sobota, 18 11, 2017

3 I 2016 - Inowrocław & Gniezno & Poznań

         Rano pożegnałem się z rodziną i poszedłem o 7:30 w kierunku dworca. Tym razem nie był to długi pobyt w Elblągu, ale byłem tu już przecież dwa tygodnie wcześniej (19-22 XII 2015). Pociąg przyjechał punktualnie, zapełnienie składu 50%, nawet nie zajmuję miejsca w przedziale tylko stoję pół godziny na korytarzu i o 8:20 wysiadam w Tczewie. Na myśl o tym, gdzie dziś mam się znaleźć, jakoś bezwarunkowo zrobiło mi się wesoło - uwielbiam klimat "przedostawania się" z Elbląga do Zielonej Góry przez Inowrocław, Gniezno i Poznań, ta trasa szczególnie mi się podoba, a jak pomyślę, że po zwiedzaniu ww. miast będę wieczorem w Zielonej Górze, to już w ogóle radość over 9000 ( ͡° ͜ʖ ͡°)  W Tczewie dwadzieścia minut czekania na dworcu i wsiadam o 8:42 do TLK 5602 "Artus" - mimo krótkiej, czterocyfrowej numeracji typowej dla nowoczesnych pociągów (Pendolino, Darty), był to skład złożony głównie ze starych wagonów. W przedziale jest kilka osób, siadam przy oknie i odjeżdżam punktualnie. Dwa razy podczas jazdy zachodził do nas dziadek z sąsiedniego przedziału pytać się, czy u nas też nie grzeją, bo mu zimno. Rzeczywiście, w naszym przedziale było trochę zimno, ktoś zgłosił to konduktorowi i wszyscy wynieśli się z mojego przedziału, a ja zostałem sam przy oknie przytulony do grzejnika :)
         W Inowrocławiu wysiadam o 10:20. Dworzec nadal w remoncie, tak samo jak podczas mojej ostatniej wizyty 24 I 2014. Jak tu się wychodziło do miasta... Babunia nie wie jak złapać swoją ciężką walizkę, żeby znieść ją na dół, ewidentnie trzeba pomóc.
-Dziękuję panu bardzo, nie wie pan skąd tutaj odjeżdżają taksówki?
-Z tego co pamiętam to z placu przed dworcem obok przystanku, pokażę pani.  Idziemy razem w dół, potem starym, zniszczonym tunelem, ale nigdzie nie ma tabliczki wyjście do miasta.  -Pani poczeka, sprawdzę czy to tu.  Wybiegam na peron IV, to nie tu. Już widzę, trzeba wyjść na peron III, ominąć remontowany dworzec, ominąć barierki i już są taksówki. Cofamy się, wnoszę torbę i zostawiam panią przy samochodach.
-Dziękuję bardzo, do widzenia!

         Żeby wyjść tu do miasta, trzeba z położonego wyspowo między torami dworca iść naprzód pod górę, i skręcić na wiadukcie w prawo. Z krzaków poprawiając rozporek wyskakuje łysy 40-50 latek w białej kurtce i grubej czapce. Po łysym zawsze widać, że jest łysy, nawet w czapce.
-I co, jedzie co na Toruń?  Spytał z akcentem typowym dla Śląska, gdzie akcent pada na ostania sylabę pierwszego czasowinka (jeDZIE), a potem tonacja stopniowo spada w dół i ostanie słowo wymawiane jest najnizszym głosem.
-Nie wiem, nie patrzyłem.
-Dobra, dzięki - Powiedział, od początku nie zwalniajac kroku ani na chwilę.

         Idę prosto piękną ulicą Dworcowa od której odchodzą równie piękne ulice ze starymi, ciemnymi kamienicami, jak np. ul. Grabskiego. Po długim spacerze przez przystanki, na które zachodziłem w poszukiwaniu biletów, doszedłem do pięknej ulicy Królowej Jadwigi z zabytkowymi kamienicami, szczególnie zapamiętałem taką z czerwono-złotą elewacją. Mijam małą rzeźbę kłaniającego się ludzika i staję na Rynku przy jednej z ławek.

IMG 8254
-Kolega na marsz?

