sobota, 18 11, 2017

28 maja 2016 - Powrót do Polski

IMG 0632         O jak się nie chce... Ale trzeba. Wyczołgaliśmy się przed ósmą z hotelu zostawiając (bez)względny porządek, zaszliśmy do skrytki pani Oksany po nasze ręczniki i zostawiliśmy klucz w drzwiach. Za Operę za tramwaj, jedziemy 20 minut i wysiadamy w okolicy kolejowego dworca podmiejskiego, który wczoraj udało mi się znaleźć. Kupuję 3 bilety, do odjazdu o 9:10 ponad pół godziny, no to siadamy na placu z kawą na śniadanie. Perony są odnowione, a wstępu na peronu pilnują ukraińscy sokiści, którzy przy bramkach sprawdzają, czy każdy wchodzący ma bilet. Nasza elektryczka do granicy to wielka sowiecka maszyna w niebieskim malowaniu. Żadnego większego miasta po drodze, godzina poranna, dzień wolny od pracy, więc liczyliśmy, że wygodnie usiądziemy. Przeliczyliśmy się. Tłok jak w Bombaju, stoimy w korytarzu, wszystkie siedzenia zajęte co do jednego. Może to i dobrze, biorąc pod uwagę to, że siedzenia w tych pociągach to drewniane ławki. Tak, drewniane. U nas w PRLu byłaby to trzecia klasa, tu w 2016 roku jest to pociąg z metropolii do granicy z Unią Europejską. Konduktor gwiżdże, drzwi się zamykają, chwilę potem gwiżdże lokomotywa. Cisza.     JEB!     Przy starcie wszystkie metalowe części tej sowieckiej maszyny wydają taki hałas, że obudzą nawet pijanego chłopa. W tej samej chwili jak nie szarpnie, gdybym nie siedział na torbie, to poleciałbym do tyłu. Jeśli komuś do zbudzenia nie wystarczy hałas, to obudzi go przeciążenie. I tak dwadzieścia razy, co parę minut. Gwizd, JEB! Gwizd, JEB! Do tego śpiewające w tłoku cygańskie dzieci, handlarze obnośni skarpet, piwa i długopisów przeciskający się z wielkimi torbami, a także jacyś Kiryło i Mykoła, korzystający z przedsionka jako palarni. Dym, drewniane ławki i stukot kół. Jeszcze tylko Indian brakuje. 
         Nareszcie Szeginie. Dwie i pół godziny jazdy na korytarzu radzieckim dyliżansem przez ukraiński dziki zachód dało trochę w kość, choć to tylko 70km. Niestety, od przystanku kolejowego do granicy z Polską jest niecałe trzy kilometry, co w pełnym słońcu i z pełnym bagażem nie było przyjemne, ale w końcu jesteśmy. Alkohol, papierosy? Cztery piwa. Pokazać. Dziękuję. Proszę paszport. Dziękuję. Witaj Polsko. Do Przemyśla odjechaliśmy busem o 12, wysiadamy przy przemyskim dworcu i jedziemy pierwszym lepszym połączeniem do Lublina. Regio o 13:00 do Przeworska, stamtąd 13:30 do St. W. Rozwadowa i znów przesiadka, by w Lublinie wylądować na 18:20. 

 

Galeria zdjęć z 28 maja 2016

 


==========================

Ceny we Lwowie - maj 2016:

Bus Szeginie - Lwów: 37hr
Pociąg Szeginie - Lwów: 14hr
Bilet kom. miejskiej we Lwowie: 2hr

Wstęp na Cm. Łyczakowski: 15hr
Wstęp na wieżę ratuszową: 15hr

Puzata Chata:
Piwo Zibert jasne 0,5l: 18hr
Duża solanka mięsna: 24,50hr
Kotlet drobiowo-wieprzowy: 12,50hr
Ziemniaki z mięsem i dodatkami: 17,50hr
Sałatka z ogórków i kap. pekińskiej: 15,-hr
(pełny obiad - 78,-hr)

Chinkalnia:
Zupa czichirtma: 27,-hr
Zupa czaszuszuli: 67,-hr
Piwo: 19,-hr
Porcja sosu sacebeli: 12,-hr
Chaczapuri adżarskie: 55,-hr
Chaczapuri mengrelskie: 52,-hr
Chinkali 1 szt.: 6,50hr
(pełny obiad ok. 80,-hr)

Narodny Restoran:
Bulion z pielmieni: 31,-hr
Warenyky (ruskie) 1 szt.: 3,50hr

Kafe Kazka:
Piwo ok. 20,-hr
Nalewki (100ml) ok. 20-25,-hr

Ceny w sklepach:
Miedowucha 200ml: 20,-hr
Hetman wrzosowa 500ml: 55,-hr
Nemiroff z pieprzem 500ml: 50-,hr
Lwowskie jasne 0,5l: 11,-hr
Lwowskie porter 0,5l: 15,-hr
Marlboro Gold: 24,50hr
Davidoff Gold: 21,-hr
Sobranie Black Russian: 50,-hr
Coca Cola 1l: 12,-hr
Chlebne sucharki: od 3,- do 10,-hr
Cukierki brzoskiniowe na wagę: 63,-za kg.


Na zakończenie nie będę pisał, że kiedyś tam wrócę. Bo nie kiedyś, a w sierpniu. W chwili, kiedy piszę te słowa, został mi tylko dzień do wyjazdu na 6-dniową wycieczkę po Ukrainie - Lwów-Kijów-Zaporoże-Lwów. Pierwszy checkpoint zaliczony, teraz trzeba wypuścić się dalej - nocnym płackartnym za Dniepr.