sobota, 18 11, 2017

13 sierpnia 2016 - Prawie Białystok

W piątek 12. sierpnia skończyłem popołudniu swój ostatni dzień dwu- i pół-miesięcznej pracy wakacyjnej, dzięki której mogłem teraz zrealizować parę wyjazdów. Pierwszy z nich, to wyjazd do Elbląga przez Białystok, którego jeszcze nigdy nie miałem okazji zobaczyć, parę warmińskich miasteczek i tramwaje w Bydgoszczy w drodze powrotnej. Jak wyszło?

 

13 sierpnia 2016 (sobota)

         Od poprzedniego dnia nie spałem, bo miałem dużo rzeczy do załatwienia przed wyjazdem, dodatkowo byłem sam w domu, bo cała rodzina siedziała na wakacjach w Gdańsku, więc chciałem ogarnąć chatę, żeby to jakoś wyglądało na ich powrót. Ale przede wszystkim nie chciałem kłaść się już spać, bo ryzykowałbym przespanie pociągu o 4:56. Potem a to pakowanie, to runda w CSa, to wizyta Freda o 3 w nocy, który wrócił z łowów, aż nadeszła godzina 4:00 i wyszedłem z domu.
         Zanim wsiadłem na rower miejski coś mnie tknęło, żeby jeszcze raz sprawdzić godzinę odjazdu, bo była już 4:20. Wyjmuję bilet, patrzę - 4:56 14.08. No, to wszystko się zgadza. A nie, chwila moment, co? Mam bilet na 14.08, a dziś jest 13.08. Stoję i się śmieję. Wracać do domu i jechać jutro? Tak zrobię.  Nie, bez przesady, nie po to nie spałem całą noc, żeby dziś nie jechać, wszystko przygotowane do wyjazdu, jadę. Na dworzec dojechałem o 4:45, biegiem do pustej kasy i przedstawiam pani sytuację. Będę musiał dopłacić 4,20zł, bo bilet wcześniejszy miałem z promocją, a ten jest kupowany na kilka minut przed odjazdem, ale nic to, przynajmniej pojadę dziś. Biegiem do bezprzedziałowego i odjazd o 4:56. Mam jakieś wrażenie, że za mało dopłaciłem, spodziewałem się jakiejś dychy, a tu tylko kilka złotych? Patrzę z ciekawości na bilet i wszystko jasne - dostałem bilet studencki 51%. U konduktorki dopłaciłem 11,48zł, ona coś pokreśliła na moim bilecie i mogłem jechać dalej. Już wystarczy, myślę.
         Przesiadka na Wschodniej o 7:10, spóźniony TLK Hańcza z Krakowa do Suwałk wtacza się na perony i odjeżdżam na wschód. Wagony do białegostoku pełne, więc siadam w tych suwalskich, które też jadą przez Białystok. Ale ta trasa nudna, przez 190 kilometrów pociąg jedzie jednym tempem w jednym kierunku przez taki sam płaski krajobraz. Takie nudy, że aż zasnąłem. Po obudzeniu się wjeżdżamy do Małkini. Dopiero? Idę znowu spać. Budzę się jakiś czas później, kiedy wjechaliśmy na starą PRLowską stację, betonowe perony, zardzewiałe słupy trakcyjne, dziurawa siatka. Pewnie przed-białostockie Łapy, nazwy nie widzę. Sprawdzam w telefonie lokalizację - Sokółka. Za Białymstokiem. Pod Białorusią.
         Jak można przespać kilkunastominutowy postój w Białymstoku i rozczepianie wagonów? Pociąg startuje, jedziemy na północ na Suwałki. A mogłem siedzieć w wagonie białostockim. Trudno, Białegostoku chyba już nie zwiedzę, przynajmniej podjadę tym pociągiem kawałek jak najbliżej Ełku, żeby złapać jakiegoś busa. Tylko żeby kontroli nie było, bo mnie wywalą... Minutę potem pulchna ręka w białej koszuli rozsuwa drzwi. "Dzień dobry państwu, proszę przygotować bilety". No nic, będę rżnął głupa. Janusz patrzy na mój bilet, kartkuje blankiety z miejscówkami, a ja patrzę za okno czekając na pytanie.
-A pan dokąd chce jechać?!
-Do Elbląga.
-To jest pociąg do Suwałk!
-To już był Białystok? - poważnie jak tylko się da