Dobiegł mnie głos zza pleców. Był to młody Wszechpolak, w sportowej kurtce, dresach, z biało czerwoną opaską na ramieniu i wpinką MW w kurtce.
-Nie, ja tu na dwie godziny przyjechałem pozwiedzać, zaraz pociągiem odjeżdżam.
-Do Bydzi?
Domyśliłem się, ze chodzi mu o Bydgoszcz.
-Nie, na Gniezno. W drugą stronę. A wy do Bydgoszczy osobowym?
-Ja
Uwielbiam to kujawskie 'ja', mój wujo z Bydgoszczy też tak mówi. Narodowiec zagadywał mnie co robię, gdzie jeżdżę, i gdzie byłem do tej pory, ale kiedy zacząłem odpowiadać, to w połowie wykładu przestał słuchać, nie pierwszy raz tego doświadczam :)
-Kolega się udziela w narodowych organizacjach? - wyskoczył ni z tego ni z owego po chwili ciszy.
-Nie, czasem tylko jak Marian Kowalski występuje (występuje xD) u nas w Lublinie na Litewskim to idę posłuchać co tam ma ciekawego do powiedzenia.
-To dobrze, Marian to dobry gość
-Najpiękniejszy - dodałem, ale mój rozmówca chyba nie wiedział o co chodzi. Znów cisza. Ale zimno... Jest chyba -15, trzeba zapiąć kaptur. Przyglądam się kamienicy z mozaiką XXV LAT POLSKI LUDOWEJ. Chwilę później chowam już aparat do kieszeni i na odchodnym pytam
-A z jakiej okazji ten marsz?
-Pamięci Romana Dmowskiego. Zgłosiło się nas stąd dziesięć osób, ale trzy się rozchorowały, trzy olały a ja czekam na resztę.
-No dobra, ja będę spadał na dworzec, to powodzenia wam na tym marszu życzę.  Wziąłem torbę w rękę i powoli ruszyłem w kierunku zabytkowego tramwaju.
-Czołem Wielkiej Polsce - usłyszałem za plecami.
-Cześć.

