środa, 22 11, 2017

3 VII 2015 - GOP cz. 3, czyli Sosnowiec

  IMG 5291b       Zupełnie inaczej idzie się zwiedzać bez bagażu - nie trzeba się ciągać, przekładać plecaka i bluzy z ręki do ręki i nie trzeba się tyle pocić od tych śląskich upałów. Spacerowym krokiem poszedłem na tramwaj przy Sokolskiej/Chorzowskiej. Zaszedłem jeszcze po drodze na PKS zobaczyć z którego stanowiska będę miał jutro autobus do Jeleniej Góry; wstąpiłem też na chwilę do Freshmarketu po litr zimnej coli, bo zapowiadało się bezchmurne 30+. Szóstką podjechałem dwa przystanki na katowicki rynek i błyskawicznie przesiadłem się w 14stkę do Mysłowic, która wyjechała znienacka zza rogu. W tramwaju dość pusto - linia nie ma wzięcia. Trasa wiedzie przez Zawodzie, las, Szopienice, las i po dwudziestukilku minutach jazdy jestem w Mysłowicach. Wysiadłem przy dworcu PKP  i szybko przesiadłem się do 27, bo akurat stał gotowy do odjazdu.

         Linia 27 z Mysłowic do pętli Sosnowiec Kazimierz Górniczy jest dosyć ciekawa, a to dlatego, że 80% trasy biegnie przez pola, lasy i łąki, często bez domu w zasięgu wzroku. Czasami wydaje się, jakby to był tramwaj wiejski jak w Mołocznem na Ukrainie :) Wysiadłem na pętli, która leży obok przystanku kolejowego Kazimierz Górniczy. Stał na peronie akurat EN57 do Kielc przez Olkusz, podchodzę do rozkładu, a tam napisane, że odjazd ma za pół godziny i jest to planowy, rozkładowy postój. Współczuję pasażerom, którzy muszą siedzieć trzydzieści minut w upale gdzieś na końcu cywilizacji. Wróciłem na pętlę i tramwajem cofnąłem się dwa przystanki do ul. Wiejskiej. Z mapki komunikacyjnej GOPu, którą miałem przy sobie wynikało, że jeździ tędy linia 220, która stanowi dobry skrót do centrum Sosnowaca. Jeździ co prawda raz na godzinę ale akurat trafiłem  :)
         Wysiadłem przy przystanku Zagórze Osiedle i stąd spokojnym krokiem przez bloki IMG 5362bdoszedłem do pętli tramwajowej Zagórze, po drodze pytając jeszcze jakichś seniorów o kierunek. Linia tramwajowa biegnie jakby w wąwozie, więc trzeba zejść na dół schodami. 15stką stąd dojechałem do przystanku Sielec Park i tu przesiadłem się w 31 jadące na Osiedle Zamkowe w Będzinie. Tramwaj mija po drodze zamek Kazimierza Wielkiego, przejeżdża też przez będzińską "nerkę", czyli najbardziej zryte rondo w Polsce. Wysiadłem na Osiedlu Zamkowym (tramwaj nie ma tu okrągłej pętli, zawraca manewrując na terenie zajezdni) i poszedłem pod górę ulicą Piastowską, żeby dojść do równoległej linii na Czeladź. Ulica biegnie mocno pod górę, więc można się w tym słońcu trochę zmęczyć, ale są też i plusy - powoli rozciąga się horyzont i widać m.in. Hutę Katowice w Dąbrowie Górniczej. Podjechało właśnie 22 i dojechałem do Czeladzi. Miałem 20 minut do tramwaju powrotnego, więc poszedłem na rynek mijając po drodze ładny neoromański kościół św. Stanisława. Rynek jest dość skromny - ubytki w zabudowie wskazują na to, że były tu spore zniszczenia. W najbliższej żabce kupiłem sobie jakiegoś energetyka, żeby nie paść od tych trzydziestu stopni, bez podmuchu wiaterku, bez chmurki. Wróciłem do rozgrzanego jak piec tramwaju i po chwili wysiadłem z ulgą przy będzińskim zamku. Pomyślałem, że fajny musi być widok z wieży. Postanowiłem sprawdzić :)
