środa, 22 11, 2017

5 V 2015 - Police & Szczecin

           Jak już wspomniałem, dzisiejszy dzień mieliśmy poświęcony na sam Szczecin. Ja jednak poza tym musiałem podskoczyć na godzinę do Polic, żeby kupić znajomemu bilety, a i dla siebie coś poszukać. Po wczorajeszej wycieczce do Berlina spaliśmy bez budzików dość długo i wstałem dopiero o 11:00. Trochę czasu zmarnowane, ale co zrobić.. Po śniadaniu pojechałem od razu na Plac Rodła i wsiadłem w 107. Komunikacja między Policami a Szczecinem odbywa się w ramach ZDiTM Szczecin, więc mój dobowy był ważny również i na te autobusy. Po czterdziestu minutach jazdy zielonym manem wysiadłem na Rynku w Policach.
IMG 3567b           Police obecnie liczą 34 000 mieszkańców. Są niedużym miastem, ale za to ważnym ośrodkiem przemysłowym (Zakłady Chemiczne Police produkujące nawozy sztuczne). Komunikację w mieście i gminie realizuje wspólnie ZDiTM Szczecin oraz SPPK Police, jednak na wszystkich liniach obowiązują bilety szczecińskie. Wyjątkiem jest linia samorządowa LS Police - Trzebież, na której to linii obowiązują wyłącznie rzadkie bilety SPPK Police. Po obejściu Rynku, na którym jedynym zabytkiem jest odrestaurowana gotycka kaplica, poszedłem ulicą Grunwaldzką w kierunku zajezdni. Przeszedłem przez przejazd kolejowy i minąłem zamknięty dworzec z zapuszczonymi, zarośniętymi peronami. Ostatni pociąg pasażerski na odcinku Trzebież - Szczecin przez Police przejechał w roku 2002. Swego czasu jeździł stąd nawet pociąg dalekobieżny do Wrocławia..
           Po przejeździe skręciłem w prawo w żwirowaną ulicę i wzdłuż ogrodzeń różnych zakładów doszedłem do zajezdni SPPK ochroniarzowi powiedziałem, że tylko po bilety, więc pokierował mnie do konkretnego pokoju. U pani księgowej kupiłem po sztuce z każdego nominału dla znajomego i dwie sztuki po 0,80zł dla siebie i wróciłem tą samą trasą w okolice dworca. Przejazd kolejowy właśnie został zamknięty, bo od północy jechał pociąg do Szczecina. Mimo zamknięcia dla ruchu pasażerskiego linia nadal funkcjonuje jako linia towarowa. Zrobiłem jeszcze sesję na zamkniętym dworcu i poszedłem na najbliższy przystanek. Poczekałem na linię 109, którą przejechałem kilka przystanków do centrum Polic, a tam po trzech minutach wsiadłem w 107 z powrotem do Szczecina. Po czterdziestu minutach jazdy wysiadłem przy Placu Rodła i spotkałem się z Wojtasem i Sewerem w CH Galaxy, żeby zrobić sobie zakupy na obiad. Kupiliśmy makaron, pół kilo mięsa mielonego, sos słodko-kwaśny Łowicz w słoiku i litewski ser Džiugas, oczywiście na spaghetti. Wróciliśmy jedynką do naszego tymczasowego mieszkania, porobiliśmy trochę przy kuchni i po pół godzinie byliśmy pełni do kolacji :)
           Było już po szesnastej, a trzeba przecież zwiedzić Szczecin. Podjechaliśmy 67 na Kołłątaja, IMG 3595bżeby tam przesiąść się w autobus linii 60, którym dojechaliśmy w okolice pętli tramwajowej Gumieńce przy ul. Kwiatowej. Poczekaliśmy to chwilę na swinga na l. 8 i podskoczyliśmy trzy przystanki do głównej bramy największego cmentarza w Polsce. Nie mieliśmy zamiaru zwiedzać całej nekropolii, bo by nie starczyło nam czasu. Ograniczyliśmy się do części niemieckiej oraz polsko-radzieckiej części wojskowej - cmentarz tworzy niesamowity kontrast chowając w sobie szczątki przedstawicieli trzech wzajemnie zwalczających się podczas wojny narodów, które pogodziła śmierć mieszcząc ich wspólnie w jednym miejscu. Oczywiście nie jest to takie wprost - można powiedzieć, że leżący tam żołnierze Armii Czerwonej polegli w walce z potomkami leżących tam Niemców, a pośród nich miejsce do dziś stale znajdują Polacy, których przodkowie zostali zamordowani przez potomków spoczywających Niemców lub wywiezieni na Syberię przez leżących tam żołnierzy radzieckich... skomplikowane i mimo wszystko skłaniające do refleksji.          
