sobota, 18 11, 2017

1 I 2016 - Kalisz & Ostrów & Opole

         Jak tu zacząć? Nie wiem. Działo się tyle, że o wszystkim warto by wspomnieć. Krótkim wstępem, na sześciodniowy wyjazd po Polsce spakowałem się w Sylwestra o 16. Wsiadam w przegubowe 57, telefon do Anglika i przed 18:00 spotykamy się na PKSie. Stąd o 18:30 ma być busik do Radawczyka, tak jak podaje e-podróżnik. Obchodzimy dziesiątki stanowisk, ale na żadnym nie ma naszego autobusu, informacja nieczynna, inni kierowcy nic nie wiedzą. O 18:20 zrezygnowaliśmy z czekania i Anglik zadzwonił po awaryjny transport, ale akurat kiedy mieliśmy opuszczać PKS, podjechał rozklekotany mercedes z tabliczką Radawczyk :) Cztery złote za bilet, w pojeździe RMF Classic, 18:30 odjazd. Po 30 minutach kluczenia bocznymi drogami przez podlubelskie wsie dojeżdżamy do naszego celu, czyli pierwszej inby tego wieczoru. Sylwestra w 'remizie' chyba nie trzeba opisywać - były zgony, petardy, tańce, kolejki i tak do drugiej w nocy, kiedy to pożegnaliśmy się z organizatorem (pozdrawiam Rafała) i resztą ludzi i pojechaliśmy na drugą imprezę, już w Lublinie.
         Przed Sylwestrem obiecałem sobie, że skończy się na 250ml balantyny, ale po wypiciu tych 250ml jakoś o tym zapomniałem i w ruch poszła orzechowa Soplica. To był błąd... Po naszym przyjeździe domówka dosyć zwolniła tempo, w końcu trzecia w nocy to czas dochodzenia do siebie, rzygów do klozetu i narad w kuchni, nie w głowie ludziom było baletować. Ja w porę ogarnąłem się z piciem i zacząłem zdecydowanie odmawiać, żeby nie być wrakiem podczas pierwszego dnia wyjazdu. Siedzieliśmy jeszcze z Anglikiem wśród poległych, pogadałem sobie trochę z nowym znajomym Antkiem (pozdrawiam) i o 3:30 zdecydowaliśmy się, że się zmywamy, bo nic tu po nas. W drodze na dworzec trochę mnie otrzeźwiło, pytałem Anglika jak się zachowywałem, ale na szczęście przyzwoicie. Po spacerze przez Unii Lubelskiej i 1 Maja o 4:30 doszliśmy na dworzec, gdzie kolega odstawił mnie do pociągu w stanie dostatecznym z plusem, przykazał nastawiać budziki na trasę, co bym nie przespał W-wy Wschodniej i pożegnaliśmy się. Nie chcę odjeżdżać, kiedy tu wszyscy zostają. ( ͡° ʖ̯ ͡°)   Oj to przez alkohol tęsknię za Lublinem, z którego jeszcze nawet nie wyjechałem. Do mojego przedziału dosiada się pani, zaczyna odmawiać różaniec, ja nastawiam budziki na 06:30 i 06:55 i zasypiam, choć przez chwilę nie było to łatwe, bo uszy mnie 'bolały' od ciszy - typowe wrażenie po przejściu z długiego przebywania w bardzo głośnym miejscu do miejsca bardzo cichego. 
         Na szczęście i bez budzików budzę się przed Warszawą, gdzie w porannej ciemności wysiadam o 7 rano. Pierwsza fala wstawienia odeszła, ale nadal było mi ciężko, nic mi się nie chciało, byłem zmęczony i śpiący, a na myśl o jedzeniu robiło mi się niedobrze. Posiedziałem w poczekalni, słońce leniwie wstało i o 7:50 odjechałem na Kalisz. W moim przedziale przez całą trasę był tylko jeden koleś, rozłożył się na czwórce siedzeń, więc ja zrobiłem tak samo. Ale szczęście, że trafił mi się luźny pociąg, idealnie żeby odpocząć po sylwestrze. Rozłożyłem się za Warszawą i przeleżałem całą trasę, nawet nie chciało mi się wstawać robić zdjęć stacjom. Trasa z Łodzi do Łasku zdawała się trwać wiecznie - pociąg jechał bardzo wolno, jakby chciał, żebym dłużej sobie poleżał. Może to dlatego, że jechałem tą trasą pierwszy raz? Za Łaskiem przyspieszyliśmy, Zduńska Wola, Sieradz i o 11:30 wysiadłem w Kaliszu.
