środa, 22 11, 2017

29 VI 2015 - Bratysława cz.2

        IMG 4947b Dziś zgodnie z planem mieliśmy jechać pociągiem na Węgry (Esztergom, z przejściem Dunaju w Štúrovie), ale z przyczyn opisanych w artykule wcześniej ten wyjazd nie był możliwy. W zastępstwo nie zdążyliśmy wymyśleć nic konkretnego, więc poszliśmy na tramwaje. Kwadrans spacerem i doszliśmy do pętli Ružinov, skąd odjechaliśmy dziewiątką na drugi koniec miasta - Karlova Ves, jadąc po drodze przez 792-metrowy tunel pod zamkiem, wybudowany podczas IIWŚ. Tu poczekaliśmy na czwórkę, która jedzie jeszcze dalej - na pętlę Dubravka. Przystanek, na którym staliśmy znajdował się pod mostem, z którego zwisały prawdziwe stalaktyty z brudu, dodatkowo wszędzie śmieci, maziaje na murach i beton, beton, beton. Ech, ta Bratysława... Starą Tatrą KT4 dojechaliśmy na północno-zachodni kraniec bratysławskiej sieci tramwajowej, mijając po drodze jakiś dom handlowy, który miał tak brudne szyby, że mogą spokojnie służyć za filtr sepii do zdjęć. Rejon tej pętli ewidentnie przeszedł remont, bo wszędzie dookoła nowe chodniki, nowoczesna sygnalizacja świetlna, działające elektroniczne tablice na przystankach i torowiska tramwajowe z wymienionymi podkładami. Szkoda, że odnowili tylko kilka przystanków na końcu miasta, a reszta infranstruktury transportu publicznego w Bratysławie wygląda jak gdzieś w Nowosybirsku - wszsytko brudne, zaniedbane, każdy przystanek inny, dookoła beton i beton, jakby czas zatrzymał się dwadzieścia pięć lat temu. A to przecież stolica środkowoeuropejskiego kraju.. Jedynie nie mam zastrzeżeń do pojazdów, nowoczesne tramwaje i autobusy są przeważnie niskopodłogowe i czyste, choć trzon taboru tramwajowego nadal stanowią stare, klimatyczne tatry.
         Wróciliśmy czwórką na Kamenne Namestie i po kilku minutach podjechała trójka, którą tym razem dojechaliśmy do pętli Rača. Szybka wizyta w Kauflandzie niedaleko pętli i wracamy do centrum. Wygląda na to, że cała sieć tramwajowa zaliczona. Wysiedliśmy gdzieś na Obchodnej, żeby coś zjeść - było po trzynastej i na obiad jeszcze nie miałem ochoty, więc szukaliśmy czegoś w rodzaju Subwaya, ale może takiego miejscowego, regionalnego. Naprzeciw barokowego Kościoła Trynitarzy na Hurbanovo Namestie znaleźliśmy lokal sprzedający bagety, czyli duże ciepłe kanapki z dodatkami, właśnie taki alternatywny Subway. Ciekawą sprawą w tym otwartym 24h na dobę lokalu są dwa cenniki - jeden obowiązuje w dzień (bodajże do 18stej) a drugi przez noc, do rana. Cennik nocny jest ok. o pół euro droższy - muszą robić dobry biznes na wracających podpitych imprezowiczach, których w środku nocy złapie gastrofaza. Ja wziąłem Česką (2,-) a kolega Polską (2,30, bo w razowej bułce). W środku dużo składników - sosy, sałata, pomidor, ogórek i dużo sera i szynki, a w polskiej szynka, cebula, kiszoniec, pomidory i majonez, oczywiście w 30-centymetrowej bułce na ciepło. Trzeba przyznać, że dosyć się najedliśmy i przez najbliższy czas nie chciało się nic jeść.
IMG 4966b         Po zjedzeniu pojechaliśmy autobusem z przystanku Zochova na Petržalkę, czyli taki bratysławski Fordon, albo Ursynów, jak kto woli. Oprócz bloków nie ma tu prawie nic, ale my nie zamierzaliśmy łazić wśród wieżowców, tylko poszliśmy pod granicę austriacką. Co ciekawe, Bratysława jest jedyną na świecie stolicą graniczącą z dwoma innymi państwami - Austrią i Węgrami. Wysiedliśmy przy Nákupná zóna Lúky i stąd do granicy jest jakieś dziesięć minut. Trzeba przejść przez kładkę nad dwupasmówką, obejść Carrefour, iść wzdłuż torów, potem za ogrodzeniem w lewo (przed torami zatrzymał nas pociąg City Shuttle Bratysława - Wiedeń, jechał spokojnie powyżej 160km/h), przejść pod autostradą, trochę spaceru i jest się w Austrii. Nawet babcie z psami chodzą je wyprowadzać za granicę :)  Jest tu dużo informacji o euro-szlakach rowerowych, które można by kiedyś wypróbować. Usiedliśmy przy granicznej ławce i przez kilka minut dodzwaniałem się do Gliwic i Katowic, żeby rezerwować noclegi na najbliższe dni. W Gliwicach zamówiłem dwa noclegi na dwie osoby (wtorek/środa i środa/czwartek) a w Katowicach na mnie samego (czw/pt i pt/sb), bo kolega już w czwartek chciał wracać do Lublina. Wróciliśmy z granicy mijając jeszcze dawne słupy graniczne i druty kolczaste, wsiedliśmy w autobus do centrum i po przejechaniu Dunaju wysiedliśmy przy węźle komunikacyjnym zlokalizowanym pod Mostem SNP (Słowackiego Narodowego Powstania). Stąd odjechaliśmy tramwajem do węzła przesiadkowego przy Trnawskim Mycie i z przesiadką w trolejbus 204 dojechaliśmy do pętli przy Radiovej. W drodze do hostelu zaszliśmy jeszcze do Lidla po jakieś zakupy i odpoczęliśmy w pokoju godzinę.
      
