... Wyszedłem z galerii, wyszukałem połączenie i moim ostatnim wyjściem był Leclerc na Wełnowcu. Dojechałem tam szóstką i 325 z przesiadką na Brynowie. Niestety, tu też nic nie załatwiłem, kupiłem jedynie szkloki na pocieszenie :)  Zbliżała się 21, wróciłem autobusem prosto na podziemia katowickiego dworca i poszedłem na halę.
         O nie. Nie ma mowy, żebym czekał tu do czwartej. Jest 21 z hakiem, po całym dniu jeżdżenia, zwiedzania i szukania pióra najchętniej bym się położył, a tu przede mną kolejny dzień zwiedzania Śląska Opolskiego, który zaczyna się o 4 rano. Co to to nie, nie dam rady siedzieć siedem godzin, poszedłbym spać, ale nie na krześle w McDonaldzie. Siedząc na dworcowych schodach po kilkunastu minutach namysłu zdecydowałem się zwrócić bilet TLK do Kędzierzyna na 4 rano, zwrócić bilet regio Kędzierzyn - Zielona Góra i kupić na nowe, szybsze połączenie - o 23:40 odjazd Polskim Busem do Wrocławia za 19zł, stamtąd regio do Zielonej Góry o 4:57 za 16zł. Wydałem więc 35, a ze zwróconych biletów otrzymałem zero, bo zwrócony za 10zł intercity przyjdzie dopiero za dzień-dwa, natomiast biletu regio na Kędzierzyn-Zieloną Górę pani w kasie nie chciała mi zwrócić, bo był kupowany w kasie Sosnowcu, a nie w Katowicach... Powiedziała jednak, że na dowolnej stacji na trasie przejazdu bez problemu zwrócę bilet. Zobaczymy. 
         Czas do 23 jakoś zleciał, w międzyczasie jacyś uchodźcy albo Cyganie z walizami pytali się pani kasjerki za ile najbliższy nocny sypialny do Budapesztu, usłyszałem cenę 350,-zł. Ja wiedziałem, że takie połączenia są drogie, ale nie że aż tak. Czas do 23 jakoś zleciał, poszedłem przez ciemną Stawową na dworzec PKS, mój autokar już tam stał, podałem numer, zająłem miejsce na dolnym pokładzie, bo wszystko inne pełne (autobus jedzie docelowo do Berlina). Mam trzy godziny do Wrocławia, może coś pośpię. 23:40, odjazd.


24 II 2016 (śr)

IMG 9941         Nastawiony budzik obudził mnie tuż przed wjazdem na ul. Dyrekcyjną, zabrałem swoje rzeczy i o 2:30 wysiadłem na wrocławskim PKSie. Ale zimno, aż mną zaczęło telepać, pobiegłem szybko przez tunel do dworca PKP. Szybka kawa z automatu na rozgrzanie i z mirko na telefonie przesiedziałem dwie godziny w poczekalni wychodząc czasem na dwór. Ile żulerstwa, znów powtórka z rozrywki, jak ostatnim razem w styczniu. Śmierdzi wódą, starym serem i po prostu brudem, pijani bezdomni walają się po kątach dworca, czasem tykani pałką przez ochroniarzy. Kiedy odór w poczekalni robił się nieznośny, wychodziłem na spacer dookoła dworca i z powrotem. W holu dworca co kilkanaście minut słychać jakieś krzyki i piski egzotycznych zwierząt puszczane z głośników, po co? Może po to, żeby nie spać w poczekalni? Nie wiem. W końcu nadeszła 4:30, powoli zabrałem się na peron, o 4:50 podstawili pociąg i o 4:57 odjechałem na Zieloną Górę. Jeszcze chwilę siedziałem obserwując wrocławskie stacje, ale zaraz po tym dopadło mnie zmęczenie i zasnąłem.
         Obudziłem się, kiedy za oknem było już jasno, pociąg stał na stacji i wszyscy wysiedli. Już, Zielona Góra? Nie, to tylko Głogów, do Zielonej została mi godzina, jak nie lepiej. Położyłem się z powrotem zgięty na pół, ale zasnąć już nie było tak łatwo. O 8:50 pociąg dokolebał się do Zielonej Góry. Dystans 150 kilometrów z Wrocławia w 4 godziny, rekord świata... No ale ja przynajmniej mogłem pospać. Na dworcu udało mi się zwrócić bilet regio za 25zł, pani najpierw odsyłała mnie do innego okienka, kiedy wróciłem to powiedziała że trzeba pisać odwołanie i reklamację, wtedy na nią popatrzyłem, ona popatrzyła na na mnie i po chwili ciszy powiedziała no dobra, da pan ten bilet. 23 złote dostałem na miejscu. Można? Można. Z zielonogórskiego dworca prosto do miasta, obszedłem kilka razy stary Rynek, a po otwarciu o 10:00 sklepu Kreślarz, kupiłem w końcu upragnione piórko :)  Wróciłem na dworzec na autobus, przed jedenastą odjechałem 21 do Zawady i u babci zameldowałem się przed południem. Ale wycisk, lekko przegiąłem muszę przyznać, przeliczyłem swoje możliwości, no ale jak się nie spróbuje to się nie wie.

Środę i czwartek spędziłem w Zielonej Górze, do Lublina wróciłem w piątek 26 II 2016 bezpośrednim TLK Gałczyńskim o 15:12, w Lublinie o 23:06

 

Galeria zdjęć z wyjazdu