IMG 7947         Długi budynek dworca wyglądał bardzo ładnie, chyba został świeżo wyremontowany. Jak tu cicho, jakby wszyscy Kaliszanie nagle stąd wyjechali. Przeszedłem za galerię handlową na przystanek autobusowy Górnośląska PKS - czekało tam kilka osób, a po drugiej stronie ulicy pod blokami stał miejscowy kwiat młodzieży i pijani puszczali petardy, czasem wybiegając na ulicę i zaczepiając ludzi na przystankach. Przez to, że dosyć długo tu jechałem, przez nieprzespaną noc i przez szare, zachmurzone niebo byłem niemal pewien, że jest szesnasta. A to dopiero 11:40, dzień się zaczyna, jeszcze dziś będę w Ostrowie, Gliwicach i Opolu... Na przystanek w końcu podjeżdża kaliski Solaris, kasuję bilet, który wziąłem z Lublina (a znalazłem gdzieś w szufladzie aktualne dwa bilety z Kalisza :) i podjechałem do centrum, bo Stare Miasto leży w trzykilometrowej odległości od dworca, a ja nie mam tu wiele czasu. Wysiadłem przy placu Nowy Rynek i pochodziłem po odrestaurowanym kaliskim Starym Mieście, które w 1916 niemieckie wojska zrównały z ziemią bez konkretnego powodu. Spacerowało sobie dużo rodzin, czasem jacyś dziadziusie, czasem kamienicowi zakapturzeni mnisi. 
         Muszę przyznać, Kalisz bardzo mi się spodobał. Ma piękny układ urbanistyczny, co ładnie widać z lotu ptaka, po zniszczeniach I WŚ zostało wiernie odbudowane w dwudziestoleciu międzywojennym i dziś nadal zachwyca. Leży nad rozwidloną Prosną, Stare Miasto otoczone jest Plantami, dodatkowo przez wielu historyków uważane jest przez najstarsze miasto w Polsce - nawet grecki geograf Ptolemeusz wspomina o mieście Kalisia leżącym na Szlaku Bursztynowym nad Bałtyk. To z pewnością jedno z tych miast, które warto odwiedzać :)   Po spacerze wróciłem na Plac Nowy Rynek, skąd chciałem wrócić autobusem na dworzec. Jeden o 12:43 nie podjechał, kolejny o 12:51 również, dopiero jedynka mająca być o 13:03 przyjechała o 13:06. Już myślałem, że będę musiał brać taksówkę. Na dworcu posiedziałem chwilę ładując telefon (kontakty są dostępne, wifi działa, toalety czynne, zadbane - 1zł). Ludzi z czasem zaczęło przybywać i o 13:57 przyjechał od wschodu pociąg regio do Poznania Głównego przez Ostrów Wielkopolski - był to jeden z tych nowych zmodernizowanych EZT nazywanych 'tygrysami'. Mi nie odpowiadają - po pierwsze kiepskie malowanie, po drugie brak gniazdek, żeby podładować telefon (jak modernizować, to w pełni), a po trzecie - niebieskie szyby. Nie jest to może wielki problem, ale na pewno gorzej się patrzy przez takie okna, trudno robić zdjęcia i cały czas się wydaje, że jest wieczór. Dlatego też nie mogłem uwiecznić pięknego dworca w Nowych Skalmierzycach - potężna budowla przypominająca gotycki zamek do 1918 roku była stacją graniczną między Ostrowem (zabór pruski) a Kaliszem (Carstwo Rosyjskie), dlatego też Niemcy pokusili się o wzniesienie tak wspaniałego budynku.
