środa, 22 11, 2017

9 II 2015 - Gliwice & Kielce

    Bilet na pociąg InterRegio 62122 "Bolko" relacji Wrocław - Lublin kupiłem przezornie za 5,67zł miesiąc przed odjazdem. Zarezerwowałem go na trasę Opole - Lublin, bo nie wiedziałem jeszcze na jakim konkretnie odcinku go wykorzystam. Ostatecznie na podstawie tego biletu miałem zamiar wsiąść w Gliwicach i Wysiąść w Kielcach, żeby tam spotkać się ze znajomym kolekcjonerem, zwiedzić miasto i wrócić popołudniu czterema osobowymi do Lublina.
    Odjazd IR z Gliwic miałem o 9:13, więc wstałem trochę wcześniej, żeby trochę pozwiedzać miasto. Spakowałem się i poszedłem na przystanek, tu po chwili podjechał autobus 60, z którego wysiadłem kilka przystanków dalej o 7:30 przy ul. Górnych Wałów. Miałem do zrobienia trochę porównań, między innymi skrzyżowania ulic Dunikowskiego z Mikołowską i Jana Pawła II. Dziś w tym miejscu nie ma śladu tego, co było przed wojną, a chodzi o kolej wąskotorową z Gliwic przez Rudy do Raciborza (powojenną lokomotywę tej kolejki widziałem wczoraj przed dworcem w Raciborzu). Co ciekawe, na terenie Gliwic przedwojenna wąskotorówka korzystała z torów gliwickich tramwajów. Po zrobieniu zdjęć poszedłem w kierunku rynku po drodze zachodząc na malutki plac targowy, gdzie kupiłem kilka świeżo upieczonych drożdżówek z budyniem bądź z jabłkiem za 1,30zł sztuka.
    Gliwice to jedno z najładnieszych miast na Górnym Śląsku. Jest też jednym ze starszych - istniało już w XIII wieku i przez pewien czas było nawet stolicą piastowskiego księstwa. Dodatkowej urody miastu dodaje średniowieczny układ urbanistyczny, czyli sieć prostopadłych ulic odchodzących od rynku starego miasta otoczonych dookoła dawniej grubymi murami, po których dziś zostały nazwy ulic - Górnych i Dolnych Wałów, oraz krótki odcinek murów przy Zamku Piastowskim. Po zdjęciach na rynku poszedłem w kierunku gliwickiego dworca. Szedłem ul. Zwycięstwa (Hindenburgstrasse), która moim zdaniem jest jedną z piękniejszych ulic w Polsce, a na pewno najładniejszą na Górnym Śląsku. To właśnie przy tej ulicy budowano najbardziej reprezentacyjne i najbardziej okazałe wielokondygnacyjne kamienice. Na ulicy tej leżą jeszcze tory tramwajowe. Niestety tramwaje w Gliwicach zlikwidowano w 2009 roku.
    Po dwudziestominutowym spacerze ul. Zwycięstwa doszedłem do remontowanego dworca. Po chwili siedzenia w poczekalni zapowiedzieli, że mój InterRegio do Lublina (Kielc) o 9:14 jest opóźniony około dwadzieścia minut. Super. Poczekałem na dworcu i w końcu o 9:33 na peron przyjechał EN57 w barwach województwa dolnośląskiego. Wsiadanie w Gliwicach przed Katowicami niesie takie same korzyści, jak wsiadanie w Warszawie Wschodniej przed Warszawą Centralną - można spokojnie znaleźć najlepsze miejsce przed wielką dokładką pasażerów na kolejnej stacji. W tym pociągu też grzało jak cholera - wisząca nad grzejnikiem kurtka gorąca była w dziesięć minut. Z Gliwic do Kielc InterRegio jedzie 2 godziny i 30 minut.  Kilka siedzeń za mną siedziała matka z córkami w wieku szkoły podstawowej. Jedna z córek pytała cały czas, kiedy w końcu będą w Lublinie. Kiedy usłyszała ile jeszcze, powiedziała, że nie cierpi długich podróży. A jej mamusia na to, że spoko, długie podróże ciebie też nie cierpią. Nie wiem czy to mądra czy głupia odpowiedź, ale jakoś zostało mi to w pamięci.
