sobota, 18 11, 2017

12-18 II 2016 - Ferie na Dolnym Śląsku

         Tym razem udało się zebrać trochę większą ekipę (łącznie 4 osoby) - Ja, Wojtas, Anglik i jego znajomy. Z Wojtasem byliśmy już w Szczecinie w maju 2015, Anglikowi wtedy nie udało się pojechać, ale na szczęście teraz wszystko grało i jedziemy we czterech. Podczas wyjazdu przede wszystkim korzystałem ze wspólnie spędzanych ferii ze znajomymi, więc nie przywiązywałem za bardzo wagi do tego, co będę pisał o wyjeździe, stąd opisy są tylko ramowe. Resztę mówią zdjęcia.

 

12 lutego 2016 (piątek) - Warszawa

         Spotkaliśmy się we czwórkę po 17 na dworcu. Do stolicy odjechaliśmy dartem o 17:47, po dwóch godzinach jazdy z hakiem wysiedliśmy na centralnej, na piechotę przez Złotą, Chmielną i Nowy Świat robiąc zdjęcia doszliśmy do Rynku, zaszliśmy też na Kozią, gdzie kręcono Pianistę. Kawa, kolacja, zakupy na podróż i o 21:37 odjechaliśmy tramwajem na Dworzec Wschodni. Ostatnie zakupy i o 22:04 odjazd nocnym TLK Aurora na Wałbrzych przez Poznań, Ostrów i Wrocław.

(Galeria połączona z następną)

 

13 lutego 2016 (sobota) - Wałbrzych

IMG 8938         Wysiedliśmy o 6:50 na dworcu Wałbrzych Miasto. Dzień dopiero wstawał, w półmroku spakowaliśmy bagaże do schowka, kawa na otrzeźwienie i odjechaliśmy ósemką na Zamek Książ. Kierowca nie miał problemu ze sprzedaniem mi 16 biletów na raz :)   Podczas porannej wizyty na zamku spotkałem się z kolesiem, u którego kupiłem po sztuce z nowych biletów ze Świebodzic - umówiłem się z nim kilka dni wcześniej na spotkanie o 8:30 przy Książu i w ten sposób zdobyłem świebodzkie unikaty. Po zdjęciach w Książańskim Parku Krajobrazowym przeszliśmy na pętlę Szczawienko i dwunastką dojechaliśmy na Plac Grunwaldzki. Pora na drugą odsłonę Wałbrzycha, czyli industrialną. Przesiadka w autobus 5 i na chwilę przed 10:00 wysiadamy przy Starej Kopalni na Wysockiego. Kupiliśmy bilety wstępu, górnicze cukierki Szkloki i o 10:00 zaczęliśmy we czwórkę zwiedzanie z "prywatnym" przewodnikiem - oprowadzał tylko nas. Naprawdę świetny facet, ciekawie opowiadał, nie było nudno, sztywno, człowiek ma swoje pomysły na zwiększenie atrakcyjności miejsca, ale niestety takim ludziom rzadko daje się szansę na wprowadzenie w życie swoich pomysłów. Po zwiedzeniu zabytkowej kopalni pojechaliśmy na Stare Miasto na obiad, po 14 wróciliśmy na dworzec odebrać bagaże i regio Kamieńczykiem o 15:04 wróciliśmy do Wrocławia.

Galeria zdjęć z 13 II 2016

 

