sobota, 18 11, 2017

5 I 2016 - Gryfów Śl. & Lubomierz & Jelenia Góra

         No i niestety, trzeba odjeżdżać. Zostałbym tu z przyjemnością na dłużej, ale w czwartek i piątek wymyślili sobie obowiązkowe matury, więc trzeba wracać do Lublina. Wracać, ale nie tak 'normalnie' - powrót zajmie mi dwa dni, przez Gryfów Śląski, Lubomierz, Jelenią Górę, Wrocław, Kraków i Łódź :)     Na dworze ciemno, zimno i wieje, ale na szczęście 17stka z Zawady do miasta podjeżdża zgodnie z czasem, więc nie marznę. Wysiadam na dworcu, pociągu jeszcze nie ma, podjeżdża za to Pesa z Gorzowa Wielkopolskiego na nowy peron 1A, którego wcześniej nie widziałem, ale na dworcu w Zielonej Górze wszystko się teraz zmienia, więc nie ma co się dziwić. Szynobus podjechał dopiero o 7:30, czyli trzy minuty przed odjazdem. Ludzi mało,  za oknem ciemno, pociąg startuje, bilet sprawdzony, a że było w środku bardzo ciepło to zasnąłem. Pobudka w Bieniowie, zdjęcie w Lubanicach i krótki postój w Żarach, gdzie spóźnialscy biegną przez zaspy do naszego szynobusu. Za Jankową Żagańską znów zasypiam, chociaż chciałem czuwać i robić zdjęcia potrzebne mi do rysunków, no ale potrzeby organizmu silniejsze. Kolejna pobudka przy zmianie kierunku w Węglińcu, potem zdewastowany dworzec Zgorzelec Miasto i w końcu Lubań Śląski, za którym zaczyna się piękny, dolnośląski świat. Oczywiście granicę województwa przekroczyłem gdzieś półtorej godziny temu, ale dopiero tu widać, że to jest kraina, o której niemieccy żołnierze śpiewali w Schlesierlied - piękne wsie z kościołami na wzgórzach, zalesione wzniesienia z dolinami rzecznymi i średniowieczne miasteczka, do których kolej dociera po wysokich zabytkowych wiaduktach. Lubań Śląski 10:25, Olszyna Lubańska 10:38, Gryfów Śląski 10:45.
IMG 8591         Nareszcie. Kiedy wysiadłem na peronie, poczułem jakiś przypływ radości, że jestem właśnie tu - w niespełna 7-tysięcznym Gryfowie. Miasto od razu przypadło mi do gustu po pierwszej wizycie w lipcu 2014, więc planując ten sześciodniowy wyjazd obowiązkowo znalazłem dla Gryfowa czas i ostatecznie wraz z Lubomierzem stał się dla mnie największym celem całem wycieczki po kraju. Dlaczego? Nie wiem. Po prostu miasteczko ma bardzo przedwojenny klimat, a jak pomyślę, że obok leży piękny Lubomierz, który jest dostępny nawet na piechotę, to czego chcieć więcej. Dodatkowo tylko na Gryfów Śląski przygotowałem zdjęcia sprzed 1939 roku do galerii porównawczej, którą można obejrzeć pod linkiem na dole. Pociąg wypuścił kilku pasażerów wraz ze mną i odjechał w dal na południe. Obcy ludzie poszli w milczeniu w swoich kierunkach, a ja poszedłem przed siebie czasu nie licząc :)  Zacząłem od sesji na odnowionym w 2015 dworcu i torach, bo były tu do zrobienia dwa zdjęcia do przedwojennych. Spokojnym spacerem poszedłem ul. Kolejową w kierunku Rynku i od razu w głowie wczytała mi się nawigacja, nie musiałem nawet patrzeć na mapy. Renowacja Rynku się skończyła i można było swobodnie przechodzić w każdy jego kąt, a w każdym kącie - cuda. Południowa pierzeja najbardziej reprezentacyjna ze zdobionymi szerokimi kamienicami, w zachodniej rzędem stoją niższe, mieszczańskie kamieniczki, we wschodniej mniej zdobione dwupiętrowe przedwojenne domy, jedynie północna strona Rynku to długi socjalistyczny kloc, który został postawiony na miejscu dziewięciu pięknych kamienic, różnicę widać w galerii porównawczej.
         Po obejściu Rynku zszedłem na wschód w dolne uliczki, żeby sprawdzić, czy nadal widoczne są przedwojenne napisy na domach. Zachowały się :)  Ul. Rynek 33 - nad drzwiami jest zachowana w dobrym stanie tablica z napisem:

