środa, 22 11, 2017

2-4 X 2015 - Lubelszczyzna & Podkarpacie

2 października 2015 (piątek)

           Tego dnia w planie miałem tylko Puławy - nie byłem tam prawie równy rok, a zawsze coś się mogło w biletach zmienić i pojechałem to sprawdzić. Na pociąg odjeżdżający o 15:40 musiałem kupić sobie osobny bilet, bo mój bilet turystyczny PR był ważny dopiero od 18:00. Na dworzec chciałem dostać się rowerem - o 15:12 wyszedłem z domu i po pięciu minutach doszedłem do stacji XXIII LO. Został jedyny rower, ale niestety dwa razy spróbowałem i za każdym razem wyświetlał się komunikat o serwisowaniu. Była 15:19. Dojazd autobusem nie wchodził w grę (piątek, g.15) i już myślałem żeby sobie odpuścić dzisiejszy wyjazd, ale spróbowałem ostatniego wyjścia - rowery z UMCS. Pobiegłem w dół Sowińskiego i o 15:24 udało mi się wypiąć rower; potem szybki zjazd Lipową w dół i do pociągu wsiadłem na kilka sekund przed odjazdem :)
           Pociąg mija te same stacje co zawsze (w tym m.in. Klementowice, z pięknym odnowionym drewnianym dworcem; jadąc z/do Lublina warto zwrócić na niego uwagę) i po 50 minutach wysiadam o 16:30 w Puławach. Jedynka pod Zakłady Azotowe mi uciekła, więc zrobiłem sobie półgodzinny spacer do centrum miasta i spod Galerii Zielonej odjechałem którymś z autobusów pod Z.A. Niestety tym razem biletów nie było wiele, więc po kilkunastu minutach stania na odludziu pod dymiącymi kominami wróciłem z powrotem do centrum i zachodząc do sklepu przy Piłsudskiego wróciłem na dworzec. O 18:30 odjechał Kijów-Express z Warszawy, a o 18:50 odjechałem z powrotem do Lublina.
Jeśli chodzi o bilety, to znalazłem ich około 30 - 90% z nich to 2,40zł, dwa po 1,50zł, jeden 1,60zł, 3,70zł i 2,50zł. Ale znalazłem też coś, dla czego opłacało się przyjechać - przebitka z 0,90 na 1,25zł.
Niestety z pośpiechu przy wychodzeniu z domu na rower, zapomniałem zabrać kartę pamięci do aparatu i zdjęć z wyjazdu brak.

IMG 7007b

 

3 października 2015 (sobota)

           Dziś pobudka wcześnie - o 4:45. Planując dzisiejszy dzieńIMG 6884b zrezygnowałem z wizytu w Jarosławiu na rzecz Tarnobrzega, w którym pod względem biletowym zawsze dzieje się coś ciekawego. O 5:48 odjechałem szynobusem na Rzeszów, by po półtorej godzinie jazdy wysiąść w Tarnobrzegu. Tu trasa ta sama co zawsze - Kopernika w kierunku śródmieścia, zajście na Rynek, główne biletowe miejsca w centrum i skończyłem na PKSie, z którego o 9:25 odjechałem busem do Rzeszowa (70km, 8zł). Zawsze unikam tych środków transportu, ale była to jedyna możliwość, dzięki której mogłem jednego dnia odwiedzić Tarnobrzeg, Przemyśl i Stalową Wolę.
       Po półtorej godzinie jazdy wysiadłem o 11:00 w Rzeszowie i podczas półgodzinnej przerwy rozejrzałem się za nowymi biletami - wszedł wzór z nowym hologramem i numeratorem. Znalazłem nowe 1,70zł, 2,80zł, 2,00zł i 2,40zł, i z zapasem pieczywa i kremówek z moim zdaniem najlepszej podkarpackiej piekarni Bonus odjechałem o 11:37 EN57 na Przemyśl, gdzie wysiadłem na Zasaniu o 13:10.
         Przemyśl obszedłem również sprawdzoną trasą - z przystanku Zasanie, przez Krasińskiego, Most Orląt Przemyskich, Stare Miasto z Rynkiem, Mickiewicza, Dworskiego i do dworca. Podczas ponad godzinnego spaceru nie tylko znalazłem mnóstwo biletów (w tym trzy miesięczne i dwa bezpłatne weekendowe), ale też po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że Przemyśl to ścisła czołówka miast Polski, jeśli chodzi o piękno i architekturę centrum - moim zdaniem nawet Warszawa nie umywa się do zabytkowego śródmieścia tego pięknego polskiego kresowego miasta, które niestety z racji ważniejszego administracyjnie Rzeszowa w pewnym sensie leży w jego cieniu i nadal dla wielu pozostaje nieznane i nieodkryte.
         O 15:30 odjechałem osobówką na Rzeszów, ale wysiadłem na stacji węzłowej w Przeworsku, gdzie po dziesięciu minutach przesiadki wsiadłem w nowoczesny EZT z Newagu - EN98-001A relacji Przeworsk - Stalowa Wola Rozwadów. Dzięki temu mogłem zobaczyć położoną nad Sanem trasę tym razem za dnia - wracając z Przemyśla rok temu było już czarno za oknami. Niestety, linia wygląda na zapomnianą, bo przez całą prawie dwugodzinną jazdę pociąg pozostawał całkowicie pusty, może na kilku stacjach wsiadły po dwie-trzy osoby. Wysiadłem sam o 18:23 w Stalowej Woli Rozwadowie i do odjazdu pociągu do Lublina miałem niecałą godzinę, więc zrobiłem standarowy spacer na rozwadowski ryneczek (no, może nie ryneczek, wymiary 140mx160m (większy niż warszawski) jednak robią wrażenie), i po błyskawicznym zmierzchu i poszukiwaniu biletów wróciłem na stację, która moim zdaniem jest jedną z (jeśli nie naj-) bardziej fotogenicznych, klimatycznych i przyciągających w Polsce. Budynek dworca jest trochę zapuszczony (i oczywiście zamknięty), ale moim zdaniem to tylko dodaje mu uroku, szczególnie gdy spaceruje się w ciszy wokół budynku po zmroku.
         O 19:19 odjechałem na Lublin. Po całym dniu chodzenia i jeżdżenia byłem lekko zmęczony, więc całą drogę przejechałem pół-snem, ale cały czas kontaktowałem - rzadko coś takiego czuję. Przez to też droga do Lublina dłużyła mi się niemiłosiernie, choć to tylko półtorej godziny, ale przez to że byłem zmęczony, przez mrok za oknem, i przez to, że pociąg stawał na dziesiątkach stacji to wydawało mi się, że jedzie co najmniej trzy godziny.

