sobota, 18 11, 2017

6 I 2016 - Łódź

         Pociąg jechał bardzo cicho, za oknem nic nie słychać, więc nie wiadomo, czy jest się na torach stacji czy pruje się 100km/h po szlaku. Podniosłem się do pozycji siedzącej i za oknem zobaczyłem Kraków Łobzów, czyli trzeba zbierać się do wyjścia. Skład powoli wtoczył się na Kraków Główny i wysiadłem o 6:06 na mróz, stąd szybko do poczekalni, siedziałem na tym nowym dziwnym dworcu-galerii pół godziny i przed siódmą poszedłem na peron. Miałem teraz jechać Dartem z Krakowa Gł. do Szczecina Gł. przez Łódź i Poznań, planowo odjeżdżającym o 7:00, ale o 7:00 na zatłoczonym peronie nic się nie pojawiało. Skład wjechał trzy minuty później, błyskawicznie zabrał pasażerów i odjechał z opóźnieniem na północ. Patrzyłem się przez okno na ciemny świat; gdzie już jesteśmy, Miechów? Nie, chwila, jestem na ul. Mickiewicza w Elblągu, tak, poznaję dokładnie. Jest już jasno, a ja po drugiej stronie ul. Mickiewicza zobaczyłem kogoś znajomego i chciałem do niego przejść, ale kiedy zrobiłem krok, wzniosłem się w powietrze i nabrałem prędkości. Doleciałem tak do parku przy Urzędzie Wojewódzkim i z wielką prędkością z wysokości zacząłem lecieć w dół. Przed samym uderzeniem w ziemię chciałem poderwać się do góry, żeby zminimalizować obrażenia, ale właśnie wtedy spojrzałem znów za okno, było już jasno, Tomaszów Mazowiecki.
IMG 8754         Dawno nie miałem tak realistycznego snu, ciekawe czy przez to latanie nie robiłem jakiś dziwnych ruchów, może nawet mnie ktoś nagrał? Nie wiem :)    Z 10-minutowym opóźnieniem docieram do Łodzi Widzew na 9:33. Perony już ładnie zadaszone, przejście podziemne funkcjonuje, jest elegancko. Szukałem punktu z biletem dobowym, ale jest Trzech Króli, wszystko zamknięte, więc pozostał mi automat w pojeździe. Jaki plan na Łódź? Żaden konkretny - chciałem zaliczyć jak najwięcej sieci tramwajowej ile było to możliwe, a o 17:33 odjeżdżam już w kierunku domu. Na pierwszy ogień poszła nowa trasa na Olechów, odjechałem z Ronda Inwalidów nową ciemnoczerwoną Pesą, kupiłem bilet kartą w automacie (w Łodzi ciężko trafić w tramwaju na automat przyjmujący gotówkę) i pojechałem na wschód, ostatni raz byłem tu jedynie na pętli Augustów. Trasę trochę przeoczyłem gapiąc się w telefon, ale na pętli Olechów byłem, a to się liczy. Szybkie zdjęcia na peryferyjnej pętli w klimacie leśnym, wsiadam w to samo co przyjechałem i na Rondzie Inwalidów czekam na trójkę. Skład starych ale jarych konstali zawiózł mnie stąd teraz na drugi koniec miasta - ul. Wycieczkową. Zaliczyłem sobie odcinek przez Puszkina, Przybyszewskiego, dalej Piotrkowska, Kościuszki, Łagiewnicka i Warszawska. Jechałem chyba z godzinę, na pętli Wycieczkowa skład stał pięć minut i zawrócił do centrum. Wysiadłem z trójki przy Zachodniej/Limanowskiego, bo od rana chodzi za mną hot-dog z żabki. Była tu jedna na rogu, odjazd 5-tki na Franciszkańską mam o 12:06, była 12:00, powinienem zdążyć. W sklepie mała kolejka, 12:02, składam zamówienie, robi się, 12:04, "jakie sosy?" i zanim odpowiedziałem zza drzwi i ulotek zobaczyłem odjeżdżającą piątkę. Czosnkowy proszę... 
