sobota, 18 11, 2017

2 I 2016 - Kołobrzeg & Szczecinek & Słupsk

         Już chyba nie śpię, a może mi się wydaje. Dokąd jadę? Mam wszystko? Szybki ruch ręką na kieszeń, portfel jest na miejscu. Ładujący się telefon leży pod 'poduszką' z kurtki. Chyba zaraz trzeba będzie wysiadać, bo za oknem mimo zupełnej ciemności widzę, że zaczynają się blokowiska, Szczecin Dąbie, albo Szczecin Zdroje? Która godzina? Jest 6:15. Pamiętam, że z Opola odjeżdżałem z 30-minutowym opóźnieniem, więc skoro w Szczecinie miałem być 05:45, to znaczy, że właśnie za chwilę mam wysiadać. Patrzę tępo przez to okno i patrzę, ale bloków zamiast przybywać to ubywa. A co jeśli... Na dźwięk głośnego komunikatu drgnąłem: Szanowni Państwo, następny rozkładowy postój pociągu na stacji Goleniów. Planowy przyjazd godzina 06:28. 
         
xD. Tyle mi przychodziło do głowy. Usiąść i śmiać się. Przespałem Stargard, przespałem Szczecin (nie dość, że Dąbie to i Główny) i jadę prosto na Świnoujście. Mój bilet weekendowy był ważny tylko na pociągi InterCity, a pociąg powrotny z rejonu Świnoujścia był dopiero po 15stej. Muszę wracać regio, ale co mi z tego, że z Goleniowa mam zaraz powrotną osobówkę na Dąbie, jak stamtąd TLK na Białogard zdąży odjechać przede mną? Jedno było pewne - muszę kupić nowy bilet. I przede wszystkim wysiąść w tym nieszczęsnym Goleniowie, bo pojadę na Wolin. Sprawdzam rozkład w telefonie i widzę rozwiązanie - wysiadam o 6:28 w Goleniowie i o 6:56 mam regio do Kołobrzega. Tam już się będę martwił co dalej. No i dobra jest, wysiadam w mroźnym Goleniowie o szóstej rano, biegnę na o dziwo otwarty dworzec i kupuję bilet na szynobus, kosztuje niecałe 13zł, trudno. Na dworcu i w okolicy czeka stostunkowo dużo ludzi, jak na porę i wielkość miasteczka. Wiele osób odjeżdża o 6:44 na Szczecin, a na Kołobrzeg o 6:56 ze mną wsiada jakieś 10 osób. Zajmuję miejsce, kontrola biletu i idę spać.
IMG 8089         Czarne jak noc niebo zmieniło się w szare i powoli jaśnieje, w Nowogardzie tradycyjny postój z powodu mijanki, o 7:42 ruszamy dalej i zasypiam znowu. Teraz jest już całkowicie jasno, za oknami mgła na polach, mijam otwarte i zamknięte stacyjki jak Głowaczewo, Stary Borek i równo o dziewiątej wysiadam w pieruńsko zimnym Kołobrzegu, termometr wskazuje -13. Z Białogardu miałem odjeżdżać IC Szkunerem na Szczecinek, ale jako że pociąg ten startuje właśnie z Kołobrzega, to odjadę o 10:08 stąd. Czyli mam tu godzinę... Dobre i to, i tak nie planowałem tu być, więc chociaż przejdę się nad morze i przy okazji zobaczę co nowego z biletami. Żeby w taki mróz nie marznąć, trzeba złapać szybkie tempo, co nie od razu mi się udało i te minus -naście dało mi w kość. Droga nad morze w większości zamarznięta, na chodnikach lód, więc ostrożnie trzeba chodzić. Na plaży cicho i pusto, jakaś para karmi mewy rzucając chleb tostowy w powietrze. Po chwili stania i przypominania sobie pobytu z 1 maja 2015, wróciłem do centrum miasteczka.
