środa, 22 11, 2017

31 X 2015 - Kraków

 IMG 7070b        Głównym celem jesiennego wyjazdu było zaliczenie całej krakowskiej sieci tramwajowej, choć jechałem tam również po to, by ponownie odwiedzić i pozwiedzać Stołeczne Królewskie Miasto Kraków, w którym ostatnio byłem we wrześniu 2013. Była to też okazja do wypróbowania nowych połączeń Polskiego Busa na nowej linii P20 Lublin-Kraków przez Kielce. Bilety w obie strony kupiłem w połowie września (20zł w obie strony) i pozostało tylko czekać, aż przyjdzie ostatnia sobota października :)
         Odjazd nocnego autokaru miałem o 23:59 z lubelskiego dworca PKS. Źle zapamiętałem godzinę, i z centrum przyjechałem rowerem już o 23:40, ale czas i tak szybko zleciał na obserwowaniu wielu ukraińskich międzynarodowych autokarów takich jak Warszawa - Borszczów, Łódź - Łuck, czy Warszawa - Lwów. Stanowisko 0 było dosyć zapełnione i spodziewałem się tłoku, ale byli to właśnie Ukraińcy odjeżdżający do siebie na wschód innymi autokarami. 23:52, czerwony autobus podjeżdża, razem ze mną wsiada 15-17 osób - niedużo jak na 70 dostępnych miejsc. Jeszcze na dwie minuty przed odjazdem na górę wszedł jeden z pasażerów i spytał się, czy nie mógłby ktoś kupić mu szybko przelewem biletu na teraz do Krakowa, bo okazało się, że jego bilet w ręku był na wczoraj, a sam teraz nie może kupić bo ma norweskie konto i przelew mu nie idzie. Zapewnił, że od razu rozlicza się na miejscu i jakiś człowiek z przodu chciał mu pomóc, wszedł na stronę polskiego busa, norweski biznesmen wyciągnął stówę bo nie miał drobnych i prawie by się dogadali, gdyby nie kierowca autokaru, który poinformował go, że kupno biletu minutę przed odjazdem nie jest możliwe. Widać zależało facetowi, żeby jak najszybciej chciał znaleźć się w Krakowie i nie żałował wydania 100zł, ale jednak system sprzedaży zamyka się 15 minut przed odjazdem autokaru. Kierowca też nie chciał przyjąć dodatkowego pasażera bez rezerwacji. Trudno, pojedzie czymś innym. Jazda po S17 szybko się skończyła, bo to już Radom. Udało mi się rozłożyć na czterech siedzeniach, ale nie było to bardzo wygodne, bo w plecy wrzynały się wystające z pomiędzy siedzeń wtyczki do pasów. Mimo wszystko jakoś po pierwszej zasnąłem i obudziłem się w okolicy krakowskiego MDA.
Autobus przyjechał o 15 minut szybciej - 4:55 zamiast 5:10. Jak zimno... Wyszedłem z temperatury pokojowej/autokarowej na -3/-2 stopnie i zaczęło mną lekko telepać. Szybko przebiegłem schodami do podziemnego dworca Kraków Nowy Główny i zacząłem szukać biletomatu. Na dobówkę z kiosku o 5 rano w sobotę nie miałem co liczyć, ale krakowski 7,50 już w zbiorze mam, więc nie robiło mi to różnicy. Poszedłem na przystanek Kraków Główny Tunel (naszukałem się go dosyć) i w automacie o 5:05 kupiłem bilet. Przed wyjazdem do Krakowa ułożyłem wstępny plan zaliczania tramwajów - rozpisałem sobie linie, przystanki i godziny i wyszło mi, że do 9:30 powinienem przejechać wszystko poza siecią w Nowej Hucie, odcinkiem na cm. Rakowicki, na Czerwone Maki i ulicami Krakowską i Kalwaryjską. Z ostatnich wizyt w Krakowie (XI 2011, VI 2013, IX 2013) miałem zaliczoną trasę 4 z Bronowic Małych na Plac Centralny i trasę 50 z Dworca Tunel po Bieżanowską, więc te trasy miałem już odhaczone.
Jednak cały mój plan pokrzyżowało ogłoszenie o zmienionej organizacji komunikacji w dniu 31 X, o którym dowiedziałem się właśnie tutaj, przed chwilą na jednym z plakatów na przystanku - linie 5, 9, 11, 13, 19 nie kursują, inne jeżdżą świątecznie (co pół godziny), a jeszcze inne mają specjalny rozkład. Swoją karteczkę z rozpisanymi połączeniami mogłem sobie wsadzić. Cóż, trzeba będzie zaufać krakowskiemu MPK i jeździć w ciemno :)