         Poczekałem chwilę na coś, co podrzuci mnie kawałek na Limanowskiego, wysiadłem przy Klonowej i zaczekałem na kolejną 5, o 12:19. Stąd prosto do Franciszkańskiej na Stare Bałuty, jak to mi mówiły znaki ulic, a z Franciszkańskiej odjechałem jedynką na skrzyżowanie Kilińskiego z Narutowicza. Ulice, tramwaje, ulice, ale Łódź już taka jest. Na Narutowicza podjechałem dwunastką kawałek do Tramwajowej, bo na godz. 13 umówiłem się pod Muzeum MPK ze znajomym kolekcjonerem Januszem na wymianę. Spotkaliśmy IMG 8774się przy wejściu, w ciepłym samochodzie zrobiliśmy geszeft i omówiliśmy aktualne zmiany na rynku biletów w Polsce. Po chwili miłej rozmowy podziękowałem znajomemu za rarytasy z Krakowa i poszedłem zaliczać dalej. Do zobaczenia w Łodzi w kwietniu 2016 :)  Podjeżdża akurat trzynastka na Śląską, więc jadę do końca. Odcinek do Dąbrowskiego znam na pamięć, ale późniejszym jechałem po raz pierwszy. Ze Śląskiej przeszedłem na piechotę do pętli położonej równolegle ok. 1km na zachód - Dworzec Chojny. Poszedłem zobaczyć stację, wróciłem do tramwaju i jedynką odjechałem o 14:05 na drugą krańcówkę tej linii - Strykowska. Przez całą drogę trochę przysypiałem i budziłem się co chwila sprawdzać, czy nikt nie buchnął mi torby. Do pętli dojechałem sam, pięć minut czekania i o 14:55 odjechałem szóstką, dzięki której zaliczyłem przejazd ulicą Północną, obok nieczynnego dworca przesiadkowego i zostawiając po prawej za zakrętem Pałac Izraela Poznańskiego i Manufakturę. Wysiadam gdzieś na Zachodniej i idę w kierunku Placu Wolności, tramwajów na razie starczy.
         Była 15:20, na Piotrkowskiej śnieg się rozpuścił, ludzi dużo, nawet riksiarze czekają na klientów w taki chłód. Pora obiadowa, więc chciałem odwiedzić to samo miejsce co po koncercie w czerwcu 2015 roku - nie pamiętam dokładnie jak lokal się nazywał, wiem tylko że jest przy Piotrkowskiej i dają tam dania kebabowe. No to idę i szukam, szukam, jest - Kebab House. Zamawiam już nawet nie pamiętam co, jakiś gyros w picie z podwójnym mięsem i mieszanym sosem, 17zł. Chciałem tu przyjść, bo po tamtej wizycie miejsce zapamiętałem bardzo pozytywnie, dostałem wtedy jakąś ulepszoną wersję dania z ciekawymi sosami i byłem bardzo zadowolony. Myślałem, że to się powtórzy, ale było niestety trochę inaczej - mięsa było dużo, ogólnie cały kebab dość pokaźnych rozmiarów, ale - sosów niemal brak, bardziej przypominało to sos pochodzący z surówki, niż osobny czosnkowy polany do mięsa, a najsłabszym punktem było mięso, które mimo tego, że było go dużo, było suche i w wielu miejscach spalone. No nie trafiłem na dobry dzień, słabo wydane pieniądze. Kicha pełna, ale smakowo to nie to samo co wtedy. 
         Zamykam drzwi i wychodzę na Piotrkowską o zmierzchu. Jest przyjemnie, nie czuję zimna i idę przed siebie robiąc zdjęcia. Kierowałem się na nowo wybudowany węzeł przesiadkowy Centrum na skrzyżowaniu Piotrkowskiej i Mickiewicza, żeby odjechać stamtąd ósemką na dworzec Widzew. Po najpiękniejszej ulicy Łodzi chodzi mnóstwo ludzi, z knajp gra muzyka, a w bramach stoją menele. Słyszę za sobą dziwne krzyki, ale w łódzkim śródmieściu można to zignorować. Krzyki się do mnie zbliżają i po chwili dogania mnie od tyłu dziwny typ - wygląda na ok. 30 lat, z wyglądu dres z kamienicy, łysy, ogolony, dziwne wrogie spojrzenie pełne strachu i niespokojnie chodzi od człowieka do człowieka, a teraz trafiło na mnie. -Kurwa, człowieku stój, jesteś moją ostatnią nadzieją kurwa, moja eks wspaniała dziewczyna dała mi syfa, proszę cię kurwa człowieku tylko o jedną rzecz, daję ci mój telefon, pusty portfel i moją kurtkę (zaczął się rozbierać) tylko wykup mi receptę za 18 złotych, błagam kurwa, umieram, dziewczyna moja kurwa dała mi AIDS człowieku pomóż mi. 