Zdjęcia z wyjazdu

IMG 7009b

 


4 października 2015 (niedziela)

         Tego dnia nie musiałem się zrywać z rana, bo pociąg do Zamościa był dopiero o 9:57. IMG 6959bDwie godziny jazdy, dwie zmiany kierunku w Rejowcu i Zawadzie i o 12:05 wysiadłem przy zamkniętym zamojskim dworcu. Tego dnia ZOO przeżywało prawdziwe oblężenie - parkingi w promieniu kilometra zapchane po brzegi, wszędzie mnóstwo ludzi, a do kas wężykowe kolejki. W Zamościu również chciałem zrobić sprawdzoną trasę - Lubelska, Stare Miasto, Peowiaków, Partyzantów, Szczebrzeska, Dworzec. Miałem intencję pójść do kościoła, ale przyjechałem po dwunastej i wszystkie msze już się zaczęły, więc zrezygnowałem. Mimo to będąc już na krańcu miasta, przy ul. Lubelskiej, z kośc. pw. św. Gabriela Archanioła usłyszałem rozpoczynającą się mszę i trafiłem na jakiś ślub :) Po mszy wróciłem do centrum i po zakupach zaszedłem zobaczyć nowy przystanek osobowy Zamość Starówka, z którego odjeżdżają dwa pociągi dziennie do Lublina i dwa powrotne do Zamościa Wschód (może, kiedyś, przywrócą ruch do Hrubieszowa).
         Wróciłem o 15:30 na dworzec i o 16:09 odjechałem na Rejowiec, żeby przesiąść się na osobówkę do Chełma. Wysiadam o 17:19, mój szynobus do Lublina właśnie zmienia kierunek. Coś nic z dala nie nadjeżdża, ludzi czekających nie ma, o co chodzi? Patrzę na rozkład - przy Chełmie o 17:22 oznaczenie 1-5, czyli dni powszednie. Rozkład jazdy znów wprowadził mnie w błąd... W ostatniech chwili wskoczyłem z powrotem do mojego szynobusa, żeby nie stać godziny w jakimś Rejowcu, i w pełnym po brzegi składzie dwóch SA134 dojechałem do Lublina na 18:20.
         Przed dworcem nie widziałem jak dotąd większego tłumu - nie było miejsca gdzie wcisnąć samochodu, wszędzie setki ludzi, przystanki pełne po brzegi, autobusy trąbią, wszyscy się przepychają, w holu dworca kolejki na sto osób. O co chodzi? Tak, studenci zaczynają rok akademicki. Dodatkowo pociągi Warszawa-Przemyśl i Przemyśl-Warszawa, które miały spotkać się w Lublinie o 18:30 dostały opóźnień po 80 i 90 minut, a przez komunikat podano, że pasażerom oczekującym przysługuje darmowa kawa lub herbata w kawiarni, więc wszyscy się zbiegli do środka. Do domu wróciłem 55, do którego musiałem dojść kilometr na piechotę, bo z dworca nie miałem szans odjechać :)

Zdjęcia z wyjazdu

IMG 7010b

 

==

Jak widać, trzy dni wyjazdów przyniosły mi trochę więcej biletów niż się spodziewałem, szczególnie dzięki nowym wzorom i kolorystykom. Do kolekcji trafia 13 biletów - po cztery z Rzeszowa, Tarnobrzega i Zamościa, oraz jedna sztuka z Puław. Nowych miast co prawda nie odwiedziłem, ale na to przyjdzie jeszcze pora :)
W najbliższym czasie - Kraków w sobotę 31 X, potem bardzo prawdopodobna Częstochowa 14-15 XI, oraz ferie na Dolnym Śląsku w lutym 2016. Te same, które obiecałem zrealizować po wizycie we Wrocławiu w czerwcu 2015 :) Ech, już czuję klimat zimowego Barda Śląskiego w niedzielny śnieżny wieczór, po zwiedzaniu Nowej Rudy i obiedzie w Kłodzku... doczekam się, doczekam