         Z biletów znalazłem tylko 2 sztuki - 3,40zł i 2,80zł. Miałem ochotę na coś ciepłego, ale w okolicy dworca wszystko pozamykane, żadnych kebabów, hamburgerów, zapiekanek, nic. W Szkunerze do Krakowa Gł. przez Piłę, Poznań, Wrocław, Katowice trafiłem na miejsce w wagonie dawnej klasy 1 - czyli komfort jak w obecnej klasie 2, tyle że bez prądu. W przedziale siedziałem z trójką wesołych seniorów, którzy wracali z sanatorium. Rozjeżdżali się do rodzin po Polsce, jeden jechał do Łodzi, drugi do Łomży, a pani jeszcze gdzieś indziej, bodajże do Elbląga. Kilka minut przed odjazdem dosiadły się dwie panie w okolicy 40 lat i cały przedział zaczął rozmawiać o pensjonatach, który najlepszy, gdzie za mała sala, w którym kto spędził sylwestra, o proszę pani kochana, to pani też w Lechu była? My ze Stachem w Lechu zawsze na pierwszym piętrze bierzemy, i tak dalej. O 10:08 pociąg ruszył i jechałem na Szczecinek przez Białogard, dzięki czemu mogłem zaliczyć ten odcinek. Im dłużej młodsze panie rozmawiały z jednym ze starszych panów, tym śmielsze tamten drugi zaczął opowiadać kawały, aż go musiała siedząca naprzeciwko mnie starsza kuracjuszka strofować, Stachu no wiesz ty co? A lubieżny dziadunio na to podśmiechując spokojnie Basia, znam lepsze. 
IMG 8105         
Próbowałem ruszyć dalej z Ferdydurke, bo utknąłem na zakończonym pojedynku na miny, ale nie mogłem ze skupieniem i zrozumieniem przeczytać choćby jednej pełnej strony, więc zasnąłem. Pani Basia z panem Stachem wysiedli w Białogardzie, gdzie w dworcowej kawiarence mieli czekać dwie godziny na pociąg na Elbląg. Za Białogardem zaczęły się lasy i po monotonnej jeździe wysiadłem o 11:38 w Szczecinku. Wyszedłem z dworca i na przystanek akurat podjechał autobus nr 7 w kierunku Bugno, więc biegiem wsiadłem, kupiłem bilet u kierowcy i zająłem miejsce nie upewniając się, czy dojadę tym na centrum, czy może na jakąś wieś. Intuicja jednak nie zawiodła - po chwili poznałem, że jedziemy ul. Wyszyńskiego i wysiadłem na przystanku przy Jana Pawła II. Szczecinek zawsze lubię odwiedzać, bo o bilety tu nie trudno - poza wieloma jednorazowymi znalazłem nawet kilka dobowych. Zbliżała się dwunasta i akurat wchodziłem na Rynek, kiedy w samo południe z Ratusza nadawano jakąś melodię. Szczecineckie Stare Miasto już opisywałem podczas poprzedniego pobytu 3 maja 2015, tym razem po obejściu głównego placu poszedłem do ul. Wyszyńskiego i zachodząc na przystanki powoli zacząłem wracać na dworzec. Jendak latem miasto jest piękniejsze, bo jest więcej zieleni i jezioro Trzesiecko nadaje wtedy większej atrakcyjności, niż w zimowy mróz. Skręciłem gdzieś w jakieś osiedle i w Biedronce kupiłem produkty, z których na dworcu zamierzałem zrobić pyszne buły, identyczne zrobiłem sobie podczas wyjazdu z Legnicy do Świdnicy 7 lutego 2015 - pięć bułek, opakowanie żywieckiej i pasta z suszonych pomidorów. Do tego paczka kabanosów, coś słodkiego i do Słupska byłem ubezpieczony :)
