sobota, 18 11, 2017

Frankfurt (Oder)

Galeria zdjęć

O pojechaniu do Frankfurtu myślałem około roku. Bo skoro jest się w Zielonej Górze, a połączenia pasują (jak się zaraz okaże, nie zawsze), to czemu nie skorzystać? Ponadto ten wyjazd będzie pierwszy w swoim rodzaju, bo pierwszy raz samemu byłem za granicą. :)

Bilet na pociąg kupiłem już 3 dni wstecz (25.01.14) w zielonogórskich kasach PKP. Poprosiłem panią kasjerkę o bilet do Frankfurtu, ale ona wydała mi bilet do Słubic tłumacząc, że żeby dojechać do Frankfurtu trzeba w dniu odjazdu upomnieć się o przejściówkę - czyli bilet graniczny, który umożliwia przekroczenie granicy. Dostaje się go za darmo, tak zostałem poinformowany. Bilet Zielona Góra - Słubice (Regio DB, 85 km, 11,72zł)

Wstałem o 5:40, żeby na spokojnie zdążyć na autobus l. 22 z Zawady na dworzec w Zielonej Górze (odj. 6:08). Zjadłem jakieś lekkie śniadanie, bo o piątej rano nie ma się co przecież obżerać. Spakowałem do plecaka aparat, bułki i jakąś gazetę i wyszedłem na 22. Mimo nocnych opadów śniegu autobus przyjechał na czas (1).

Po piętnastu minutach jazdy jest się na przystanku Dworzec PKP, ale do dworca jednak kawałek, a że pociąg odjeżdża o 6:30 to czasu miałem mało. Podbiegłem na dworzec do kas, żeby dostać tą darmową przejściówkę. "Dzień dobry, mam bilet do Słubic i powiedziano mi, że żeby dojechać do Frankfurtu trzeba zgłosić się w dniu wyjazdu po darmową przejściówkę."
-"Proszę pana, bilet graniczny kosztuje 10,-zł"
-"Pani w tamtej kasie powiedziała mi przedwczoraj, że ten bilet jest za darmo"
-"Proszę pana, nie ma nic za darmo!"

Babka się wnerwiła, to sobie dałem spokój, bo i tak bym nic nie załatwił. Musiałem pogodzić się z tym, że wysiadam w Słubicach. Nie byłoby w tym nic złego, tylko jedyną wadą takiego wyjścia jest lokalizacja słubickiego dworca - 4 km do miasta. No i dobra, podróże kształcą. :) Zająłem sobie miejsce w tym szynobusie i szybko odjechaliśmy (2). Przy samym starcie pociąg był pełny, ale ludzie porozsiadali się po kolejnych wioskach. W ostateczności w Słubicach wysiadłem tylko z trzema osobami (3). Spytałem się jakichś miłych ludzi, czy da się jakoś do centrum dojechać, busik, pks, cokolwiek. "Eee, proszę pana, trzeba sznurować" :) Mili ludzie, jeszcze chwilę porozmawialiśmy to o feriach, to o tych granicznych biletach. Potem się pożegnałem i szybko, żeby nie tracić czasu zacząłem pruć z buta. Idzie się po długim łuku, wzdłuż pędzących tirów. Tu poranny widok na Frankfurt z kilkukilometrowej odległości (4),(5). Po około pół godziny marszu dochodzi się do jakiegoś centrum. Tu, w okolicy ronda udało mi się sfotografować autobus komunikacji frankfurckiej łączący Frankfurt ze Słubicami - jest to linia 983 (6),(7).

No i wreszcie - żegnamy na chwilę Rzeczpospolitą Polską. Oba miasta łączy długi niebieski most na Odrze (8).

No proszę, to już bogaty Deutschland, a widoki w oddali jak na jakimś bydgoskim Fordonie (9).
Po przejściu mostu po prawej stronie widzimy ewangelicki Kościół Pokoju. Jest to nie tylko najstarszy kościół we Frankfurcie, ale także pierwszy w tym mieście murowany budynek. Powstał ok. roku 1226 (10). Idziemy dalej w kierunku centrum. Mijamy tablicę z ul. Słubicką (11) i dochodzimy do Karl-Marx-Strasse. Podczas całego pobytu odnosi się wrażenie, że Niemcy ze wschodu nie chcą odcinać się od minionej epoki. Wciąż stoją niepomalowane, szare bloki, ulice noszą imiona rosyjskich poetów i myślicieli socjalizmu, a niektórym z nich stawiano tu pomniki, które stoją do dziś. Będzie o tym na kolejnych zdjęciach. Na ulicy Karola Marksa mijam pierwsze tramwaje (12),(13),(14). Idę wzdłuż tej ulicy w kierunku centrum. Po prawej (mojej lewej) mijam pewien plac z odbudowaną zabudową (15). W głębi widać wieżę Kościoła Mariackiego - St. Marien Kirche. Budowę rozpoczęto w roku 1253 (w tym samym roku nadano Frankfurtowi prawa miejskie). Budowa kościoła trwała około 250 lat. W 1945 niemal kompletnie zniszczony, po wojnie odbudowany. W 2002 r. Rosjanie oddali zrabowane z kościoła witraże. Na tym samym placu, bliżej ulicy, stoją jakieś abstrakcyjne figuro-rzeźby, czy jak to tam nazywać tą "sztukę" (16).