IMG 7092b         Pierwszy punkt programu - trasa na Krowodrza Górkę. Po kilku minutach czekania pojawiła się pięćdziesiątka i za Politechniką tramwaj wyjechał z tunelu. Wszędzie jeszcze ciemno, dodatkowo bardzo mglisto - oby tak nie było przez cały dzień. Trasa jest dość krótka, po 10 minutach wysiadam. Jest chwila przed szóstą, w ciemnościach wypłacam pieniądze w bankomacie i czekam na 18stkę, którą potem dojechałem na Plac Wszystkich Świętych. Ulica Franciszkańska o tej porze jest wyjątkowo pusta, jedynie na przystankach i chodnikach są grupy śmiejących się upalonych ludzi, czasem zdarzy się ktoś rzygający, czasem ktoś się przewróci. Sobota szósta rano. Z dołu zza zamglonego kościoła Świętej Trójcy z wolna wtoczył się spóźniony kilka minut Duwag na linii 1, który dowiózł mnie na Salwator. Jest już jasno, mgła się nasila. Teraz 15-minutowym spacerem przez ul. Kasztelańską i Błonia dostałem się do pętli Cichy Kącik. Wchodząc na Błonia przed sobą nie widziałem nic - wyglądało to jak wodospad, jak ściana mleka postawiona dwadzieścia metrów przede mną. Idę na przód, zostawiam za sobą prostopadłą aleję Ferdynanda Focha i na środku Błoni jestem odcięty od świata. Gdyby nie wydeptana ścieżka, to po zamknięciu oczu i zakręceniu się na pewno straciłbym orientację.
         Z Cichego Kącika dwudziestką prosto na Mały Płaszów. Po drodze wsiadła grupa sześciu pijanych kolesi - trzech Francuzów (w tym jeden egzotyczny), Anglik i dwóch Polaków - uczyli się wzajemnie we trójkę wszystkich języków na raz, dość głośno. Wysiedli przy dworcu, a ich miejsce zajęły dwie dziewczyny z jakimś zakolczykowanym, zgolonym na pół łyso anarchistą. Wszedł do tramwaju, usiadł, i błyskawicznie zasnął - buty i kurtka zakrwawione, a z nosa cieknie strużka krwi, którą jego koleżanki wycierają swoimi beżowymi rękawami kurtek. Poświęcenie?
IMG 7108b         7:15, jestem na Małym Płaszowie. Nie będę zanudzał kolejnymi kierunkami i tramwajami, dodam tylko, że w ciągu trzech kolejnych godzin byłem na Nowym Bieżanowie, Czerwonych Makach i stąd przez Monte Cassino i wizytę w Galerii Krakowskiej dojechałem na nowohucki Plac Centralny. Jest dziesiąta, Kraków pożegnał swoich imprezowiczów wracających do spania, skończyły się powroty o świcie, miasto zaczęło żyć normalnym sobotnim porankiem. Po wizycie w Barze Centralnym (ciepłe kakao na tą zerową temperaturę na zewnątrz - mniam) zacząłem serię kursów po Nowej Hucie - -> Wzgórza Krzesławickie -> Mistrzejowice -> Osiedle Piastów -> Walcownia -> Pleszów -> Rondo Czyżyńskie -> Rondo Kocmyrzowskie. Zaliczone :) 
         Jest w pół do drugiej, tramwajów mi na razie starczy. Wsiadam w jedynkę w kierunku na Salwator, przesiadka na Dietla i idę na Kazimierz. Ten spokojny, klimatyczny Kazimierz, który niestety w tą zimną, mglistą i wietrzną pogodę zupełnie mnie nie przyciągnął. Mijając zachowane synagogi i żydowskie restauracje doszedłem do Placu Nowego, gdzie zjadłem zapiekankę z boczkiem, prażoną cebulą i ogórkami - 34cm długości za 8zł. Podjadłem, ale zmieściłbym drugą. Po jedzeniu pospacerowałem sobie jeszcze po żydowskiej dzielnicy - posłuchałem też kilku wycieczek oprowadzających Żydów i Amerykanów, ciekawe historie opowiadają. Uwagę zwracają też polscy handlarze sprzedający przedwojenne różności - typowi wąsaci Janusze z brzuchem obok menor i innych żydowskich pamiątek, sprzedawali niemieckie hełmy z SS. Na jednym stolilku hełm wręcz wisiał na świeczniku. Ciekawe co na to turyści z państwa położonego w Palestynie, jak to mawia słynny niezależny reżyser.
IMG 7184b         Powoli, powoli zaczyna zmierzchać, jadę na niezaliczony Kurdwanów, stamtąd 204 na Borek Fałęcki i ósemką dostaję się na Plac Wszystkich Świętych. Grodzka jak zwykle pełna turystów, przeszedłem przez Rynek, ale postanowiłem wrócić tu na spokojnie, kiedy będzie już ciemno, żeby było przyjemniej. Poszedłem przez Planty na Dworzec Główny i jedną ze świątecznych osiemdziesiątek dojechałem na Cmentarz Rakowicki. Tłumy, korki, ruch kierowany przez policję, standard w te dni. Wróciłem już w ciemności na Basztową Lot i Bramą Floriańską doszedłem na Rynek. O tak, Kraków i Wrocław to jedyne miasta, których centralny staromiejski plac robi tak duże wrażenie. Mazowiecko-piastowski stary (choć odbudowany) Rynek warszawski, czy wielkopolski prowincjonalny Rynek w Poznaniu nie może równać się do okazałych i potężnych Rynków Wrocławia i Krakowa. Są to ewidentnie etykiety tych miast - jeden, zbudowany przez Niemców (w takiej formie, w jakiej możemy go dziś oglądać), drugi przez Polaków do spółki z Austriakami. Który ładniejszy - jeszcze nie będę wydawał wyroku, poczekam do ponownej, tym razem lutowej wizyty w wielkim Breslau.