         Bilet wstępu na wieżę widokową kosztuje 4zł. Po wejściu na pierwsze kamienne stopnie wieży od razu bije orzeźwiający, "zbawczy" chłód. Na szczyt wieży prowadzi 110 spiralnych schodów. Widok rzeczywiście jest niezły - widać Stare Miasto w Będzinie, blokowiska Sosnowca, pola w Wojkowicach i przede wszystkim wszędzie zakłady i kominy z Hutą Katowice na czele. Mimo lekkiego wiatru na wieży i tak było gorąco, więc zszedłem z powrotem w dół, żeby ochłodzić się wewnątrz niej. Po zejściu idąc już na przystanek minąłem tablice informacyjne o synagodze i Żydach w Będzinie, po których od czasów wojny prawie nie zostało śladów. Z będzińskiego ronda pojechałem na Sielec Park w Sosnowcu, cofnąłem się 15stką na przystanek Osiedle Zamkowe (nie to w Będzinie) i poczekałem na tramwaj 24, który obsługuje krótką trasę od ul. Okrzei do ul. Ostrogórskiej. Z daleka przyjechał po chwili zabytkowy wagon 4N. To była zdecydowanie najgłośniejsza jazda tramwajem w moim życiu - nie dość, że tramwaj z dość dużą prędkością jechał po krzywym torowisku tkwiącym w asfalcie bez własnych podkładów, to w dodatku każda metalowa część tego tramwaju wydawała taki hałas, że nie słychać by było krzyku osoby obok. Przy trójkątnej pętli na ul. Okrzei tramwaj postał chwilę i wrócił na Ostrogórską. Tu z powodu remontu tory się urywają i trzeba przesiadać się na coś innego.
IMG 5387b         Do zaliczenia dostępnych linii w Sosnowcu została mi już tylko trasa do Milowic. Przeszedłem w kierunku dworca przez sosnowiecki deptak, czyli ul. Warszawską. Główna ulica maista o tej porze tętniła życiem - spacerowało mnóstwo ludzi, wszędzie rozmowy, czasem muzyka, jakieś ankietujące dziewczyny. Jeżdżę sobie po tym Sosnowcu od rana i muszę przyznać, że miasto wydaje mi się takie sprawne, dobrze funkcjonujące, każdy z mieszkańców ma coś do zrobienia, nie pałętają się po ulicach marginesy społeczne. Sosnowiec wywarł na mnie pozytywne wrażenie, wbrew tego co się o nim mówi :)
         Przejściem podziemnym znalazłem się na przystanku tramwajowym przed dworcem (z powodu remontu tramwaje kursują w obu kierunkach jednym torem). Wsiadłem w 31 i po dwudziestu minutach byłem już w Milowicach. Wróciłem do dworca i poczekałem na 15stkę, którą wróciłem do Katowic Szopienic. Tu został mi ostatni punkt dzisiejszego programu - Nikiszowiec. Jest to osiedle leżące w granicach administracyjnych Katowic, składające się prawie wyłącznie z architektury robotniczej, niezmienionej wizualnie od stu lat. Dojechałem tam po osiemnastej linią 920 IMG 6010z Szopienic. Rzeczywiście, dzielnica składa się niemal wyłącznie z ceglanych familoków. Wszędzie brązowe cegły i okna z czerwonymi framugami, zero reklam, szyldów, plakatów i innego niszczącego krajobraz syfu. Niestety słońce było niedobre dla aparatu więc zdjęcia wyszły słabe i nie oddają klimatu osiedla. Widać jednak, że Nikiszowiec robi się popularny - jest tu centrum informacji turystycznej i jakieś muzea; widziałem też młodą parę robiącą sobie sesję zdjęciową pośród ceglanej architektury Nikiszowca.
         Po zdjęciach pojechałem 920 na Giszowiec, tam zrobiłem zakupy i wróciłem do Katowic na nocleg. Na kolację walnąłem sobie hamburgery z czerwoną cebulą i kiszonymi ogórkami kupionymi od miłej pani sprzedającej swoje świeże warzywka z dostawczaka obok biedronki przy Mysłowieckiej, jakie one były pyszne.. :)
Kolejny dzień to pobudka o siódmej rano - na 9:00 muszę się wyrobić na wąskotorówkę z Bytomia.

 

Galeria zdjęć

4 VII 2015 - GOP cz. 4, czyli Bytom 750mm