Po tych zdjęciach wszedłem do jakiegoś centrum handlowego, żeby rozmienić banknot - trzeba sobie kupić Tagekarte, a automat nie przyjmuje banknotów. Zatem idę do Aldi i biorę jakąś pierwszą lepszą czekoladę. Mimo niskiej ceny, wszystko ma tu wysoką jakość (czekolada z orzechami - 0,39€). Z rozmienionym 5 euro mogę już iść po bilet. Kupuje się je tu tylko w automatach w pojazdach. Akurat wracał ten 983, którego spotkałem w Słubicach. Wsiadam, staję przed automatem. Niby instrukcja po polsku, ale stoję jak głupi. Automat chce ode mnie jakieś kody, nie wiem jak wybrać interesujący mnie bilet. Walnąłem więc w ciemno do pasażerów obok "Przepraszam, państwo z Polski"? Nie myliłem się. Frankfurt ze Słubicami łączy uniwersytet - można tu spotkać wielu studentów z Polski. Razem pokombinowaliśmy, bilet udało się kupić. Był to bilet dzienny - ważny od chwili skasowania do godz 3:00 rano dnia następnego. Ważny w strefach A i B (Frankfurt i przedmieścia). Za taki bilecik płaci się 2,80€. Po chwili wahania bilet skasowałem i dojechałem tym 983 do pętli tramwajowej w centrum miasta - Europa-Universität. To tu uczy się dużo polskich studentów. Na tej pętli zaczynają linie 2 i 3. Wsiadłem w pierwszy tramwaj i po chwili odjechałem.

Po ok. 20 minutach jazdy jest się na drugiej pętli - Messegelände (17),(18),(19),(20). Wsiadłem w ten ostatni tramwaj. Czekał trochę na przystanku, więc grupa kilkunastu studentek jeszcze zdążyła wsiąść. Patrząc na nie pomyślałem, że na moich oczach właśnie łamie się stereotyp o brzydkich Niemkach, ale chwilę później znikły wszelkie wątpliwości - były to oczywiście, Polki :)

Rozsiadły się po tramwaju głośno rozmawiając. Jedna z nich, która się do mnie dosiadła, nie była zbyt głośna - pewnie nie chciała, żeby ten siedzący obok niej Niemiec sobie czegoś złego nie pomyślał. Ja jednak po trzech przystankach musiałem wysiąść, więc mówię "Przepraszam panią", a ona robi wielkie oczy i po chwili zaczyna się śmiać. Kiedy już byłem na zewnątrz, cały czas słyszałem, jak z tej sytuacji śmiała się cała grupa :)

Byłem na August-Bebel-Strasse. Na przeciwko przystanku był sklep Netto, więc poszedłem sprawdzić co ciekawego. Ceny czasem niższe niż u nas, nawet po pomnożeniu przez 4. Ja kupiłem sobie jakieś żelki Haribo za 0,59€. Przy kasie tylko "Hallo","Guten Tag","Bitte","Danke", więc całe szczęście z dogadaniem się nie miałem problemów. Wróciłem na ten sam przystanek w kierunku miasta (21),(22),(23),(24) i wsiadłem w tramwaj linii 5 w kierunku Neuberesinchen.

Przejechałem całą trasę w ok. 25 min. Rejon tej pętli to właśnie takie małe, szare bloczki (25),(26),(27). Chwilę poczekałem, w międzyczasie nagrawszy kończącą kurs Tatrę KT4M na l. 5. Ja podjechałem pięć przystanków do trójkątnego węzła tramwajowego przy przystanku Johann-Eichom-Strasse (28),(29),(30). Właśnie uciekła mi trójka, więc podszedłem na kolejny przystanek. Znajduje się on na wiadukcie, stąd ładne widoki w perspektywy ulic (31),(32),(33),(34).Miłym akcentem frankfurckiej komunikacji jest informacja w trzech językach - niemieckim, angielskim i polskim (35). Po chwili czekania przyjechał tramwaj linii 4 (36) do pętli Markendorf Ort - są to zaawansowane przedmieścia Frankfurtu. (37),(38). Wracając tą samą linią do centrum mija się duży zakład Conergy. Są Niemcy - są i autostrady. Tramwaj jedzie mostem nad niemiecką A12 - stąd do Berlina jest 99 km (39).

