środa, 22 11, 2017

20 II 2015 - Kraśnik

    Fe10984652 814950048577410 1571846096 nrie co prawda skończyły się tydzień temu, ale to jeszcze nie oznacza, że trzeba rezygnować z wyjazdów :) Kraśnik chciałem odwiedzić możliwie w godzinach pracy w dzień powszedni, żeby zrobić dwie rzeczy - po pierwsze odwiedzić zajezdnię MPK i kupić kolekcjonerom bilety, a po drugie pojechać do Urzędu Pracy żeby chociaż postarać się zdobyć nowy, specyficzny bilet - jednorazowy darmowy dla bezrobotnych, wydawany tylko przez Pow. Urz. Pracy w Kraśniku, ważny w dni powszednie od 7:00 do 15:00 z dokumentem tożsamości. Sprawa była o tyle skomplikowana, że bilet może dostać tylko bezrobotny Kraśniczanin mający przy sobie dowód osobisty oraz zaświadczenie. Nie wiedziałem, czy mi się uda, no ale kto nie spróbuje ten się nie dowie :)
    W piątek 20 II od szkoły całe szczęście miałem spokój, więc do Kraśnika zdecydowałem się jechać właśnie tego dnia. A do szkoły nie musiałem iść z tego powodu, że brałem udział w Gali Komunikacyjnej organizowanej przez Lubelskie Towarzystwo Zrównoważonego Transportu, na której miałem odebrać nagrody za wyróżnienie w konkursie wiedzy o lubelskiej komunikacji miejskiej, który piszę co roku od kilku lat. Na rozdanie nagród do bazy MPK Lublin przyjechałem na 10:00. Po półtoragodzinnym spotkaniu z organizatorami Gali oraz prezesami ZTM Lublin oraz MPK Lublin, opuściłem teren zajezdni i poszedłem na przystanek linii 1 przy Grygowej, żeby dojechać na dworzec i zdążyć na pociąg do Kraśnika (Rzeszowa) o 12:35.
    Na dworcu byłem kikanaście minut przed odjazdem, więc miałem trochę czasu żeby pójść do mojego ulubionego punktu piekarniczego na targu przy Pocztowej. Każdemu polecam tamtejsze wypieki - jeśli nawet nie zwiedzacie Lublina, a macie tam choćby dwadzieścia minut na przesiadkę pociągiem, to warto tam pójść i kupić świeże bułki, drożdżówki, zapiekanki czy co tylko chcecie. Ja kupiłem sobie długą zapiekankę z pieczarkami za 1,30zł oraz dużą drożdżówkę z jabłkiem za 1,00zł. Cena chyba najniższa w Polsce, jeśli wziąć pod uwagę jakość - bułka była świeża, duża, dość ciężka, posypana sezamem, a w środku jabłkowe nadzienie było tak pyszne i naturalne (czuć było naturalny kwasek jabłuszek, nie jakiś chemiczny wkład), że chciałem wrócić po więcej.
     Starczy już o pieczywie :) Biletów jeszcze nie miałem, więc na dziesięć minut przed odjazdem kupiłem w kasie dwie sztuki, w jedną i drugą stronę (Lublin - Kraśnik, 44km, 3,78zł x 2). Poszedłem na oddalony peron 1a i wsiadłem do pierwszego z dwóch szynobusów połączonych w jeden skład - pierwszy raz jechałem takim 'zaprzęgiem'. Do Kraśnika szynobusem jedzie się 45-50 minut (TLK 35-40 min). Dość zapchany jak na tę porę pociąg mija po drodze zabytkowy dworzec w Wilkołazie i o 13:20 zatrzymuje się w Kraśniku. Wraz z kilkoma osobami wysiadłem, a skład szynobusów pojechał na Rzeszów.
    W Kraśniku byłem dotychczas dwa razy - w październiku i listopadzie 2012 (pozdrawiam Anglika ( ͡° ͜ʖ ͡°) ). Najwyższy czas na ponowny przyjazd, bo to już luty 2015 :) Kraśnik to miasto nieduże (35 000 ludzi), ale za to dość rozległe. Składa się z trzech części:
- wschodniej dzielnicy z dworcem kolejowym oddalonej od centrum ok. 3-4 kilometry, zabudowa głównie jednorodzinna;
- centrum, czyli Stary Kraśnik, zabudowa przedwojenna oraz jednorodzinna;