IMG 8817         Jego ton był straszny. Zawiało taką grozą, że wydawało mi się jakby całe miasto stanęło w ruchu, zegarki przestały odliczać czas, a ten nie-wiadomo-kto zaraz mógł zrobić coś nieprzewidzianego i w Łodzi skończyłbym swoją podróż już na dobre. No takiej sytuacji to jeszcze nie miałem. Mówił prawdę? Był bardzo przejęty, co chwila powtarzał, że umiera, pokazywał mi coś na podniebieniu, rozbierał się z kurtki żeby mi ją dać, a telefon i portfel wręcz wciskał mi do ręki. Nie wiem, czy powinienem był mu wierzyć, ale po chwili powiedziałem, że mam tylko kartę i idę prosto na tramwaj, bo muszę dostać się na Widzew, bo zaraz jadę do Lublina. Nie czekając na reakcję poszedłem już przed siebie, bo im dalej jestem od podejrzanego chorego tym lepiej. Taki nie ma już nic do stracenia, może miał jakąś strzykawkę przy sobie? Kij takich wie. No poczekaj chwilę, wypłać pieniądze, błagam, daję ci telefon, kurt...  -Przepraszam muszę spierdalać na pociąg, niech pan Łodzian popyta, żegnam. Powiedziałem wprost, bo już dosyć miałem tej sytuacji. Rzucił jeszcze jakiś tekst w moim kierunku, a ja schroniłem się w najbliższej Żabce. Wszedł ze mną jakiś jego kompan, który przed chwilą się z nim witał, ale zrobił swoje zakupy i szybko poszedł. Poczekałem w środku z pięć minut, kupiłem colę i żelki i rozglądając się wyszedłem z powrotem na Piotrkowską, chyba go nie ma. Idę już spokojniejszy na tramwaj, z tyłu jakiś krzyk i znów słyszę za sobą Przepraszam, niech mi pan pomoże, daję... -Już z panem rozmawiałem, spieszę się.  -Ja nie jestem pan kurwa, ja nie jestem pan..  Powtórzył dwukrotnie i zniknął za rogiem.
         Jeśli komuś mało wrażeń, to zapraszam do Łodzi. Już jestem przy przystanku Centrum, dużo ludzi i spokój :)   Poczekałem na jednym z peronów na ósemkę, długa jazda przez Piłsudskiego i wysiadam na Rondzie Inwalidów o 16:50. Planowy odjazd pociągu 17:33, ale po wejściu do dworca widzę na tablicach wypisane dwadzieścia minut opóźnienia dla mojego IC 3524 "Wawel", bo przyjedzie po innych opóźnionych "Sukiennicach" czy coś takiego. Podładowałem telefon w poczekalni, wyszedłem na spokojnie przed dworzec, jakaś 17:30 już na zegarku, a na peronie właśnie stoi coś spóźnionego. Z ciekawości wróciłem na dworzec, ale przy moim pociągu nadal 20 minut opóźnienia. Pytam pani w kasie, co stoi tam daleko na trzecim peronie, pani sprawdza i informuje mnie, że to właśnie mój IC 3524 "Wawel", była 17:32. Sru sprintem przez przejście podziemne, przebijam się bokiem przez tłum ludzi schodzących po schodach i w ostatniej chwili wbiegłem do swojego wagonu. Odkładam bagaż, siadam na swoim miejscu i rozlega się komunikat "informujemy, że pociąg odjedzie ze stacji Łódź Widzew z dwudziestominutowym opóźnieniem". Pasażerowie zaśmiali się, wydali odgłos rozczarowania i zdenerwowania, a ja siedziałem zmęczony od niepotrzebnego biegu. W końcu o 17:55 ruszyliśmy na Łowicz, mijanka z innym Dartem podczas postoju na przystanku Glinnik Wieś, zdrzemnąłem się i już Łowicz Przedmieście.