14 lutego 2016 - Nowa Ruda & Kłodzko & Bardo Śląskie

         Pobudka o 6:00, N-ką na gworzec główny i o 7:19 odjechaliśmy Kolejami Dolnośląskimi na południe. Przesiadka o 8:40 w Wałbrzychu Głównym i 15 minut później odjazd szynobusem na Nową Rudę. Pierwszy raz jechałem linią 286, przez wielu uważaną za najpiękniejszą linię kolejową w Polsce, dzięki górskim widokom, długim tunelom i potężnym wiaduktom. W Nowej Rudzie wysiedliśmy przed dziesiątą, spacer przez zabytkowy noworudzki Rynek, potem ul. Piastowska, Piłsudskiego i dotarliśmy do położonej na końcu miasta zabytkowej KWK Nowa Ruda, udostępnionej turystom. Kiedy wszedłem do środka przypomniało mi się, że byłem tu jak miałem jakieś 6-7 lat; w głowie mi się lekko zakręciło, kiedy w jednej chwili zobaczyłem siebie w tym samym miejscu, poznałem tych małych kolegów, z którymi byłem tutaj na szkolnej wycieczce, nawet kaski wiszą w tym samym miejscu... :)   Zwiedzanie obejmuje przejście dwukilometrowej trasy chodnikami górniczymi, kilkuminutowy przejazd podziemną kolejką i stały nadzór ducha kopalni - Skarbnika, który pojawia się znienacka wśród zwiedzających, raz to pomruknie, raz zakrzyknie, a raz pierdyknie kilofem o szynę. Po kopalni zostało nam dużo czasu do pociągu powrotnego, więc przez dłuuugi spacer przez Nową Rudę wróciliśmy na stację i po zdjęciach na dworcu odjechaliśmy na Kłodzko.
IMG 9118         Główna sprawa - obiad. Wysiedliśmy jakoś o 14:40, każdy głodny, no to idziemy na piechotę z głównego dworca do miasta, a jest to około 2-3 km. Kłodzkie Stare Miasto piękne jak zawsze, choć tym razem na Rynku pełno było podpitych drechów, jakichś meneli i krzyczących jełopów z piwem. Podczas żadnego mojego dotychczasowego pobytu tutaj tak nie było. No dobra, trzeba jeść. Knajpa, do której mieliśmy iść, pełna po brzegi. Bar - zamknięty. Idziemy w dół, do pizzerii. Czas oczekiwania - 40 do 50 minut. W tym czasie to już musimy być na dworcu. Idziemy dalej, jest pizzeria nad Nysą, wchodzimy, ale nie ma nawet gdzie szpilki wcisnąć. Trudno, zjemy w Bardzie. Wróciliśmy na stację Kłodzko Miasto i o 16:07 odjechaliśmy do Barda Śląskiego. Od razu z dworca poszliśmy w kierunku głównego punktu w mieście - Bazyliki Nawiedzenia NMP i po drodze weszliśmy do wypatrzonej wcześniej w internecie restauracji Verona. Pizzę tu zjadłem taką, że po prostu poszedłem do kucharza i mu podziękowałem. Autentycznie, nie pamiętam, żebym przez ostatnie lata jadł smaczniejszą. Jeśli będziecie w Bardzie Śląskim, to do Verony na pizzę :)   Po kolacji msza o 18:00 i o 19:02 odjechaliśmy z powrotem na Wrocław.

Galeria zdjęć z 14 II 2016

 

15 lutego 2016 - Linia Kolejowa 285 Wrocław Główny - Jedlina Zdrój

         Na ten dzień zaplanowane było przejście 23-kilometrowej trasy z Jedliny-Zdroju do Świdnicy szlakiem zamkniętej linii kolejowej nr 285. Uważana jest za perłę architektoniczną tego regionu, dzięki perfekcyjnemu wkomponowaniu linii w krajobraz Doliny Bystrzycy, posiada też na tym odcinku aż 36 mostów, z czego niektóre mają 5-6 metrów, a niektóre po 160-180. Pobudka o 6:30, ale po obudzeniu każdy wyłączył swój budzik i już miał wstawać, ale jeszcze na chwilę się położył. Jako jedyny ocknąłem się o 8 rano i poinformowałem resztę, że zaspaliśmy. Planowo mieliśmy być o 9:20 w Jedlinie-Zdroju, a awaryjnym połączeniem to o 9:20 będziemy dopiero stąd odjeżdżać. No trudno, ale jedziemy. O 10:30 jesteśmy w Wałbrzychu Miasto, zeszliśmy na ul. 11 Listopada i czekaliśmy na busik, który mógł przyjechać, ale mógł też nie przyjechać. Przyjechał o 11:00, 3zł do Jedliny, wysiadamy tam 15 minut później. Stąd zaczęliśmy 23-kilometrowy przemarsz do Świdnicy - dużo nie będę tu pisał, opis wszystkiego jest przy zdjęciach w galerii.
IMG 9313         Jeśli chodzi tylko o mosty - wiedziałem, na co się wybieram, bo wcześniej szukałem informacji o tej linii i widziałem jak te mosty wyglądają. Jednak kiedy przy pierwszym moście zobaczyłem przerwy między wiszącymi w powietrzu podkładami i ulicę zaledwie 3 metry pode mną, to zrezygnowałem i przeszedłem dołem. Na szczęście przy kolejnym małym mostku postawiłem ten pierwszy krok i dalej poszło z górki - wystarczy trzymać równe tempo i patrzeć na nogi. Po małych rozgrzewkowych mostkach przyszła pora na 150-metrowe giganty, z domami, rzeką i drogą 20 metrów w dole. Pierwszy z nich był wyłożony betonowymi płytami, więc jakoś dałem radę, ale przy kolejnym moście, chyba w Jugowicach, który nie był chroniony niczym, nogi mi się trzęsły. Krok, kroczek, w dole rzeka, dach domu, kroczek, od widoku rzeki w głowie mi zaszumiało, śliski od deszczu podkład skrzypnął, noga mi się zachwiała, chciałem się cofnąć, zabrałem nogę do tyłu i straciłem równowagę, chciałem postawić ją bez patrzenia na podkładzie ale go nie było, momentalnie przeleciały mi przez głowę wspomnienia ostatnich dni i zaczynałem już spadać, ale nogę zawieszoną w powietrzu instynktownie oparłem o pierwszy lepszy podkład z tyłu i ustałem, machając jeszcze rękami dla złapania równowagi. Nie polecam. Chociaż, jeśli ma się tego doświadczyć, ale ujść z życiem i potem wspominać, to polecam. Potem przed kolejnym mostem (Zagórze Śląskie) jakaś baba z chaty z dołu zaczęła drzeć się na nas, że to teren prywatny i spuściła ujadającego wielkiego psa łańcuchowego - trochę się poganialiśmy po polach i po zbiegnięciu do ulicy zdecydowaliśmy, że przechodzimy na jezdnię, bo przy torach jest trochę za dużo przygód. W Lubachowie w zajeździe Zagroda zatrzymaliśmy się na obiad, byczy żurek w chlebie za 15zł. Ciekawe miejsce, są tu strusie, lamy, w środku jest gadająca papuga, a rustykalny wystrój wnętrza wzbogacony jest o przedwojenne niemieckie obrazy, plakaty i reklamy. Po Lubachowie wróciliśmy na tory i przez Bystrzycę Górną i Dolną doszliśmy po zmroku do Świdnicy, skąd o 18:51 wróciliśmy szynobusem do Wrocławia.