-Godzinę temu! Paanie, teraz musisz pan wysiąść w Dąbrowie Białostockiej, bo pan biletu nie masz!
-A będzie coś powrotnego do Białegostoku?
-A skąd ja mam wiedzieć?
IMG 0013         Czyli nie wysiądę przy Ełku. Pociąg Białystok - Elbląg odjeżdża mi o 13:16, a ja w deszczu wysiadam o 11:42 w miejscu, gdzie psy szczekają dupami a prąd zawraca na liniach. Dąbrowa Białostocka to miasteczko z 6 tys. ludności, tyle że stacja kolejowa leży oddalona o jakieś 3 km od miejscowości. Busy odpadają. Patrzę na rozkład, jest regio Kowno - Białystok, odjazd z Dąbrowy o 12:20 , przyjazd do Białego 13:13. Czyli mam 3 minuty żeby zdążyć. Dam radę. "Pociąg regio ze stacji Kaunas do stacji Białystok, planowy przyjazd o godzinie dwunastej dwadzieścia, przyjedzie z opóźnieniem około piętnastu minut". Gówno, nie dam rady. Czekam na tej nieszczęsnej stacyjce na szynobusa, który pojawia się o 12:35. W międzyczasie musiałem sprawdzić nowe połączenie z Białegostoku do Elbląga, bo pociąg TLK mi ucieknie. Jest takie regionalne cudo z czterema przesiadkami - Dąbrowa Białostocka->Białystok->Ełk->Olsztyn->Malbork->Elbląg. Odjazd 12:40 przyjazd 22:40, 470 kilometrów, 25,83zł. Kolejne pieniądze znikają z własnej winy. Było grać w CSa o trzeciej? Z tym biletem też coś jest nie tak. Pani wydała go na trasę:
Od: Dąbrowa Białost. 
Do: Elbląg
Przez: Suwałki*Ełk*Korsze*Olsztyn Gł.*Iława Gł.*Prabuty*Malbork
Zaznajomieni z kolejową mapą Polski wiedzą o co chodzi, a tym normalnym ludziom wyjaśnię - odcinek Suwałki - Ełk od lat nie widział pociągu pasażerskiego na oczy. Jest to trasa, którą od czasu do czasu przejadą jakieś węglarki, ale jak widać nie przeszkadza to systemowi wydawać bilety na tę trasę. Idę do pani, zgłaszam sytuację i wystawia mi kolejną dopłatę na 1,26zł. Ile to ja już dzisiaj wydałem? Idę spać. 
         Wysiadam w Białymstoku chwilę przed 14:00. Miasta już nie zwiedzę, idę przynajmniej coś zjeść. Widać, że ja tu nowy - nie sprawdzałem mapy i szedłem w zupełnie złym kierunku, z dala od centrum i z dala od wszystkiego. Zawróciłem po chwili, przechodzę na drugą stronę torów i jestem przy budach obok PKSu. Czas nie pozwalał mi na dalsze IMG 0028szukanie, więc musiałem się zadowolić kebabem, który mimo wydania 15zł na jakąś mega-ultra-zajebistą wersję był beznadziejny. Ale skoro nic nie jadłem od trzeciej rano, to liczył się dla mnie przynajmniej pełny brzuch. Wracam do dworca, obok bankomatu ładuję telefon na te parę procent i idę do tykałki na Ełk. Odjazd o 14:53 i zasypiam jak zabity jeszcze przed 15:00. Budzę się na ełckich przedmieściach, ale tu czasu też nie mam, tylko pięć minut żeby przelecieć przez dwa perony i wsiąść do szynobusa na Olsztyn. Zasypiam. Przebudzenie mam w Giżycku, gdzie mogę podziwiać piękne jeziora w słońcu, a potem znów kima. Dobry sposób na teleport. Wsiadam w Ełku, pstryk, dwie godziny stają się minutą i wysiadam w popołudniowym Olsztynie. Dziesięć minut później odjazd do Malborka przez Iławę, tu za to nie chciało mi się spać ani minutę, widać zaspokoiłem zapotrzebowanie. Telefon rozładowany, więc z nudów uwieczniałem mijane stacyjki na zdjęciach. Stuku-puk, 21:30 wysiadam w Malborku, zamawiam frytki za 5zł w ostatniej czynnej budce, ostatnie zdjęcie i odjazd do rodzinnego Elbląga, gdzie wysiadam przed 23:00.

Co za dzień. A ja chciałem tylko zwiedzić Białystok...

 

Galeria zdjęć z "wyjazdu"

Część 2 - pobyt na Warmii i powrót przez Bydgoszcz