    W Kielcach z opóźnionego pociągu wysiadłem o 12:05. Na peronie spotkałem się ze znajomym kolekcjonerem i poszliśmy na Żytnią do punktu ZTM Kielce po dwa bilety dobowe. Z Żytniej pojechaliśmy pierwszym lepszym autobusem na osiedle Świętokrzyskie. W Kielcach byłem po raz pierwszy, więc chciałem też zobaczyć miasto od strony komunikacyjnej. Z os. Świętokrzyskiego wróciliśmy do centrum na ul. Sienkiewicza, czyli taką kielecką Piotrkowską. Poszliśmy potem pod Bazylikę katedralną i Pałac Biskupów Krakowskich, obecnie oddział Muzeum Narodowego. Co ciekawe, na jednej ze ścian kieleckiej katedry można zobaczyć niepozorną marmurową tablicę. Zawiera ona zapis elementarnej wiedzy, jaką powinien posiadać każdy parafianin. Tablica została ufundowana w 1782 r. przez ks. prymasa Michała Poniatowskiego. Zbiór informacji rozpoczyna alfabet, który zawiera również sześć nieużywanych dziś głosek. Dalej są liczby napisane cyframi i słowami. Większą część tekstu zajmują prawdy wiary. Obok nich wyryto różne wzorce oraz zestawienie miar długości i powierzchni potrzebnych do mierzenia gruntów. Sto lat przed powstaniem Międzynarodowego Biura Miar w Sèvres pod Paryżem prymas Poniatowski zadbał o udostępnienie wzorca miar mieszkańcom Kielc i okolic.
     Potem zahaczyliśmy jeszcze o Plac Wolności i doszliśmy do zabytkowego rynku. Tu wstąpiliśmy do jednego z lokali i najedliśmy się porządnie dużymi kebabami z podwójnym mięsem. Po sytym obiedzie i wymianie biletami poszliśmy ul. Sienkiewicza w kierunku dworca. Tu po chwili podstawili czerwonego EN57 do Ostrowca Świętokrzyskiego przez Skarżysko-Kamienną. Pożegnałem się ze znajomym i o 15:48 odjechałem na Skarżysko. Wysiadłem tam niecałą godzinę później.
    W Skarżysku byłem już raz, w lutym 2014. Miałem tu godzinę na przesiadkę  do osobówki Kolei Mazowieckich do Radomia o 17:48. Poszedłem więc w okolice kościoła, który zawsze widać przejeżdżając pociągiem przez miasto. Idąc ul. Niepodległości mijam po drodze rząd czterech przedwojennych domów wielorodzinnych, wybudowanych zapewne dla kolejarzy na przełomie XIX i XX wieku. Również przy tej ulicy, jak i w całym woj. świętokrzyskim spotkać można jeszcze wiele drewnianych domów. Przez okna widać czasem jeszcze całe pokolenia domowników siedzących przy wspólnym stole, pośród ścian ozdobionych obrazami czy też trofeami myśliwskimi. Szkoda, że takich rodzinnych drewnianych domów jest już coraz mniej..
    W międzyczasie zaszło słońce, a ja wróciłem na dworzec i udało mi się znaleźć po drodze w sumie dwadzieścia biletów MKS Skarżysko-Kamienna. Wsiadłem w pociąg KM do Radomia, odjeżdżającego planowo o 17:48. Niestety odjechał 20 minut później i z tego powodu w Radomiu nie miałem pół godziny na przesiadkę, tylko dziesięć minut. W Radomiu na peronie spotkałem się jeszcze ze znajomym kolekcjonerem i w szybkim tempie wymieniliśmy się w podstawionym pociągu do Dęblina. Podziękowałem za wymianę i o 18:58 odjechałem.
    Przez niecałą godzinę jazdy z Radomia do Dęblina byłem sam na całą część wagonu, więc mogłem sobie trochę posiedzieć przy włączonej na full muzyce. Godzinę później, w Dęblinie oprócz mnie wysiadły tylko cztery osoby. Tutaj na przesiadkę miałem około dziesięć minut, więc zrobiłem tylko zdjęcie zabytkowej lokomotywki wąskotorowej i poszedłem do podstawionego zmodernizowanego EN57 do Lublina. Odjechałem o 20:07.
    W pociągu jechało może z dziesięć osób, z czego sześć z nich to konduktorzy i pracownicy Przewozów Regionalnych kończący pracę. O tym, że w końcu wróciłem na  Lubelszczyznę świadczył jeden z konduktorów, swoją posturą i sarmackim wąsem przypominący Ferdka Kiepskiego. Odebrał dzwoniący w rytm Ona tańczy dla mnie telefon i rozmawiał z jakąś panią konduktorką Marzenką, że zwększyly opóźnienie, a on musi się przesiąść w Łopatkach i jedzie z Demblyna do Lublyna. Aby wymawiać to tak perfekcyjnie jak on, trzeba mieć drugi podbródek i duży wąs, inaczej nie da rady. W Puławach dosiadło się z 40 pasażerów, bo do tej pory pociąg jechał prawie pusty. Do Lublina dojechaliśmy z 15 minutowym opóźnieniem i na lubelskim dworcu wysiadłem o 21:30. Ferie skończyłem tak, jak zacząłem - w trolejbusie 150 na KUL.