General-Feldmarschall
Graf von Moltke
nahm auf einer
Generalstabsreise
im. Jahre 1875v25.28 Aug.
in diesem Hause
Quartier.


         Dalej, na ulicy Wojska Polskiego 53 widoczne jest jeszcze na ścianie Fleischerei, pozostałe napisy nie do rozszyfrowania, na Młyńskiej 28 jest Einkauf, ale co poniżej to nie wiem. Jendak najpiękniejszy zabytek to kamienica przy Placu Kościelnym 10 - na rogu Źródlanej i Kolejowej. Spod odpadającej farby wychodzi Niemiec z ukrycia:

Medizinar Drog.
Parfumerien & Seifen,
Toilette-Artikel.
Verbandstoffe Gummiwaren
Farben. Lacke. Pinsel. 
Zigarren & Zigaretten,
Weine.
Photo - Antik.

         Niestety, zdjęcia właśnie tej najlepszej pamiątki po poprzednich właścicielach miasta zapomniałem zrobić, ale jest ono w galerii z 16 lipca 2014 roku, zachęcam do zobaczenia jak pięknie to wygląda. Wróciłem po raz ostatni na Ryneczek i stanąłem na chwilę przy fontannie-pomniku Gryfa. Włączyłem sobie zapętlone Schlesierlied na słuchawkach i klimat śląskiego niemieckiego miasteczka przeszył mnie na wylot :) Ostatnie zdjęcia i idę w kierunku dworca, żeby punktualnie o 12:00 zacząć wycieczkę do Lubomierza. Opuszczam kamieniczki, miasto się kończy, żegnaj Gryfowie. Wir sehn uns wieder :)

DLS          W Gryfowie Śląskim krzyżują się dwie trasy kolejowe - linia 274 z Wrocławia do Zgorzelca przez Wałbrzych, Jelenią Górę i Lubań, oraz linia 284 z Legnicy do granicy państwa z Czechami we wsi Pobiedna przez Jerzmanice-Zdrój, Lwówek Śląski i Mirsk. O ile pierwsza trasa wykorzystywana jest w pełni przez ruch pasażerski i towarowy, o tyle druga po roku 1989 okazała się niepotrzebna i do dziś zarasta i rdzewieje. Co prawda z Legnicy jeżdżą do Jerzmanic pociągi towarowe, ba, linia jest nawet zelektryfikowana, ale pasażerowie muszą wybierać PKSy, bo prędkość na trasie nie przekracza 20-40km/h. Po zamknięciu linia 284 nie przetrwała w całości do dziś - rozebrano fizycznie odcinek od Mirska do granicy w Pobiednej, oraz właśnie trasę ze Gryfowa do Lwówka, którą zamierzałem teraz iść. Mapa po prawej przedstawia sytuację kolei w tej części Dolnego Śląska, bo bez znajomości geografii regionu powyższy wywód trudno przełożyć w głowie na rzeczywistość :) Kolor czarny to ruch pasażerski, czerwony - towarowy, jasny niebieski oznacza linię zamkniętą, czyli zarastającą i rozkradaną, zielony to linia nieprzejezdna (więc de facto wymiennie z niebieskim) a jasny fiolet (fiołkowy?) to linie rozebrane, czyli już fizycznie nieistniejące. Mój odcinek do przejścia z Gryfowa do Lubomierza wynosił 6,5km i na mapie kończyłby się wraz z miejscem, gdzie trasa na Lwówek po 'spadku' odbija na północ. 
         Gdybym miał umieścić tu opis spaceru po rozebranym torowisku i pisać o mijanych obiektach, byłoby tego chyba trochę za dużo jak na raz, więc postanowiłem zrobić osobną galerię zdjęć, z samego przejścia trasy Gryfów - Lubomierz. Większość zdjęć jest opisana, więc po włączeniu galerii trzeba nacisnąć na znaczek informacji, podpisy się wyświetlą po prawej. Tu napiszę więc skrótowo - zacząłem od wiaduktu drogowego w Gryfowie nad torami, gdzie trzeba było zejść dzikim zboczem z półtora-metrowym urwiskiem, potem iść przez teren składowiska gruzu i drewnianych podkładów, odbijam na wschód, skrzyżowanie z drogą wojewódzką 364 do Lwówka, potem wchodzę w las, w którym nie byłem sam - z głuchej leśnej ciszy dobiegały co chwila odgłosy biegnących stad nierozpoznanych zwierząt, które widocznie bały się mnie. Żeby wiedziały, jak ja bałem się ich :)  Las się kończy, długa prosta i wchodzę do długiej i rozciągniętej wsi Oleszna Podgórska. Linia wspina się na górę, skręca w prawo i jestem w Lubomierzu. To w telegraficznym skrócie - zdjęcia z opisami poniżej.