         Wysiadam o 14:20 w Ostrowie Wielkopolskim. Tu również jestem po raz pierwszy, ale z tego co wiedziałem, to miasto mimo że nie jest tak stare jak Kalisz, ale jest równie ładne. Posylwestrowe złe samopoczucie już w większości minęło i chciałem coś zjeść. Miałem w torbie dwie drożdżówki z Lublina, ale czułem, że jeśli zjem coś słodkiego, to źle się to skończy. Co by tu zjeść... Jak nigdy naszła mnie ochota na kebaba. Ostatni raz jadłem go chyba w czerwcu 2015 we Wrocławiu, o tak, ale miałem ochotę zapchać się bułą z mięchem, czułem, że to ten smak, którego teraz potrzebuję. Tylko że mamy Nowy Rok 1 stycznia, trudno o otwartą Żabkę, co dopiero mówić o kebabach... Wyszedłem przejściem podziemnym do nowego, eleganckiego ostrowskiego dworca, wychodzę na miasto i proszę, jak na życzenie - lokal z kebabem otwarty po lewej stronie. Czuję dobrze człowiek. Prowadziła go niska, krępa starsza pani wraz z dwoma ciemno-brązowymi wspólnikami, ale mieli europopodobne rysy twarzy więc najpewniej Hindusi bądź Cyganie. Pani po Polsku mówiła słabo, choć wyglądała jak słowianka. Szybko jednak się wyjaśniło - w telewizji cały czas leciały rumuńskie piosenki, a ona sama rozmawiała z nimi chyba po rumuńsku właśnie. Za 12zł dostałem po chwili czekania mojego kebaba i po piętnastu minutach jedzenia w spokoju poszedłem w kierunku Rynku. Wychodząc zobaczyłem jeszcze, jak rodzina 2+1 (starsze małżeństwo z synem w wieku szkolnym) odbierała właśnie swoje zamówienie - były to autentycznie półmetrowej długości bydlaki, wzięli po jednym na osobę i zaczęli jeść. Wątpię, żeby udało im się wchłonąć całość, ale nie zostawałem żeby sprawdzić tylko poszedłem już na Stare Miasto.
         Ostrowski Rynek jest dosyć rozległy, co prawda nie tak piękny jak kIMG 7982aliski, ale trzyma poziom. Ogółem centrum Ostrowa jest w większości przedwojenne, więc jest na czym zawiesić oko. Szczególnie, że czasem zdarzą się takie zabytki jak zachowana synagoga z lat 1857-1860, czy też boczne ulice pełne kamienic. Wracam już powoli na dworzec, na ul. Raszkowskiej na ulicy minąłem cały arsenał wystrzelony poprzedniej nocy, dosłownie kilka metrów kwadratowych chodnika zawalone było resztkami wyrzutni i moździerzy. Kiedy doszedłem do dworca zaczęło się powoli ściemniać, wszedłem na wysoką kładkę nad torami, zrobiłem trochę zdjęć i poszedłem już czekać na pociąg na dworzec. IC Szyndzielnia z Poznania Głównego do Bielska-Białej przyjechał punktualnie, zająłem swoje miejsce zgodnie z miejscówką i odjechałem w ciemności na południe. Bardzo spodobał mi się klimat Ostrowa z racji swego położenia - leży jakby na granicy trzech dawnych światów Europy środkowej - znajduje się w do niedawna germanizowanej Wielkopolsce, tu obok zaczyna się dawne Carstwo Rosyjskie, a od zachodu i południa otacza go niemiecki Śląsk, który po 1945 znalazł się w naszych granicach. Co prawda z racji Nowego Roku wszędzie było głucho, pusto i cicho, czasem tylko przeszły się rodziny na spacerze z dziećmi albo pary seniorów, ale może to i lepiej, że mogłem sobie na spokojnie pozwiedzać miasto. Jechałem w wagonie przedziałowym pociągu IC, a w tej kategorii przedziały są 6-osobowe, przy każdym siedzeniu jest gniazdko, a skład jest wyciszony, nie stuka i nie kołysze, jedzie się bardzo przyjemnie. Po minięciu już o zmroku dwupoziomowego dworca w Kępnie, Kluczborka i Lublińca wysiadłem o 18:15 w Gliwicach. Miałem tu teraz godzinę na przesiadkę, więc zwiedziłem sobie remontowany dworzec (tworzą tu halę nad peronami), zrobiłem kilka zdjęć i o 19:30 odjechałem opóźnionym kilka minut IC "Panorama" na Opole.
         W Opolu miałem dwie godziny czasu, co mnie bardzo urządzało, bo zamierzałem zrobić wieczorną sesję ze statywem na Starym Mieście. Wychodzę z pociągu na perony dworca, a tu miła niespodzianka - pierwszy w tym roku śnieg :)   W Kaliszu sucho, w Ostrowie sucho, w Gliwicach też, a tutaj biały puch skrzypi pod butami. Nie doczekałem się przed wyjazdem śniegu w Lublinie, to z pomocą przyszło Opole. Była 20:30, pociąg na Stargard miałem o 22:10, więc poszedłem na Rynek i z rozstawionym statywem co chwila przechodziłem w różne kąty obok Ratusza. Stare Miasto w Opolu żyło - te knajpki, które były otwarte, były pełne po brzegi, po Rynku chodziły dziesiątki ludzi, było też lodowisko, a nawet ognisko, przy którym leciała muzyka "Lato wszędzie". Po robieniu zdjęć wróciłem spacerkiem przez pustą i piękną od świateł i śniegu ulicą Krakowską i pochodziłem po okolicy dworca. Nie wiem dlaczego, ale w ten śnieżny wieczór czułem tu taką przyciągającą atmosferę, jakby Opole chciało mnie tu zatrzymać na dłużej. Było mi tu dobrze i przez chwilę smutłem, że muszę zaraz odjeżdżać, ale od razu przypomniałem sobie ile jeszcze ciekawych miejsc przede mną.