 

Galeria zdjęć z wyjazdu

 

Gliwice wczoraj i dziś
(przedwojenne zdjęcia pochodzą ze strony fotopolska.eu)


Kielce wczoraj i dziś
(przedwojenne zdjęcia pochodzą ze strony fotopolska.eu)

 

 

Podsumowanie

    Od strony organizacyjnej, ferie udały się w 100 %. Byłem w każdym mieście, jakie miałem do odwiedzenia, zrobiłem wszystkie zdjęcia, które miałem zrobić, z noclegami nie było problemów i przede wszystkim wszystko grało jeśli chodzi o rozkład jazdy pociągów - nie było wynikających z nieprzygotowania niespodzianek jak choćby  w Elblągu w styczniu 2015. Słowem - plan udało się zrealizować całkowicie. A teraz trochę liczb:

*odwiedziłem siedemnaście miast - Warszawę, Łódź, Konstantynów, Pabianice, Częstochowę, Opole, Zieloną Górę, Kostrzyn nad Odrą, Gorzów Wielkopolski, Bolesławiec, Legnicę, Świdnicę, Nysę, Kędzierzyn-Koźle, Racibórz, Gliwice i Kielce. Nie liczę przesiadek w Koluszkach, Węglińcu, Jaworzynie Śląskiej, Wrocławiu, Opolu, Skarżysku-Kamiennej, Radomiu i Dęblinie, bo tych miast nie miałem czasu zwiedzić.IMG 1448

*udało mi się znaleźć około 200 biletów (lewa część zdjęcia), z czego do kolekcji trafia 27 (prawa część) - najwięcej, po pięć, z Nysy i Gorzowa Wielkopolskiego.

*spotkałem się czterema znajomymi kolekcjonerami i jedną kolekcjonerką - kolejno, z Mateuszem w Łodzi, Moniką we Wrocławiu, Robertem w Raciborzu, Kamilem w Kielcach i Leszkiem w Radomiu. Dzięki wymianom z Nimi do kolekcji weszło 121 biletów (bilety na środku zdjęcia). Pozdrawiam serdecznie :)

*przejechałem łącznie 2106 kilometrów, z czego
772km w poc. Regio Przewozów Regionalnych
649km w poc. Intercity,
322km w poc. InterRegio,
138km w poc. Kolei Dolnośląskich
109km w poc. Kolei Śląskich
96km w poc. Kolei Mazowieckich  
20km w poc. Łódzkiej Kolei Aglomeracyjnej.

*w pociągach spędziłem łącznie 31 godzin i 16 minut

*wsiadałem do dwudziestu siedmiu różnych pociągów - 13 razy były to pociągi Regio PR (w tym dwa InterRegio), 5 razy pociągi PKP Intercity, 4 razy pociągi KD, 2 razy pociągi KM, również 2 razy pociągi KŚ oraz 1 raz pociąg ŁKA.

*na bilety kolejowe wydałem w sumie 149zł 71gr. To nie dużo, biorąc pod uwagę przebytą trasę i liczbę odwiedzonych miejsc.

Po raz pierwszy udało mi się zaplanować  ferie, w których jeździłem wyłącznie pociągami - ani razu nie jechałem Polskim Busem, PKSami czy też innymi busikami. Jak widać mimo redukcji wielu połączeń kolejowych i zamykaniu wielu szlaków, nadal pociągami można zwiedzić kawał Polski.

Kolejny większy wyjazd planuję na maj 2015 - zamierzam odwiedzić zachodniopomorskie,  i z bazy wypadowej w Szczecinie odwiedzać koleją różnie miasta i miasteczka - turystycznie, historycznie, komunikacyjnie i biletowo :)