Galeria zdjęć z odcinka Gryfów Śląski - Lubomierz nieczynnej linii 284

          W Lubomierzu na dworcu jestem na 13:45. Idąc po śladach torów miałem jedną myśl - dlaczego tak piękna trasa musiała zostać zlikwidowana? Odpowiedzi nie trzeba szukać daleko - mimo dużych walorów krajobrazowych, linię rozebrano w wyniku nierentowności, a nierentowność ta na podstawie moich obserwacji mogła mieć dwie przyczyny - po pierwsze, główna stacja na trasie - Lubomierz, oddalona jest od centrum Lubomierza o 2 kilometry. Wiadomo, torów nie przesuną, ale była możliwość zrobienia choćby przystanku do wysiadania bliżej miasteczka, żeby ludzie bez samochodów nie musieli iść na dworzec pół godziny. Nie pomyślano o tym. Druga, chyba główna przyczyna, to zapewne niska prędkość pociągów, która po prostu musiała wynikać z licznych skrzyżowań z drogami w Olesznie. Idąc z Gryfowa do Lubomierza naliczyłem, że tory krzyżują się z ulicami aż ośmiokrotnie. Skoro na sześciokilometrowym odcinku pociąg aż osiem razy musiał zwalniać, żeby uniknąć kolizji, to jechał te sześć kilometrów pewnie ze dwadzieścia minut. Prosta kalkulacja - szybszy PKS. Tym sposobem w maju 2013 na dobre pożegnaliśmy się z odcinkiem Gryfów Śląski - Lubomierz, który po dwudziestu jeden latach leżenia w krzakach, rozebrano.
IMG 8681         Do miasteczka dotarłem równo o 14:00. Do Gryfowa będę wracał PKSem o 16:11, więc mam tu dwie godziny - trochę dużo, ale zamierzam posiedzieć gdzieś na obiedzie, to może czas szybciej zleci. Wszedłem już dosyć zmęczony pod górę i stanąłem przy barokowym lubomierskim kościele, żeby odpocząć. Odległość z Gryfowa co prawda była nieduża, ale szedłem po kamieniach i z kilkukilogramowym bagażem na ramieniu. W drodze mnie nie przewiało, ale z powodu skończenia marszu, czyli wysiłku, organizm zaczął tracić temperaturę i robiło mi się coraz zimniej. Szukałem teraz miejsca, żeby się ogrzać, jakiejś restauracji czy baru. W mieścince mieszka tylko 1900 osób, ale pamiętam sprzed dwóch lat, że w dole Placu Wolności jest restauracja i pizzeria. Idę w dół wzdłuż podcieniowych kamienic, podchodzę do drzwi, a na jednej i na drugiej witrynie informacja o zamknięciu lokali na okres zimowy do marca. No nieciekawie. Niczego innego tu nie ma... Zaszedłem do pierkarni po rurkę z kremem, chwilę się ogrzałem i z powrotem wyszedłem na mróz, bo w małej piekarence nie będę przecież koczował. Robi mi się nieprzyjemnie zimno, co robić? Może w kościele grzeją? Idę sprawdzić, podchodzę do wielkich drzwi, a tu zamknięte, boczne wejścia też. Widzę ostateczne wyjście - jedyny w Lubomierzu mały supermarket (postawiony w miejscu, w którym Wicia w Samych Swoich ujeżdżał konia na konkursie). Jak w środku cieplutko :) Zakupy robiłem tak długo jak się dało, zamiast obiadu wziąłem sobie kabanosy, bułki i coś słodkiego, skoro wszystko inne tu zamknięte. Wyszedłem zjeść w okolicy kościoła, po chwili zaczęło wiać, zmarzłem, to hyc znów do sklepu. Odwiedzałem go łącznie trzy razy po 10-15 minut, no ale innego wyjścia żeby się ogrzać nie miałem.  