Galeria zdjęć z 15 II 2016

 

16 lutego 2016 - Wrocław cz.1

IMG 9550         Ten i kolejny dzień został nam na Wrocław. Odjechaliśmy przed dziesiątą pociągiem z Psiego Pola i rozdzieliliśmy się, bo każdy miał swój plan dnia - znajomi pojechali do centrum, a ja wysiadłem na Nadodrzu, żeby zrobić pierwszą część przedwojennych porównań. Z pięknego Nadodrza odjechałem ósemką przez cały Wrocław na Tarnogaj, 125 podjechałem na Brochów, parę zdjęć i trójką przez całe miasto przejechałem do Leśnicy. Kolejne zdjęcia, z przesiadką dostałem się na Park Przemysłowy, a stamtąd prosto do Arkadii, gdzie o 15:00 obejrzeliśmy Zjawę. Nie będę się bawił w recenzję, mnie film nie porwał. Po wyjściu z kina po zmroku szliśmy przez całe Stare Miasto robiąc zdjęcia, a na Placu Bema wsiedliśmy w jedenastkę i po przesiadce na Kromera dojechaliśmy na miejsce noclegu.

(Galeria połączona z następną)

 

 

17 lutego 2016 - Wrocław cz.2

IMG 9689         Rano wymeldowaliśmy się, zawieźliśmy bagaże na dworzec do skrytki i pojechaliśmy na Halę Stulecia, trochę zdjęć przedwojennych porównanych i wracamy z powrotem. Dwa razu na Placu Grunwaldzkim wsiedliśmy nie w ten tramwaj co trzeba, wszystkie odjeżdżają gdzieś na bok, nie tam gdzie trzeba ( ͡° ʖ̯ ͡°)  Z okolicy Mostu Grunwaldzkiego odjechaliśmy piątką na Grabiszyńską, przeszliśmy się po całkowicie zniszczonej dzielnicy, wszędzie gdzie nie okiem sięgnąć bloki, a przed wojną kwartały kamienic. Wizyta w Sky Tower, powrót do dworca i rozdzieliliśmy się - oni pojechali w swoją stronę, a ja kontynuowałem robienie porównań. Teatr Polski, ul. Stysia, Synagoga, Dworzec Świebodzki, Pl. Jana Pawła i do Rynku. Ale wtedy o 15:30 lunęło gradem... miliony igiełek z nieba kaleczyły ręce i musiałem przerwać robienie zdjęć. Po zamieci przejaśniło się i na Rynku było już jasno. Stamtąd szedłem bocznymi ulicami, Uniwersytecka, Szewska, Pl. Nowy Targ i do Rynku, spotkałem się ok. 17:00 ze znajomymi i poszliśmy do kamienicy przy Ćwiartki 3/4, czyli Podwale 67. Ktoś nam otworzył, pochodziliśmy po klatce schodowej, ale do publicznej prywatnej toalety nie ma już wstępu. Stamtąd na burgery do Pasibusa (polecać nie trzeba), piwo karmelowe i wiśniowe w restauracji Spiż w budynku ratusza, po 20:00 wykorzystaliśmy do końca nasze bilety 72-godzinne i przejechaliśmy się na Oporów i z powrotem. Potem od 21 czekanie w otwartym Starbucksie i McDonaldzie i o północy odjechaliśmy na Bydgoszcz.