         Na dworcu zrobiłem sobie jedzenie i o 13:38 przyjechał SA102-003B ze Słupska, nasz odpowiednik czeskiego motoraczka. Odjazd o 13:45, ludzi niedużo, ale mimo to nie zapowiadała się przyjemna jazda - w Szczecinku trochę zmarzłem i liczyłem na ogrzanie się w pociągu, a tu powietrze z ust zamienia się w parę, nic nie grzeje, po prostu jest bardzo zimno, wszyscy siedzą w kurtkach i potupują nogami. Po ruszeniu pociągu kierownik zauważył problem i każdemu z osobna powiedział, że w Miastku trzeba będzie wysiąść i przesiąść się na drugi pociąg, tam będą grzać. Jechałem tą trasą pierwszy raz, więc robiłem zdjęcia mijanym stacyjkom. Linia ogólnie jest malownicza, zaraz za Szczecinkiem jedziemy po nasypie i widać wzniesienia z jeziorami, czyste pola po horyzont, czy jelonki i zajączki uciekające od cywilizacji. Gwda Mała, Drzonowo, Biały Bór, Słosinko i o 14:30 jest Miastko. Spotkały się tu dwa pociągi - jeden ze Słupska na Szczecinek, drugi ze Szczecinka na Słupsk (ten zimny). Wszyscy pasażerowie zamienili pociągi  i trochę cieplejszy motoraczek ze mną na pokładzie ruszył z powrotem do Słupska. Za Miastkiem mijamy kolejne stacje, w międzyczasie słońce zaczyna się chować i o 15:30 wysiadam w Słupsku.
IMG 8189         Myśląc o tym wyjeździe przewidywałem robienie w Słupsku zdjęć ze statywem, dlatego celowałem w idealną dla takich zdjęć porę przyjazdu, ale niestety było mi za zimno na grzebanie się ze statywem i wyciąganie go z torby i pokrowca, więc zdjęcia zdecydowałem się robić z ręki. Znów idę piękną ulicą Dworcową, mijam Hotel Piast przy Plantach Sienkiewicza i bocznymi ulicami docieram na słupski Rynek, uwieczniając po drodze naścienne mądrości miejscowych filozofów. Na tutejszym Rynku zabudowa przedwojenna przetrwała tylko na zachodniej pierzei - i to też nie w całości. Na północnej stoi dziś biedronka, na wschodniej socjalistyczny kloc, a na południowej PRLowskie bloki mieszkalne, choć wykonane z pomysłem. Mijam gotycką Katedrę, pomnik-tramwaj przy Nowobramskiej i dochodzę do przedwojennego Ratusza. Niestety znów odwiedzam Słupsk w sobotę, więc i tym razem nie będę mógł przybyć na audiencję do burgmeistera Roberta :)    Cholera, jak zimno. Wszystko co miałem do zobaczenia, zobaczyłem, więc szybkim krokiem zacząłem wracać w kierunku dworca. Była 16:40, a pociąg miałem 17:20. Chciałem w tym czasie wypić coś ciepłego i podładować sobie telefon, ale na słupskim dworcu próżno szukać działającego gniazdka. Trudno, kilka procent musi mi wystarczyć. 
         W moim przedziale włącznie ze mną komplet ośmiu siedzeń zajętych. Po takim zimnym dniu przejście do ciasnego, ale ciepłego, a nawet bardzo ciepłego wagonu to zmiana, którą organizm wyczuwa od razu, więc przykrywam się kurtką i zasypiam przy oknie. Kiedy się budzę, jestem już sam - telefon rozładowany, nie wiem jaka godzina, a za oknem w ciemności zaczyna się jakieś miasto. Błagam, niech to nie będzie jakiś Morąg czy Olsztyn, nie mogłem przespać Elbląga. Blok, latarnia, drugi blok, autobus, pięć, dziesięć autobusów, peron, latarnia, Galeria Kociewska. Uff, Tczew :)  Położyłem się jeszcze na pół godziny w pustym przedziale, za Malborkiem się spakowałem i o 20:20 wysiadłem w Elblągu. Przez mroczną ul. Mickiewicza doszedłem do domu dziadków, gdzie zjadłem kolację z gorącą herbatą i poszedłem spać po tym zimnym, ale ciekawym dniu.

 

Galeria zdjęć z 2 I 2016

Cz. 3/6 - Inowrocław & Gniezno & Poznań