sobota, 18 11, 2017

4 I 2016 - Nowa Sól & Bytom Odrzański

         Do Zielonej Góry autobusem 17 odjechałem chwilę przed dziesiątą. W centrum miałem być piętnaście po, więc idealnie, żeby zdążyć na PKS do Kożuchowa o 10:40. Jeszcze w Chynowie tknęło mnie coś jednak, żeby upewnić się do godziny odjazdu. Wchodzę na e-podróżnik.pl, sprawdzam, a mój autobus do Kożuchowa odjechał o 9:43. Który to już raz sam sobie jestem winien? Wysiadam z tej 17stki przy zielonogórskim dworcu, jest 10:16, sprawdzam inne alternatywy - do Kożuchowa kolejny autobus jest po dwunastej, ale wtedy nie wyrobię się z Nową Solą i Bytomiem Odrzańskim. Do Nowej Soli mogę pojechać za chwilę, ale za to z Nowej Soli do Kożuchowa nie będzie połączenia. No nic, po prostu odpuszczę sobie Kożuchów i przejście po nieczynnym 8-kilometrowym odcinku Kożuchów - Nowa Sól linii kolejowej 371. Zostaje Nowa Sól i Bytom. Ale nie mam zamiaru jechać tam teraz, bo w Bytomiu i tak muszę być popołudniu - żeby robić wieczorne zdjęcia. Decyduję się jechać do Neusalz pociągiem o 13:51, ale do tego odjazdu mam jeszcze 3h30min czasu, co tu robić?
IMG 8367         Postanowiłem zrobić to, o czym już myślałem wcześniej, czyli przejście miejskiego odcinka rozebranej Kolei Szprotawskiej Zielona Góra - Szprotawa przez Ochlę, Broniszów i Stypułów. Linia ta została zamknięta dla ruchu pasażerskiego już  w 1947, a rozebrana została w 1955. Wynikało to z nierentowności linii zauważonej już przed wojną, dodatkowo trasa ta została poważnie uszkodzona pod koniec wojny przez wojska radzieckie, które mimo sprzeciwu polskich kolejarzy, zdecydowały się po tej 'delikatnej', leśnej linii przewieźć załadowane czołgi i pojazdy opancerzone. Linia została zniszczona, szyny połamane, a nad rzeką Śląska Ochla we wsi Ochla zarwał się most. Dziś poza Zieloną Górą po tej trasie nie zostało wiele śladów. Budynki dworcowe stoją jedynie w Ochli, Stypułowie i Szprotawie, rzecz jasna, a dawne torowisko służy dziś jako polna droga między gminami. Za to na odcinku miejskim Zielona Góra - Zielona Góra Jędrzychów, linia przetrwała aż do roku 2003 - dzięki temu, że mnóstwo zielonogórskich zakładów korzystało z sieci bocznic odchodzących od tej linii kolejowej i używało pociągów towarowych do transportu. Spacer z dworca Zielona Góra Przedmieście do ulicy Kożuchowskiej (5 km) zajął mi 1h15min - link do galerii zdjęć poniżej, przy pierwszym zdjęciu trzeba nacisnąć na znak informacji - po prawej stronie wyświetlą się podpisy do zdjęć.

Galeria zdjęć z miejskiego odcinka Kolei Szprotawskiej

 