         Muszę przyznać, że mimo wszystko narodowiec był ogarnięty i rezolutny, nawet przyjemnie się z nim rozmawiało, widać było po oczach, że bystry człowiek. Zbliża się 11:30, wracam na dworzec okrężną trasą mijając dwa wielkie zabytkowe kościoły, jeden romański z czasów późnych Piastów. Biletów znalazłem łącznie w Inowrocławiu ze 30, ale każda cena występowała tylko  w jednej serii - 1,30 AC, 2,60 ZZ, 5,00 ŁN, nie to co ostatnim razem, kiedy jednorazowe były w trzech różnych seriach. W okolicy dworca spotkałem jeszcze Wszechpolaka w towarzystwie jednego kolegi idących razem na pociąg, czyli ekipa wykruszyła się zupełnie. Siadam w prowizorycznym przepełnionym pasażerami dworcu tymczasowym, tym samym, co dwa lata temu i o 12:30 odjeżdżam opóźnioną TLKą na Gniezno. W przedziale jestem sam, za oknami piękne jeziora i lasy, w których mogli polować pierwsi Polanie, mijam Mogilno i kilka minut przed 13 wysiadam w Gnieźnie.
         Dworzec już wyremontowany - jest podobny trochę do nowych IMG 8296budynków z Ciechanowa, Mławy i Działdowa. Pamiętam, jak w 2014 przemarzłem tu konkretnie, bo dworzec był wtedy w remoncie i nie było drzwi - temperatura w budynku była bliska zeru, nie pomogły nawet kawki z automatu, dopiero na poczekalni PKS znalazłem kaloryfer. Jak sobie przypomnę, jak wtedy w Gnieźnie było zimno, to aż mną telepie :)  Idę teraz na przystanek i czekam na pierwszy lepszy autobus. U kierowcy kupuję bilet za 1,60 i wysiadam przy Łubieńskiego obok pomnika Św. Wojciecha. Jest to główny przystanek w centrum, więc o bilety tu nietrudno - znalazłem ze dwadzieścia sztuk w czterech podstawowych cenach 1,35zł, 2,70zł, 1,60zł i 3,20zł, ale wszystkie już miałem w kolekcji. Nic nie szkodzi, pójdą na wymianę. Jeśli chodzi o kolorystykę biletów, to Gniezno jest moim zdaniem w pierwszej piątce w Polsce - tuż obok Gdańska, Lublina, Tarnowa i Białegostoku. Poszedłem przez piękną ul. Tumską i szeroki Rynek do gnieźnieńskiej Katedry św. Wojciecha, gdzie tym razem zobaczyłem dostępne dla zwiedzających Drzwi Gnieźnieńskie. Potem posiedziałem trochę na Rynku, narobiłem zdjęć zabytkowemu śródmieściu Gniezna i wróciłem na piechotę na dworzec. Gniezno to nie tylko Katedra - przedwojenne, w pewnych miejscach nawet wielkomiejskie centrum miasta jest naprawdę godne polecenia. Spotkać można nawet zachowane niemieckie napisy, jak na budynku przy ul. Cierpięgi 7 (tym razem tam nie szedłem, ale zdjęcie jest w galerii z 24 I 2014, link ten sam co do Inowrocławia).
         Na dworcu podłączyłem telefon do ładowania (wifi i gniazdka są), kupiłem coś do jedzenia w saloniku piekarniczym i stałem tak sobie do czasu odjazdu mojego IC 5606 "Błyskawica" o 14:52. Na dziesięć minut przed odjazdem podszedłem jeszcze do automatu z kawą za kasami, żeby kupić gorącą czekoladę. Patrzę na oparcie kasy biletowej - leży czysty, kupiony kilka minut temu bilet na trasę Gniezno - Świnoujście, Przewozy Regionalne, 39,-zł. Ktoś kupił i chyba zwyczajnie zostawił; wziąłem gotową czekoladę i wśród dziesiątek pasażerów próbowałem znaleźć wąsatego dziadka, który kupował bilety przy kasie, kiedy szedłem do automatu, bo mogła to być jego zguba. Stał obok żony i córki, wszyscy z walizkami, więc miałem się spytać, czy to nie on zostawił, ale sekundę później usłyszałem jak mówią "no, już jedzie nasz do Wrocławia, zbieramy się",czyli jechali ze mną Intercity na południe, zamiast PR na północ. No to bilet zostaje u mnie :)  