Jak już było mi dostatecznie ciepło, poszedłem zrobić resztę zdjęć w centrum filmowego miasteczka. Poza całą serią Samych swoich, kręcono tu Krzyż Walecznych, odcinek Tajemnicy Twierdzy Szyfrów Bogusława Wołoszańskiego, czy też radziecki film Daleko na Zachodzie opowiadający o wyzwoleniu spod niemieckiej okupacji francuskiego miasteczka, a za plan reżyserom posłużył właśnie Lubomierz. 
         Zbliżała się szesnasta, powoli zaczęło się ściemniać, więc poszedłem na około na przystanek PKS, który leży 200m na północ w dół od Placu Wolności, a za miejsce do oczekiwania na autobusy służy jedna niebieska wiata. W lipcu 2014 kierowca PKSu, który przywiózł mnie tu wówczas z Jeleniej Góry, oznajmił mi przy wysiadaniu "proszę bardzo, Lubomierz centralny" :)    Zimno, zimno, coraz zimniej, na szczęście w samą porę zza zakrętu wyłonił się pędzący autokar do Gryfowa. Cena ta sama co dwa lata temu (5,50, PKS Bolesławiec), przewoźnik ten sam, tylko autobus większy, a nie zabytkowy, klimatyczny Autosan H9. Jadą tylko trzy osoby, trasa prowadzi drogą krajową 30, z której w pewnej chwili widać w dolinie cały rozciągnięty Gryfów Śląski jak na dłoni, z dwoma górującymi nad miastem wieżami kościoła i ratusza. 
         Wysiadłem już w ciemności przy gryfowskim dworcu o 16:25, pociąg do Jeleniej Góry mam 16:51. I znów marznę, chociaż stoję przed niedawno wyremontowanym dworcem. Dworzec wyremontowali, ale jak stał zamknięty, tak stoi nadal, Bareja by się nie powstydził tego opisać. Szybki marsz na rozgrzanie kilometr w kierunku centrum, po chwili powrót i ostatnie minuty przed przyjazdem szynobusu poświęcam na zdjęcia terenu stacji. Klimat mam idealny - jestem sam, jest cicho, śnieg prószy, słabe latarnie rozświetlają ciemne perony i zdewastowane przejścia podziemne, a żółciutki nowiutki dworzec stoi sobie zamknięty i śmieje się z marznących pasażerów. Za horyzontem coś trąbnęło, peron się rozświetlił i wjechał szynobus z Lubania Śląskiego do Jeleniej Góry. No, teraz to jest mi gorąco. Rozsiadłem się na siedzeniu, ale nie na długo, bo Jelenia już za pół godziny. W tym czasie szukałem w internecie gdzie sobie pójść na ciepłą kolację na Starym Mieście (pozdrawiam Mirków z wypoku, którzy mi wtedy doradzali), ale decyzji w pociągu jeszcze nie podjąłem, zobaczę na miejscu co mnie zachęci. Ciemność za oknem ustąpiła nagle miejsca setkom świateł, zakręt w lewo, 17:32, Jelenia Góra.