         Już 17:20, przez ciemne, boczne uliczki i oświetlone wieczornym światłem Planty wracam do Galerii Krakowskiej kupić sobie coś na powrót. Przechodzę przez przejście podziemne, teraz pod górkę przed dworzec i - już widzę, zbliża się. Kolejny.
-Pszszaszam Pana, czy mógłby Pan... 
-Excuse me, I don't speak Polish.
-Inglisz?
-Yes. (ku**a...)
-Ken ju giw mi tu złoty for polisz wódka?
-I'm sorry, I've spend all my change money, I've got only card. Excuse me, I need to go for Polski Bus now, I leave at 18 and I must rush. (udało się bez zacięcia, sztajmes nie nabrał podejrzeń)
-Ołkej, hew e, yy, gud trawel. Gud baj.

Patrzcie ich, jacy poligloci. Teraz trzeba podszlifować niemiecki...

         Po zakupach poszedłem na stanowisko G6, którego trochę się naszukałem. Tym razem pasażerów dwa razy więcej - autokar zapełnił się gdzieś w jednej trzeciej. Tym razem wygodniejsze siedzenia, bez uwierających pasów. Osiemnasta, punktualny odjazd. Z tyłu niestety trafili się jakieś lubelskie chłopy ok. 27-30 lat - cały czas darli mordę, że kibel nie działa, że kierowca c**j, że to, że tamto. Jeden przez godzinę gadał przez różne telefony i to tak głośno, że nie dało się oka zamknąć, choć byłem cztery rzędy przed nimi. Obrzydły mi po kwadransie jego historie, że wraca z kolegami do Lublina się napić, że w Krakowie tańczył z Jankiem, że jutro musi jechać po psa, i on do rodziny na wieś nie pojedzie, bo rodzina ma go w dupie a on rodzinę, pojedzie po psa bo pies go kocha i rozumie, musi też jechać zapędzać konie i nie pojedzie się napić, bo zapędza kurwa konie a potem jedzie po psa. I tak w koło Macieju. Za Kielcami ucichło, zasnąłem, po chwili się obudziłem, a tu już 23:00 i nasze Rondo Dmowskiego pod Zamkiem.

         Ech Krakowie, Krakowie, nie zawiodłem się na Tobie. Prawdziwą radość z odwiedzania miast mam dopiero od początku roku 2014, więc Kraków długo czekał u mnie na ponowną wizytę, podczas której będę mógł docenić jego piękno, komunikację, uciążliwy mglisty smog, jego turystów, architekturę, tramwaje, porządek i zorganizowanie. Co do komunikacji - tramwajowy cel został osiągnięty. Na początku nie myślałem, że uda mi się zaliczyć wielką sieć tramwajową drugiego miasta w Polsce, ale uwinąłem się z tym szybko i sprawnie, zostało mi jeszcze sporo czasu na Stare Miasto i zakupy. Komunikacja w Krakowie - świetna. Mimo tego, że był rozkład świąteczny i musiałem jeździć w ciemno bez sprawdzania żadnego rozkładu na żadnym przystanku, to na każdej przesiadce nie czekałem dłużej niż 6-8 minut, nawet na peryferyjnym Kombinacie, pod Hutą T. Sendzimira, kiedy przesiadałem się z 22 na 21. Nie zawiodłem się. Mogliby tylko trochę bardziej grzać w tramwajach, bo kiedy z mrozu wsiadałem do starych Duwagów z nadzieją na ogrzanie się, to nadal oddychałem parą. Do biletów wagi nie przywiązywałem i przywiozłem ich tylko kilka - do kolekcji idzie jedna sztuka, 3,80zł z nową serią B. Więcej krakowskich mi nie trzeba, każdemu kolekcjonerowi zawsze ich zbywa, na rynku jest ich przesyt :)

Galeria zdjęć z wyjazdu

 

         Co dalej? Niestety Częstochowa 14-15 listopada nie będzie możliwa, za to poza zimowymi feriami we Wrocławiu i okolicach (II 2016) planuję na długi weekend noworoczno - trzechkrólewski (1 - 10 I '16) zorganizować sobie wyjazd historyczno-kolejowy - poza odwiedzaniem miast dla ich zabytków i komunikacji, zamierzam zrobić sobie kilka spacerów po zamkniętych szlakach kolejowych w celu zrobienia zdjęć stacjom, pozostałościom linii i gdzie będzie to możliwe - zdjęciom przedwojennym do porównawczych. W planie są trasy Elbląg-Tolkmicko (24km, niezrealizowana sprzed roku), Sulechów-Świebodzin (26km) i Nowa Sól - Stypułów (19km). Niech tylko zleci ten listopad i grudzień :)