IMG 8867         Jeszcze podczas kontroli zgłosiłem pani, że w Łowiczu miałem przesiadać się na IC 5116 "Kopernik" do Warszawy, ale planowo miałem 5 minut przesiadki, co z naszym 30-minutowym opóźnieniem nie było możliwe i pani poinformowała mnie, że mogę jechać najbliższym pociągiem Kolei Mazowieckich do Warszawy, a w Warszawie poczekać na "Gałczyńskiego" do Lublina o 20:32, choć planowo miałem odjeżdżać "Kijów-Expressem" o 19:40. No trudno. W Łowiczu Głównym mam 40 minut. Idę najpierw na przejście nad torami, żeby robić zdjęcia na długich czasach bez statywu, kładłem aparat na poręcz zejścia i starałem się nie dotykać, żeby nie było poruszenia, jakoś się to udało. Poszedłem też na chwilę do pierwszego przejazdu kolejowego z ulicą i wyszły mi ciekawe zdjęcia zrobione w odstępie minuty z tego samego miejsca - z pociągiem i bez. Wróciłem na dworzec i zbierało się coraz więcej ludzi, też widocznie czekają na ten 19:40 do Warszawy. W Łowiczu głównym komunikaty zapowiada młoda pani z pięknym głosem, aż miło było posłuchać, bo ciekawie wymawiała niektóre samogłoski, ale nie jakomś wiejskuom gwarom, tylko tak wdzięcznie, hmm - no, trzeba być w Łowiczu :)
          O 19:40 odjechałem piętrowym składem na Warszawę. Ostatni raz piętrusem jechałem chyba na Helu w 2007 roku, tylko że teraz były to nowoczesne jednostki. Wysiadam o 20:20 w Warszawie Zachodniej, planowy odjazd "Gałczyńskiego" do Lublina to 20:32, ale ma wypisane 15 minut, co zmienia się po chwili w 20 minut. Ludzie, dajcie mi już spokój.  Jakoś przesiedziałem na malutkim dworcu ładując telefon i po zapowiedzi wjazdu poszedłem na peron. Skład wjechał załadowany po brzegi, ale w Warszawie Centralnej wysiedli niemal wszyscy i po wyjechaniu ze stolicy zostałem sam na cały wagon bezprzedziałowy. Nie chciałem siedzieć sam w rozświetlonym bezprzedziałowcu, poszedłem wagon dalej, a tu każdy przedział pusty - no normalnie pociąg prywatny :)  Gaszę światło w pierwszym lepszym przedziale, pani sprawdza mi bilet i życzy dobranoc, bo widzi że się pokładam. Rozłożyłem się na siedzeniach jeszcze przed Pilawą i zasnąłem. Pobudka przy wjeździe na pełnej prędkości do Lublina, niestety opóźnienia nie zredukował i zamiast o 23:08, wysiadam o 23:28. Z wagonów wysiadło łącznie... jedenaście osób. Nareszcie Lublin. 
         
Galeria zdjęć z 6 I 2015

 

 

         Tradycji stało się zadość i odbyłem kolejny posylwestrowy wyjazd. Tym razem zobaczyłem cztery nowe miasta - Kalisz, Ostrów Wielkopolski, Nową Sól i Bytom Odrzański, a ponownie odwiedziłem Opole, Kołobrzeg, Szczecinek, Słupsk, Elbląg, Inowrocław, Gniezno, Poznań, Zieloną Górę, Gryfów Śląski, Lubomierz, Jelenią Górę i Łodź. Oj przyznam, że trochę się namęczyłem, ale co się najeździłem to moje. Biletów dużo nie przywiozłem, ale nie było to moim głównym celem - chciałem przede wszystkim być tam, gdzie sobie zaplanowałem. Do zobaczenia w lutym we Wrocławiu, Wałbrzychu, Nowej Rudzie, Kłodzku, Bardzie Śląskim, Świdnicy, Bydgoszczy, Toruniu i Olsztynie! 

IMG 8871s