         Kupując bilet weekendowy w Lublinie i wyrabiając miejscówki na każdy pociąg podczas tego wyjazdu, nie dostałem jej tylko na odcinek Poznań - Gniezno, bo system pokazywał brak miejsc. Rzeczywiście tak było. Musiałem stanąć w wagonie bezprzedziałowym obok toalety przy wyjściu, obok dziewięciu innych ludzi siedzących, stojących, kucających. Na szczęście trasę Gniezno - Poznań (47km) przejeżdża się w niecałe pół godziny i o 15:30 wysiadam w zabieganej wielkopolskiej metropolii. Stanąłem od razu do kasy, udało mi się zwrócić znaleziony bilet, ale zamiast 39zł dostałem 19 z hakiem, bo zwracam go w Poznaniu a nie w Gnieźnie. Dobre i to, to tak jakbym znalazł 20zł na ziemi :)   W InMedio kupuję dwa ulgowe po 1,50zł, idę na Most Dworcowy i wsiadam w bimbę na Plac Wolności. Sesję na Rynku zaczynam o 16:20 i chodzę do 16:40 - pora idealna, słońce dopiero co zaszło, niebo jest ciemnoniebieskie, dookoła chodzą dziesiątki ludzi, z knajp gra muzyka, mróz szczypie w uszy, a policja po raz trzeci objeżdża Ratusz. Poszedłem teraz na Plac Wielkopolski IMG 8350i wsiadłem w tramwaj. Nie sprawdziłem dokładnie przystanków na trasie i spytałem pani w tramwaju, czy dojadę tym na Most Dworcowy. Okazało się, że z pośpiechu wsiadłem w nie to co trzeba, więc na Pl. Ratajskiego wysiadłem i o 16:57 odjechałem już właściwą 18stką. 
         Czekając na TLK 57102 "Bachus" doszedłem do wniosku, że to miasto to jest jednak klasa sama w sobie. Długo go nie doceniałem, potrzeba było wizyt w czerwcu 2015, lipcu 2015 i tej teraz, 3 stycznia 2016, żeby stopniowo zauważyć, że Poznań ma wszystko, czego potrzeba - piękne Stare Miasto, rozwiniętą sieć tramwajową, wysoką dostępność komunikacyjną, wielkomiejskie przedwojenne centrum, odczuwalny pozytywny klimat, zorganizowanie i ten wszechobecny porządek - gdzie się nie spojrzeć, tam czysto, nie ma śmieci na chodnikach, domy są zadbane (no, może poza zaszczanym skłotem na Rynku, ale w tym wypadku nie ma czemu się dziwić) i ogólnie rzecz biorąc - chce się tu być. Od teraz obiecuję sobie odwiedzać Poznań częściej :)
           Do odjazdu zostało mi z 15 minut, przechodzę do galerii i na dole w 1minute widzę fajne hotdogi na reklamie za 2,49zł z dodatkami, więc stanąłem w kolejce za jakąś panią. Pani chciała kupić starter t-mobile, więc młoda kasjerka pyta się za ile złotych - pięć? niet. Dziesięć? niet. To za ile pani potrzebuje? двадцать. Kasjerka robi wielkie oczy, jej asystent też i cała trójka nie wie co zrobić. -Dwadzieścia, mówię i sytuacja opanowana :) Za kupno starteru się dopłaca i pani miała do zapłaty 21 zł, więc kasjerka mówi dwadzieścia jeden, a pani nie wie co ma zrobić. Mówię двадцать один, i wszystko gra. Znak czasów, pomyślałem, trzydzieści lat temu spytałoby się kogoś na ulicy where's the railway station to nikt by nie odpowiedział, za to na pytanie где находится железнодорожный вокзал można było oczekiwać odpowiedzi pełnym zdaniem, dziś jest zupełnie na odwrót :) Pani poszła, więc poproszę jednego hotdoga z sosem czosnkowym. Kasjer na to -6,49zł. Ech, Poznaniaczki. Pytam się, czy to nie są te hotdogi co na reklamie przed wejściem, za 2,49zł, a on mówi, że te się skończyły. No to podziękuję w takim razie. Poszedłem na drugie piętro do KFC i z kupionymi skrzydełkami i frytkami poszedłem do poczekalni, bo pociąg miał wypisane 20 minut opóźnienia. 
         Odjechać miałem o 17:39, a Bachus do Zielonej Góry przyjechał o 17:35, ale planowo miał być o 17:22, więc zamiast odjechać planowo stał dwadzieścia minut na peronie. Siadłem sobie przy oknie w wagonie bezprzedziałowym, podłączyłem telefon i o 18:00 ruszyliśmy. Na trasie zepsuły się automatyczne drzwi otwierane przyciskiem, więc żeby je otworzyć, trzeba było pchać ręcznie w lewo. Jakaś pani zaczęła naciskać na guzik, dwa-trzy razy, więc wstałem i przesunąłem w lewo, bo może pani nie wiedziała że tak można. Dosłownie pięć minut później wstaje jakiś studencik - czapka w pociągu, broda, grube oprawki i naciska na guzik. Biedak mimo braku efektu próbował tak nadal przez dziesięć, dwanaście sekund, dopiero wychodzący z toalety z naprzeciwka dziadunio mu otworzył. Co się dzieje z tymi ludźmi...
         Do mojej wyczekiwanej Zielonej Góry przyjechałem o 19:40, planowo 19:11. Spod dworca odebrała mnie samochodem ciocia wraz z babcią, które wracały z teatru do Zawady. Kolacja, prysznic i zanim poszedłem spać, przypomniałem sobie szybko, co mnie czeka następnego dnia - rano PKS do Kożuchowa, stamtąd pieszo do Nowej Soli, a potem wieczorna sesja w Bytomiu Odrzańskim. A więc lubuskie w swej najlepszej odsłonie :)

 

Galeria zdjęć z 3 I 2016

Cz. 4/6 - Nowa Sól & Bytom Odrzański