IMG 4980b   O 19 wyszliśmy po raz ostatni podczas naszego pobytu na miasto, żeby zobaczyć zamek. Wsiedliśmy w 61  i dojechaliśmy do skrzyżowania Šancovej z Karpatską, żeby poczekać tu na trolejbus 203, którym dojedziemy na zamek. Stojąc w dowolym miejscu na ul. Šancovej widać wziesiony wysoko na wzgórzu na wprost duży pomnik. Jest to typowa socrealistyczna sztuka z lat pięćdziesiątych wybudowana ku czci 6900 żołnierzy radzieckich zmarłych w walce o Bratysławę w kwietniu 1945. Pomnik nosi nazwę Slavín. Jak czekaliśmy na przystanku, zaczepiła nas po słowacku jakaś anarcho-wege-komunistka w glanach ze śrubami na twarzy i spytała, co robimy w tą sobotę, bo robi koncert. Ja na to, że my z Polski i w sobotę to będziemy w Katowicach. Spytała jeszcze skąd dokładnie z Polski, to ja że z Lublina, skojarzyła, podziękowała i poszła w swoją stronę. Nie udało się zebrać jej publiczności :) Po kilkunastu minutach jazdy wysiedliśmy za zamkiem. Przeszliśmy przez Bramę Wiedeńską i byliśmy już na dziedzińcu. Swój obecny kształt zamek zawdzięcza odbudowie z lat pięćdziesiątych XX wieku, przeprowadzonej przeszło sto lat po pożarze wywołanym przez wojska napoleońskie w roku 1811. Obecnie w zamku mieszczą się zbiory słowackiego Muzeum Narodowego. Jest tu też taras widokowy, z którego widać położoną u dołu starówkę, zadunajską Petrżalkę i wiele innych dzielnic. Zeszliśmy Schodami Zamkowymi i znaleźliśmy się na ulicy Pańskiej, tam gdzie wczoraj jedliśmy. Przyszła pora na wieczorny obiad, ale chcieliśmy spróbować czegoś w nowym miejscu. Przeszliśmy przez całe Stare Miasto i zatrzymaliśmy się przy ulicy Obchodnej, gdzie usiedliśmy przy barze z burgerami. Cena za zestaw (duży burger, frytki, mizeria w słoiczku i kofola do picia) to jakieś 6euro. Burger był podobny w smaku do tego serwowanego przez Pub Regionalny Święty Michał w Lublinie, ale był nieco mniejszy. Mimo wszystko, zapchałem się nim jak trzeba :)
IMG 5013b         Kiedy zjedliśmy już się zmierzchało, było po 21. Wsiedliśmy w pierwszy lepszy tramwaj na Trnavske Myto i tam wysiedliśmy, żeby zrobić ostatnie zakupy w pobliskim czynnym do 22 Kauflandzie. Oczywiście standardowy pamiątkowy zestaw ze Słowacji - paczki lentilków, czekolady Studenckie z owocowymi galaretkami i kofola do picia, poza tym jeszcze jakiś prowiant na jutro do pociągu. Wyszliśmy potem na przystanek i po kilkunastominutowej jeździe w ciemnościach wysiedliśmy w rejonie naszego hostelu. Na miejsce dotarliśmy już po 22-giej i po ogarnięciu pokoju przed jutrzejszym wyjazdem poszliśmy spać.

 

 

 

 

 

Galeria zdjęć

30 VI 2015 - Żylina i powrót na Śląsk