- i część zachodnia, Kraśnik Fabryczny, oddalona od Starego Kraśnika też o kilka kilometrów, zabudowa głównie wielorodzinna (3-4-ptr. bloki). W Kraśniku (Fabrycznym) największym czynnym zakładem jest FŁT, czyli Fabryka Łożysk Tocznych.
    Pierwsze kroki w Kraśniku kieruję na przystanek autobusowy, skąd o 13:30 odjeżdżam siódemką w kierunku miasta. W oczekiwaniu na autobus spotyka mnie miła niespodzianka - obok przystanku znajduję karnet dla bezrobotnych, wycofany w styczniu 2015 z obiegu. Co prawda jest podarty na cztery części, ale w domu dam mu drugie życie :) Siódemką jadę tylko cztery przystanki, żeby wysiąść najbliżej zajezdni MPK. Piechotą od przystanku mam niecały kilometr, droga wygląda na zapomnianą, wiejską uliczkę, chociaż czasem zza rogu z hałasem i w chmurach kurzu wyjeżdżają tiry.
   Wszedłem do bazy MPK, po drodze na schodach mijając zdjęcia różnych pojazdów komunikacji z Lublina i Kraśnika głównie z dawnych lat. W pokoju na piętrze zapukałem, przedstawiłem się, ale od razu mnie skojarzyli, bo dzwoniłem kilka dni temu i wiedzieli, że przyjedzie ten z Lublina po bilety :) Kupiłem 9 ulgowych po 1,20 i 7 normalnych po 2,20 (dwa z dziewięciu ulgowych kupiłem dla siebie, do wykorzystania). Po zakupie zadałem standardowe pytanie - a czy nie mają państwo może jakichś starych, wycofanych, zużytych, skasowanych biletów? Na te słowa gość zza biurka otwiera szufladę i wyjmuje pudełeczko pełne skarbów - wiele rodzajów biletów z denominacji, karnety i inne cuda :) Dał mi po sztuce, czasem dwie, za co bardzo mu podziękowałem, spontanicznie uścisnąłem rękę i jeszcze raz dziękując pożegnałem się i wróciłem w stronę przystanku.
    Misja pierwsza - zajezdnia, zakończyła się pełnym sukcesem. Ciekawe, co z Urzędem Pracy i specyficznym biletem dla bezrobotnych.. Autosan na l. 2 podjechał tak szybko, że nie zdążyłem zrobić mu zdjęcia. Z okolic zajezdni do Kraśnika Fabrycznego (gdzie znajduje się urząd) jedzie się pół godziny. Wysiadam tam około 14:20. W drodze do urzędu znajduję rzadkość - bilet za 0,70zł przebity na 2,20zł (wszystkie za 0,70zł z reguły przebijają na 1,20zł). Chwila prawdy - wchodzę do PUPu. Stałem w przedsionku, żeby ludzie do końca załatwili swoje sprawy, ale jedna babka już mnie przyuważyła i zaprosiła do środka:
-Przepraszam, a pan w jakiej sprawie?
-Dzień dobry, ja chciałem spytać tylko o jedną rzecz.. (przerwała mi)
-Czy był pan umówiony na wizytę?
-Nie, ja przyjechałem przed chwilą pociągiem z Lublina, żeby.. (znów)
-Proszę usiąść.
No to usiadłem i zacząłem swój spokojny monolog :) Że z Lublina pociągiem, że specjalnie po bilet, że wiem że się nie da, ale czy może jednak.. Urzędniczka okazała się miła i ludzka, ale niestety z tymi biletami było jak w Przemyślu z darmowymi rodzinnymi - wydają tylko mieszkańcom miasta po okazaniu dowodu. Gdyby miała bilet niepodbity pieczątką z tyłu (pieczątka 'rejestruje' bilet w bazie danych urzędu) to by mi dała, ale miała same popieczątkowane. Już miałem sobie odpuścić, kiedy spytała jakiejś koleżanki
-Madzia, a ty nie masz czasem jakichś biletów?
-A mam!
I pani Madzia otworzyła szafkę i wyjęła cały bloczek biletów bez pieczątki :) Urzędniczka z którą rozmawiałem chwilę się zastanowiła i powiedziała, że wielkiego przestępstwa nie zrobi jak mi jeden bilet da. I dała, całe szczęście :) Bardzo dziękowałem obu paniom i zadowolony z powodzenia misji wróciłem na przystanek.