IMG 8725         Uwielbiam tu przyjeżdżać. Czas mam do 20:09; dwie i pół godziny zamierzam spożytkować na sesję ze statywem na Starym Mieście i jakąś kolację. Na dworcu kupuję gorącą czekoladę z automatu, z kubeczkiem w ręku wychodzę gotowy na zderzenie z mrozem, a tu miłe zaskoczenie - zupełnie nie było mi zimno, chociaż czekolady nie wypiłem nawet w połowie. Może to przez przyjazną atmosferę Jeleniej Góry, którą zawsze tu czuję :)   Najbliższy autobus do centrum za dwadzieścia minut, nie ma co stać, idę na piechotę. Na skrzyżowaniu 1 Maja i ul. Kubsza wyciągam statyw, bo jest już pierwsza okazja - kamienica przy ul. 1 Maja 66, która za dnia wygląda na starą i obdrapaną, nocą zaś na długim czasie naświetlania prezentuje się przepięknie. Szedłem potem prosto do Rynku przystając po drodze na środku deptaka i czekając na odpowiednie momenty do naciśnięcia samowyzwalacza. Poczułem wtedy przypływ mieszanki radości i wolności, bo uświadomiłem sobie, że jakieś kilka miesięcy wstecz pisałem sobie na kartce, gdzie chciałbym pojechać w styczniu. Wpisałem sobie wtedy Jelenią Górę i pomyślałem, że trzy miesiące później będę robił tu wieczorem zdjęcia. I tak się stało - jestem tu, gdzie planowałem, robię to, co chcę, w każdej chwili mogę pojechać gdzie indziej i jeśli zamarzy mi się chodzić jutro po Bieszczadach, to będę chodził po Bieszczadach. 
         Jeleniogórskiego Rynku nie ma co opisywać, odsyłam tylko do galerii zdjęć. Perła Zachodu, jak to mówią. Co prawda nocą kamienice nie prezentowały swoich różnych kolorów, tylko wszystkie przybrały błyszczące, ciemnozłote barwy, ale mimo to jest równie pięknie jak za dnia, a może i lepiej. Ludzi dużo, spacerują, śmieją się, wchodzą i wychodzą z restauracji, miasto żyje swoim życiem. Cudownie jest tu być. Ach tak, miałem coś zjeść, z tego zachwytu zapomniałem, że od Lubomierza jestem głodny ( ͡° ͜ʖ ͡°)   Po krótkim spacerze kontrolnym wokół Rynku wybór padł na włoską restaurację Sorrento i średnią pepperoni z sosem czosnkowym, 17zł. Obrazowo potrafię bardziej pisać o miastach i architekturze, niźli o jedzeniu, więc jedyne co jestem w stanie powiedzieć, to że pizza była bardzo dobra i się najadłem :)   Wyszedłem z lokalu i wolnym krokiem szedłem w kierunku stacji, chłonąc atmosferę starego centrum Jeleniej Góry. Zaszedłem do żabki po 1l Pepsi i do dworca doszedłem na niecałą godzinę przed odjazdem; musiałem podładować telefon, bo zostało mi 7%. Położyłem bagaż w holu i stałem przy gniazdku z telefonem w ręku a kiedy nadeszła pora, poszedłem na peron.
         Impuls ze Szklarskiej Poręby przyjechał punktualnie o 20:07 i odjechał dwie minuty później. Trasę przejechałem w mgnieniu oka i zanim się spostrzegłem, byłem o 22:15 we Wrocławiu. Stąd miałem odjeżdżać do Krakowa, ale dopiero o 00:44 przyjeżdżał pociąg; czekały mnie więc dwie godziny przetrwania na wrocławskim dworcu. Pomyślałem sobie - Europejska Stolica Kultury 2016, więc siłą rzeczy powinno być kulturalnie i spokojnie, ale trochę się przeliczyłem. Jakby to powiedział Zbyś Stonoga, czekanie na pociąg na dworcu we Wrocławiu to jest jakaś porażka. Ale teraz na poważnie.