IMG 8030         W holu pięknego rozbudowanego dworca dowiedziałem się, że mój IC 37200 "Centaurus" ma 20 minut opóźnienia. No to do poczekalni... W poczekalni jest wifi i na końcu sali deska rozdzielcza z kilkoma wejściami, więc można podładować telefon. Dwadzieścia minut opóźnienia po chwili zmieniło się w trzydzieści. Przez głośniki zapowiedziano, że pasażerowie oczekujący na ten i inny IC mogą zgłosić się do ochrony dworca po żeton do automatu i dostać darmowy gorący napój, ja nie skorzystałem, jakoś nie miałem chęci. W końcu po zapowiedzi wyszedłem z dworca i o 22:38 rozpędzony Centaurus z Katowic do Świnoujścia wjechał na peron I. W moim przedziale tylko jedna pani, którą właśnie obudziłem, ale zanim ogarnąłem się z bagażem zasnęła znowu na trójce siedzeń. Ja też się położyłem na mojej połowie przedziału i w śnieżnej zawiei odjechaliśmy na Wrocław. Leżąc doszedłem do wniosku, że wysiadka o 5:09 w Stargardzie to masochizm i zdecydowałem się wysiąść dalej, w Szczecinie i tam czekać pół godziny na mój pociąg do Białogardu, zamiast dwóch godzin na porannym mrozie w Stargardzie. Myślami byłem już w Szczecinie i na Pomorzu, ale w pewnej chwili musiałem gwałtownie wrócić do rzeczywistości, a rozmyślania momentalnie ustąpiły miejsca niepokojowi. O co chodzi? Układałem się już do spania z nadzieją na spokojny sen aż do Szczecina, ale przez zasunięte zasłony przedziału zobaczyłem go. Tak, to był złodziej. Oni nie muszą nosić kominiarek i czarno-białych pasiaków jak w Kaczorze Donaldzie, oni mają to wypisane na mordach. Dlaczego złodziej? Siedział dwa przedziały obok ze swoim kolegą i wyszedł na kontrolną przechadzkę po korytarzu pozaglądać w przedziały i sprawdzić kto śpi, a z kim można działać. Nikt normalny nie zatrzymuje się co przedział, staje na 5-7 sekund i bada wnętrze na wszystkie sposoby. Kiedy jeden zrobił obchód i poszedł do toalety, po dwóch-trzech minutach to samo zrobił kolega. Na początku przy pierwszym i przy drugim kutafonie udawałem, że mam zamknięte oczy, ale kiedy wracali, zauważyłem, że zatrzymali się przy moim przedziale, stoją, mówią coś dyskretnie między sobą i patrzą na mnie. Ja wtedy szybko odpalam telefon i jak gdyby nigdy nic zacząłem coś czytać, wyświetlaczem podświetliłem sobie oczy i z ciemności przedziału zacząłem gapić się wprost na nich. Na ten 'sygnał' wrócili szybko do swojego przedziału.
          Sygnał miał oznaczać łatwo nie będzie. Pociąg minął Oławę. Czekała mnie noc bez snu, rękawica została rzucona. Teraz zamiast leżeć, siedziałem przy oknie i przez zasunięte zasłony obserwowałem korytarz. Ciężko mi było myśleć, że nie będę mógł spać przez całą drogę, ale wolę witać kolejny dzień bez snu niż bez pieniędzy czy telefonu. Jest 23:40, pociąg wjechał do miasta i zwalnia. Wrocław Główny. Wychodzę na korytarz i zauważam obie zakazane mordy gotowe do wyjścia już przy drzwiach wagonu, obaj bez bagażu, obaj patrzą się na mnie. Pociąg staje, posyłam im ostatnie spojrzenie, tamci chyba coś z  peronu odpowiedzieli, ale nic przez zamknięte szyby nie usłyszałem. Uff, czyli mogę nareszcie iść spać. Nikt z dosiadających we Wrocławiu nie wyglądał podejrzanie, więc wróciłem do przedziału, podłączyłem telefon do ładowania i na trójce siedzeń naprzeciwko śpiącej pani poszedłem spać. 

 

Galeria zdjęć z 1 I 2016

Cz. 2/6 - Kołobrzeg & Szczecinek & Słupsk