    Biletowe sprawy w Kraśniku załatwione w pełni, więc wróciłem z Kraśnika Fabrycznego do Starego (centrum). Akurat były to godziny szczytu, więc busik Autosana na linii 2 kursujący między dwoma Kraśnikami był wypchany po brzegi, chyba osiągnął nawet limit miejsc stojących. Wysiadłem na głównym przystanku w Kraśniku - Narutowicza. Do odjazdu pociągu o 17:06 miałem niecałe dwie godziny, więc wypadałoby zwiedzić stary Kraśnik. Szybki rzut okiem na zabytki na wikipedii - a tam trochę mało - Barokowy Kościół Św. Ducha, Parafialny Kościół Wniebowzięcia NMP wraz z klasztorem, oraz dwie synagogi - Mała i Duża - z XVII i XIX wieku. Zacząłem od kościoła św. Ducha przy ul. Narutowicza. Obok niego znajdują się dwa ładne drewniane domy, z czego jeden niestety popada w ruinę. Po obejściu kościoła i minięciu domów przechodzę na Plac Wolności, czyli dawny rynek w Kraśniku. Po jego przekątnej przebiega brukowana ulica, a obok niej stoi pomnik upamiętniający bohaterów walki z bolszewikami w 1920.
    Przeszedłem teraz do drugiego kościoła. Od razu zaskoczyła mnie jego wielkość, nie spodziewałem się fary takich rozmiarów w Kraśniku. Zaskoczyłem się podwójnie, kiedy wszedłem do środka - wnętrze kościoła godne jest nie tylko Lublina, ale i Krakowa. Poza licznymi, jak to w baroku, zdobieniami, można na ścianach przy wejściu zobaczyć odnowione freski. Po wyjściu poszedłem w kierunku ostatniej części trasy - Małej i Dużej Synagogi. Postanowiłem odwiedzić te dwa miejsca, bo nieczęsto zdarza się, że w jednym mieście (i to 35-tysięcznym) można spotkać aż dwa tego typu obiekty, które przecież wysadzane i rozbierane przez Niemców, przetrwały w liczbie ledwie kilkudziesięciu w całej Polsce, z kilkuset istniejących przed wojną. Jeszcze do niedawna synagogi przy ul. Bóżniczej w Kraśniku popadały w ruinę, ale w 2010 roku zostały odnowione i otynkowane. Niestety, wnętrza obu z nich zamknięte są na kłódkę z powodu ostatnich prac remontowych, więc nie mogłem zobaczyć zachowanych polichromii i malowideł.
    Po obejściu synagog powoli zacząłem kierować się do przystanku Narutowicza, z którego miałem pojechać na dworzec. Po drodze wstąpiłem jeszcze do Supersamu na Placu Wolności, bo akurat miałem ochotę na landrynki - wśród dziesięciu rodzajów szukałem tylko takich, w których znajdę też białe - bo należę do tych kilku procent ludzkości, która uwielbia białe landrynki, bo pozostałe dziewięćdziesiąt procent ludzi, białych ladnrynek nienawidzi i najchętniej znieśliby je ustawą :) Z Narutowicza podjechałem 2 na dworzec i tu do odjazdu zostało mi 40 minut. Pochodziłem trochę, porobiłem zdjęcia i o 17:06 podjechał szynobus z Rzeszowa do Lublina, ten sam, który o dwunastej zawiózł mnie jako skład wraz z niebieskim.
    Szlak z Kraśnika do Lublina pociąg pokonał w czterdzieści minut. Jadąc tą trasą myślałem sobie, że już niedługo, bo 30 kwietnia, wsiądę sobie w Lublinie o 11 w TLK do Rzeszowa i właśnie tą trasą, przy otwartym oknie przy słonecznej pogodzie dojadę ciągniętym przez spalinową lokomtywę składem do Rzeszowa, skąd rozpocznę swój długi weekend majowy w nocnym pociągu do Świnoujścia. Tam, w Międzyzdrojach odpocznę w tawernie ze znajomymi, a w kolejne dni odwiedzę Wałcz, Szczecinek, Kołobrzeg i Berlin... Ech, już niedługo :)
   

 

Galeria zdjęć z wyjazdu