Galeria z Wrocławia 16-17 II 2016

Wykonana podczas wyjazdu galeria Wrocław wczoraj i dziś

 

18 luty 2016 - Bydgoszcz & Toruń & Olsztyn

         Wysiadka o 5 rano w Bydgoszczy, wszyscy jesteśmy półprzytomni, ale nie mogliśmy jechać dalej, bo wysiedlibyśmy w Gdańsku i nie wyrobilibyśmy się z powrotem. Bydgoszcz sama w sobie nie była punktem programu wyjazdu, po prostu wysiadka tu była jedyną opcją, żeby dostać się rano do Torunia. Pojechaliśmy pierwszym lepszym tramwajem, czyli ósemką na Kapuściska. Powrót po kilku minutach stania na pętli i wysiedliśmy przy ul. Gdańskiej, bo właśnie zaczynał wstawać dzień. Rozkładamy statyw i jedziemy ze zdjęciami :)  Gdańska, Mostowa, Rynek, Wyspa Młyńska i spod Opery tramwaj na dworzec. Posiedzieliśmy pół godziny na świeżo otwartym dworcu (przyzwoita modernizacja, trzeba przyznać) i o 8:20 odjazd Dartem na Toruń.
IMG 9790         Jest chwila po dziewiątej, zostawiamy bagaże w skrytce i idziemy na piechotę przez Wisłę do centrum. Najpierw jedziemy trójką na pętlę Wschodnia (to mój czwarty pobyt w Toruniu i czwarta kontrola biletu, mam szczęście do tutejszych kanarów, albo po prostu oni tak regularnie tu trzepią). Wróciliśmy dwójką do przystanku Przy Kaszowniku, stąd blisko do Starego Miasta, po drodze widać budynki z czerwonej cegły z prześwitującymi napisami z czasów radzieckich, są na zdjęciach. Stare Miasto jak to Stare Miasto - poszliśmy m.in. pod ruiny zamku krzyżackiego, obowiązkowo pierniki z salonu, Rynek, Piekary, Krzywa Wieża. Po jedenastej odjazd jakąś dwudziestką na dworzec, bierzemy bagaże i o 12:38 odjazd opóźnionym kilka minut pociągiem na Olsztyn.
         Przywitała nas smętna pogoda - ciemne chmury, wiatr i deszcz. Idziemy na tramwaj trójkę i dojechaliśmy do "pętli" Uniwersytet-Prawocheńskiego, dzięki temu zaliczyłem całą sieć tramwajową Olsztyna (poprzednia część na otwarciu 19 grudnia 2015). Stąd podjechaliśmy pierwszym lepszym autobusem do centrum, na piechotę pod górę na Rynek i szukamy miejsca, gdzie można coś zjeść. Wybór padł na pizzerię Diavolino przy ul. Okopowej, nie była tak dobra jak ta z Barda, ale nie była też zła. Ot, zwyczajna, przyzwoita pizza. Po zjedzeniu była 16:00, a pociąg odjeżdża dopiero o 17:45 - pada deszcz, jest zimno nieprzyjemnie i nie ma co robić. Na ratunek przyszedł nam lokal bilardowy trzy metry na przeciwko pizzerii :)  Godzina grania 10zł, zajęliśmy stolik z krzesłami i przez godzinę grałem z Wojtasem, po ciężkim boju przegrywając w grach 3:2. O  17:15 oddaliśmy bile i już w ciemności przeszliśmy przez park nad Łyną w kierunku przystanku Olsztyn Zachodni. Punktualny odjazd, szybka jazda i o dwudziestej Warszawa Wschodnia. Chwila na dworcu, ostatnie zakupy i o 20:58 powrót już na Lublin.

Galeria z 18 II 2016

 

 

Podsumowanie

     Wszystko się udało. Nikt nie spadł z torów w Jugowicach, zrobiliśmy galerię porównującą przedwojenny Wrocław, odwiedziliśmy obydwie kopalnie i byliśmy w Toruniu po pierniki. Do biletów trudno było mi przywiązać wagę, bo we Wrocławiu niemal same automaty, Kłodzko, Bardo, Nowa Ruda - brak, jedynie w Wałbrzychu nakupiłem trochę towaru, a do kolekcji wpadają ostatecznie 4 bilety ze Świebodzic, 1 ze Świdnicy, 1 z Bydgoszczy i 2 z Torunia.