         Po przejściu rozebranej dawno temu linii wróciłem z Kożuchowskiej autobusem 1 na dworzec. Została mi godzina, więc na PKSie podładowałem telefon (na PKP brak gniazdek, jedyne możliwe wejście było wykorzystane przez lampki choinkowe), a na chwilę przed odjazdem zaszedłem do polecanej już przeze mnie piekarni - wychodząc z dworca PKP idzie się 100m na prawo i lokal jest za kwiaciarnią. Pizza ziołowa z kiełbasą za 2,50 - palce lizać, świeże drożdżówki za 1,70. Z prowiantem poszedłem na dworzec i opóźniony kilka minut pociąg z Poznania do Nowej Soli wjechał na peron I. Szybki odjazd, kontrola biletu, mijam dworce w Starym Kisielinie i w Niedoradzu (ciekawie jest zobaczyć budynek, który wcześniej się rysowało nie widząc go jeszcze na żywo :)   i po dwudziestu minutach jazdy wysiadam na dworcu w Nowej Soli.
IMG 8484         Jestem tu pierwszy raz, a że miasteczko jest mało znane, to krótki wstęp: Nowa Sól to miasto stosunkowo młode, bo z końca XVIII wieku. Najpierw jako nadodrzańska osada słynąca z oczyszczania soli, potem rozwinęła się jako miasto przemysłowe, a dziś z 40 000 ludności jest stolicą powiatu i niestety poza portem paliwowym Orlen nie ma tu większych zakładów - symbol miasta, Nadodrzańskie Zakłady Przemysłu Lniarskiego "Odra", wybudowane przez Niemców jeszcze w 1813 roku, od 2003 roku stoją zamknięte i zdewastowane, dodatkowo od razu po wyjściu z dworca widać w oddali stare kominy i zdewastowany szkielet konstrukcji budynku z wybitymi szybami i obdrapanymi ścianami. Jest też ciekawostka - obecnie najbardziej kojarzonym z miastem wyrobem jest krasnal ogrodowy. Wiąże się to z tym, że gdy po transformacji 1989 wiele zakładów przemysłowych zostało zamkniętych i niemal co druga rodzina straciła pracę, zaczęto szukać nowych sposobów dochodu. Zaradni mieszkańcy wpadli na pomysł tworzenia krasnali - i tak wytworzone chałupniczo, choć starannie figurki sprzedawali potem na różne sposoby, w sklepach, przy drogach, w szczególności przejezdnym Niemcom. Dziś w mieście można podziwiać nawet Park Krasnala, w którym dumnie stoi największy krasnal ogrodowy na świecie - mierzy 541cm i jest wpisany do księgi rekordów Guinessa. Nowosolanin potrafi :)
         Wycieczkę po mieście zaczynam od wizyty w Małpce po ciepłego hotdoga i jedząc idę wzdłuż torów na południe. Po lewej widzę wspomniane już wielkie, zamknięte zakłady "Odra" i dochodzę do zamykanego właśnie przejazdu, bo jechał rozpędzony skład towarowy na Wrocław. Odbijam potem w lewo i idę wzdłuż bocznicy do portu paliwowego. Po prawej, jeszcze przed ul. Wrocławską, kolejny wielki, bliżej nieokreślony zakład przemysłowy. Idąc dalej dochodzę do parku, gdzie muszę już zmienić trasę, bo dalsza część torów jest za bramą terenu Orlenu. Obok linii są zamarznięte zbiorniki wodne, przeszedłem się trochę po grubej tafli lodu i wróciłem do centrum. Śródmieście Nowej Soli jest bardzo ładne - nie ma tu typowego Rynku, jest za to ulica poszerzona o większy chodnik z ławkami i fontanną. Teren ten ma nazwę Plac Wyzwolenia - trochę monotonne te nazwy w miastach zachodniej Polski - Wyzwolenia, Odrodzenia, Zjednoczenia, Wojska Polskiego i Grunwaldzka to taki 'starter pack' każdego z poniemieckich miast przyłączonych do Polski po 1945. Co mi się spodobało, to prostokątny układ ulic w centrum, elegancka, przedwojenna zabudowa, a już szczególnie ul. Zjednoczenia prowadząca do dworca, z czteropiętrowymi zdobionymi kamienicami jak we Wrocławiu. To tylko świadczy o tym, jakie Nowa Sól miała niegdyś znaczenie...
         Na dworcu czekając na pociąg spotkałem dwie grupki Cyganów kupujących bilet, widziałem jeszcze wielu na mieście, więc jest tu dosyć liczna mniejszość romska, jak nigdzie indziej w tym regionie zdaje mi się. Dworzec jest przedwojenny, zadbany i czynny, ale wewnątrz nie ma dużo miejsca - dla pasażerów udostępnione są tylko trzy siedzenia i przejście korytarzem na perony. Jako regio do Wrocławia Głównego podjeżdża ten pomarańczowy EZT z ciemnymi szybami, którym jechałem z Ostrowa do Kalisza. Tym razem ciemne szyby IMG 8516mi nie wadziły, bo za oknem i tak było szaro. Jechałem tylko jeden przystanek, ale konduktor i tak zdążył przylecieć i sprawdzić mi bilet. Pięć minut później wysiadam w Bytomiu Odrzańskim. Ten dworzec też już rysowałem, więc wydał mi się znajomy :)   Dochodzi 16:30, niebo powoli robi się granatowe, pora idealna. Miasteczko ma klimat - leży na rubieżach Dolnego Śląska, mieszka tu ok. 4 000 ludzi i w większości składa się z zabytkowego Starego Miasta, coś jak Kazimierz Dolny koło Puław. Po dziesięciu minutach drogi dochodzę do Rynku i aż stanąłem - naprawdę warto było tu przyjechać. Mimo silnego mrozu wyciągam statyw i zaczynam robić zdjęcia. Rozłożyłem sprzęt, nastawiam czasy naświetlania i stoję, a za sobą słyszę kroki. Odwracam się, a metr za mną stoi dwóch zakapturzonych typów spod ciemnej gwiazdy, brodaci, w łachmanach. Podeszli od tyłu, pewnie widok aparatu ich przyciągnął. Wymacałem gaz  i z ręką w kieszeni odwracam się do panów, ale zanim się spytałem, czy mogę im w czymś pomóc, odezwali się pierwsi:
-Noo, choinke to żeś ładnie pan zrobił.        
         A to śmieszki, koneserzy fotografii się w nich obudzili :) Pogadałem chwilę i poszedłem robić zdjęcia dalej, a oni poszli w jakąś bramę do swoich kolegów i razem wybrali się do monopolowego.  Na jednym z najpiękniejszych moim zdaniem Rynków w Polsce spędziłem jeszcze kilkanaście minut i wróciłem powoli na dworzec uwieczniając po drodze ulice i co ładniejsze domy na długich czasach. W przydworcowej biedronce zrobiłem małe zakupy (coś słodkiego i Lubuskie do kolacji na wieczór), ogrzałem się i po 10 minutach czekania na cichym i głuchym peronie odjechałem o 17:42 na Zieloną Górę. Wysiadłem tu o 18:10, najbliższy autobus do Zawady ok. 19:00, więc poszedłem na dworzec PKS i akurat załapałem się na autobus do Sulechowa. Płacę 3,00 (bilet potaniał z 3,20), siadam gdzieś na przodzie i po 20 minutach wysiadam na ciemnej, głuchej, trzaskającej mrozem lubuskiej wsi. Spacer do domu w ciszy i ciemności, wieczorem kurczak z piwem i na dobranoc "Przesłuchanie" z Gajosem na TVP Kultura.

 

Galeria zdjęć z 4 I 2016

Część 5/6 - Gryfów Śl. & Lubomierz & Jelenia Góra