         Po obejściu alejek z bezimiennymi grobami żołnierzy radzieckich i minięciu dwóch pomników - moździerzy wyszliśmy z cmentarza i poszliśmy na tramwaj, bo była już osiemnasta. Ósemką podjechaliśmy do Placu Kościuszki, tu przesiedliśmy się w jedenastkę i dojechaliśmy na pętlę Pomorzany. Stąd zrobiliśmy sobie wycieczkę szóstką przez cały Szczecin - od Pomorzan, przez dworzec, Wały Chrobrego i Stocznię aż na Gocław. Jechaliśmy dość długo, ale przynajmniej zaliczyłem sobie odcinek sieci od przystanku Druckiego-Lubeckiego do Gocławia, bo będąc w Szczecinie w styczniu 2013 objechałem całą sieć poza odcinkiem na Gocław właśnie. Na pełnej różnego elementu i pijaków pętli na Gocławiu poczekaliśmy chwilę na tramwaj powrotny i zawróciliśmy się w kierunku centrum. Po drodze tramwaj mija stare klimatyczne kamienice robotnicze, zajezdnię tramwajową i zabudowania stoczni. Wysiedliśmy przy pętli 5 przy Stoczni Szczecińskiej, podjechaliśmy na Plac Rodła i poszliśmy znów zrobić zakupy, tym razem na jutrzejszy dzień powrotu do Lublina.
           Po zakupach było już przed 21, więc było ciemno. Poszliśmy zobaczyć teraz Szczecin nocą - przeszliśmy przez ciemny park i doszliśmy do Wałów Chrobrego z pięknymi budynkami Akademii Morskiej, Pałacu Książąt Pomorskich i Muzeum Narodowego. W tym czasie przyszła od strony Niemiec ogromna chmura, z której zaczęły się sypać piękne pioruny, choć bez huku. Ogromna czarna ściana chmur kontrastowała z jeszcze lekko granatowym niebem, co niestety na zdjęciach było widać słabo. W związku z tym, że lekko IMG 3630bzaczęło kropić, poszliśmy na teren dawnego Starego Miasta. Zachowało się tu kilka pojedynczych budynków, choć nie obeszło się też pewnie bez odbudów i remontów - wybraliśmy jedną piękną kamienicę na odpoczęcie chwilę. Trafiliśmy do restauracji Harnaś serwującej dania polskie i regionalne podhalańskie. Zamówiłem sobie piwo i posiedzieliśmy chwilę w towarzystwie Niemców i bodajże Holendrów, o ile udało mi się rozpoznać. Była już 22, a że przestało padać, to poszliśmy na przystanek Wyszyńskiego, żeby wrócić już na nocleg. Wsiedliśmy w 75, żeby wysiąść na Placu Kościuszki. Akurat wysiadając zobaczyliśmy otwarty kebab Mak Kwak przy ulicy Krzywoustego, a że byłem po piwku na pusty brzuch, to momentalnie postanowiliśmy zajść i zafundować sobie kolację przed jedenastą w nocy :) Za zwykły kebab w bułce płaci się 9,90zł, ale pani poinformowała nas o zniżce dla uczniów i studentów i zapłaciłem 8,50zł, koledzy wzięli w tortilli. Jedzenie było po prostu przepyszne - duże, świeże, sycące, wręcz idealne. Wsiedliśmy o 22:30 w tramwaj i dojechaliśmy do Placu Gałczyńskiego, skąd na miejsce noclegu mieliśmy kilka minut spacerem. Wieczorem pakowanie się i przygotowywanie przed jutrzejszym odjazdem do Lublina z czterogodzinną przerwą w Toruniu :)

 

Galeria zdjęć z wyjazdu

Część 7/7 - Toruń