         Przyjechałem o 22:20, muszę czekać do 00:44. Wychodzę przed dworzec - bandy żuli obstawiły wejście/wyjście i proszą o pieniądze i papierosy. W holu dworca sztajmesy leżą rozłożone na podłodze przy McDonaldzie i Empiku, dodatkowo inne menele chodzą po całym holu, patrzą nieludzkim wzrokiem i proszą tymi śmierdzącymi zapitymi mordami o kasę. Idę do poczekalni - co z tego, że czasem przejdzie się tu ochrona, skoro i tak może wejść kto chce? Wchodzi zakapturzony łysy narkoman w białym dresie, 25lvl, czerwona morda, oczy bez spojrzenia i siedzi i się gapi na ciebie i wzroku nie odrywa. Po nim wchodzą dwa szczerbate menele z siatkami, drą mordy, śmierdzą gównem i proszą o pieniądze. Jest też jakiś bezdomny dziad  - naprzeciwko niego siedzi dosyć ładna pani ok. 25 lat, a ten udaje że czyta gazetę, i patrzy na nią dosłownie co pięć-dziesięć sekund sapiąc przy tym i oblizując się tak dyskretnie jak to na niego możliwe. O, właśnie przed sekundą ochroniarz spokojnie chciał wyprosić jednego pijanego żula z bułką i soplicą w kieszeni. Zaczął się miotać i drzeć mordę kuywa kuywa wypmnbbmalaj kurwa chuj w kamyzlce kuywa.
IMG 8752         Siedziałem w prawym rogu od wejścia drzwiami ruchomymi i miałem podgląd na całą poczekalnię. Trudy czekania na pociąg współdzieliłem z jakimś dziadkiem zza Uralu, który siedział obok swojej żony ok. 10 m ode mnie i tak samo jak ja miał dosyć tych bezdomych i gadających do siebie zbombionych narkomanów. Jego żona zajęta była nawijaniem przez telefon w jakimś stepowym języku dawnych republik radzieckich i co chwila przerywała rozmowę, żeby przegryźć bułkę pętem kiełbasy i w przeciwieństwie do męża zupełnie nie obchodziło jej co dzieje się na dworcu. Dziadunio zaś co chwila łapał ze mną kontakt wzrokowy i po kolejnych żałosnych sytuacjach typu trzecie podejście ochroniarza do usunięcia hałasującego żula z wódką, patrzył się na mnie i podśmiechiwał. Widać było z twarzy, że bardzo pozytywny i życiem doświadczony człowiek, nie wiem skąd i dokąd jechał, ale niech dotrze z żoneczką szczęśliwie do celu, ja już idę na peron. 
         IC 83200 "Orion" łączy Szczecin z Przemyślem przez Poznań, Wrocław, Katowice, Kraków i Rzeszów. Ja jadę tylko do Krakowa, gdzie mam wysiąść o 06:06. Korytarz w wagonie zablokowała grupka głośnych Ukraińców i Ukrainek, bo nie wiedzieli w jakim wagonie i przedziale mają miejsca i nie mogli się zdecydować, który przedział wybrać. Stali akurat przy moim, szóstym i w myślach prosiłem, żeby nie wybrali mojego, bo chcę spać. Na szczęście poszli do innego wagonu a ja rozgościłem się w swoim przedziale. Był tu tylko jeden facet, jakiś chrapiący śpioch-student, nawet konduktor nie mógł się go dobudzić. Po odjeździe i kontroli biletów, kiedy już nikt się nie dosiadł, rozłożyłem się na trójce siedzeń i po dojechaniu do Opola zasnąłem. Dawno nie miałem dnia, po którym musiałbym pisać tak długą pamiątkową relację :)

 

Gryfów Śląski wczoraj i dziś

Galeria zdjęć z 5 I 2016 

Część 6/6 - Łódź