Wysiadłem na przystanku Friedhof. Stąd niedaleko do Lidla, więc i tu zaszedłem. Widoki prawie jak u Nas :) (40)  Tutaj kupiłem znowu jakieś czekolady oraz Schinken-Käse-Croissant - pyszna sprawa. Za 0,75€ zjadłem pysznego świeżego, jeszcze prawie ciepłego rogala szynką i serem. Wracam z powrotem na przystanek i wsiadam w l. 4 w kierunku drugiej pętli - Stadion. Jakieś 15 minut jazdy i jestem na miejscu. (41),(42). Postałem trochę na tym przystanku, zebrałem kilka biletów i wsiadłem z powrotem w ten sam tramwaj. Wróciłem nim do przystanku Zentrum. Tu też była jakaś galeria handlowa a w niej Kaufland. Tu kupiłem sobie jakieś chrupki serowe i takie jogurty-budynie z pianką (0,19€). Zakupy spakowałem do plecaka i wracam na przystanek, bo został mi brakujący odcinek sieci do zaliczenia - do pętli Lebuser Vorstadt. Tu zrobiłem kilka zdjęć, m. in. z widokiem na Der Oderturm - frankfurcki drapacz chmur :) (43),(44),(45),(46),(47),(48).

Podjechał tramwaj i po ok. trzynastu minutach byłem na pętli Lebuser Vorstadt, czyli Lubuskie Przedmieście. Jest to cicha i przyjemna okolica z ładną zabudową (49),(50),(51). Miałem jakieś 15 minut do odjazdu, więc podszedłem dwa przystanki do przodu robiąc po drodze zdjęcia ładnych kamienic (52),(53),(54). Wsiadłem w jedynkę na przystanku Am Winterhafen (55). Po drodze minąłem wspomniany pomnik Karola Marksa (56) przy ulicy, (a jakże), Karola Marksa. Inne ciekawe ulice we Frankfurcie nad Odrą to Rosa-Luxemburg-Strasse, Karl-Liebknecht-Strasse czy Puschkin-Strasse.

Wysiadłem przy Brunnenplatz, żeby wydać moje ostatnie kilka euro - nie udało się. Już poza czekoladami i budyniowymi jogurtami nie chciałem nic kupować i tym sposobem zostało mi ok 2,5 euro. Czas mnie naglił, więc zacząłem już zmierzać w kierunku mostu na Odrze.  Minąwszy budynek Poczty (57) i Europa-Uniwersytetu (58), doszedłem do terenów dawnego Starego Miasta, prawie całkowicie zniszczonego w 1945 r. Można tu spotkać Kościół Mariacki (59) (o nim już pisałem), oraz budynek Ratusza (60),(61),(62). Idąc dalej w kierunku mostu widać z ulicy Kościół Pokoju (63).

Już jestem przy moście. Tu ostatnie widoki na Frankfurt: (64),(65),(66),(67)

Tu już po stronie polskiej. Gości wita tablica informująca o podstawowych zasadach ruchu i dozwolonych prędkościach (68). Na chodniku stoi również (już zabytek) polski słup graniczny (69). Jest też tablica informująca o wyjeździe z Rzeczypospolitej Polskiej (70). Ja idę w kierunku dworca PKS, przez ulicę Jedności Robotniczej - przed wojną główna ulica przedmieścia Frankfurtu - Slubitz. (71),(72),(73),(74).

W końcu dochodzę do dworca PKS. Po odczekaniu kilkunastu minut podjechał autobus zielonogórskiego PKSu (75). Kupiłem bilet do Zielonej Góry i przez dwie godziny wygodnie odpoczywałem w siedzeniu. (PKS Zielona Góra, 89 km, 17,-zł). Zapłaciłem pełną cenę biletu, bo nie honorowali ulg uczniowskich.

Ok. godziny 16:15 już byłem na dworcu PKS w Zielonej Górze. Bardzo zadowolony z pierwszego samodzielnego wyjazdu za granicę wróciłem tym razem do Łężycy. (Tu - Batorego (76)) Oby więcej takich wyjazdów :)