sobota, 18 11, 2017

27-28 VI 2015 - Bratysława cz.1

         Plan wyjazdu na Słowację ułożyłem już w marcu. W lutym znalazłem informację o bezpłatnej kolei m.in. dla uczniów i studentów krajów UE, więc wziąłem to pod uwagę i zacząłem planować każdy dzień. Wyjazd zakładał:
27.06 (sb) - przejazd Polskim Busem do Warszawy, o 18 odjazd również PB do Bratysławy
28.06 (nd) - przyjazd do Bratysławy o 4:40,  wyrobienie karty, "kupienie" bezpłatnych biletów na pociągi i cały dzień na Bratysławę, nocleg
29.06 (pn) - wizyta na Węgrzech w Ostrzyhomiu, popołudniu Bratysława, sieć tramwajowa i trolejbusowa i o 23:40 odjazd nocnym do Preszowa
30.06 (wt) - o 7 rano wysiadamy w Preszowie, tam do 15stej, potem do Koszyc, zwiedzanie i tam nocleg
1.07 (śr) - cały dzień na Koszyce, nocleg
2.07 (cz) - odjazd o 6 rano do Popradu, Strbske Pleso, wejście na Skrajne Solisko, popołudniu przejazd do Bańskiej Bystrzycy, tam nocleg
3.07 (pt) - cały dzień na Bańską Bystrzycę (miasto i trolejbusy), nocleg
4.07 (sb) - rano odjazd do Żyliny, miasto i trolejbusy, popołudniu przejazd do granicy polskiej w Zwardoniu, o 22:40 przyjazd do Katowic i ciąg dalszy wakacji.

         Kiedy plan był już gotowy, zacząłem po kolei wszystko załatwiać. Żebym mógł z kolegą jeździć bezpłatnie pociągami po Słowacji musieliśmy mieć:
-potwierdzenie o uczęszczaniu do szkoły
-tłumaczenie przysięgłe na język słowacki tego potwierdzenia
-dokument tożsamości (dowód osobisty / paszport)
-zdjęcie 2x3 cm (nieobowiązkowe)
         Od razu wziąłem się za organizowanie tych dokumentów. Najpierw potwierdzenie ze szkoły, że jestem uczniem klasy drugiej w roku szkolnym 2014/2015 z planowym zakończeniem edukacji w roku szkolnym 2015/2016. Potem nasze potwierdzenia zaniosłem do tłumacza przysięgłego (40zł/dokument A5). W międzyczasie w ciągu miesiąca wymieniłem około 40 maili z kolejami słowackimi, czy na pewno jestem uprawiony, czy moje dokumenty są wystarczające, czy dane na nich (daty, podpisy, itp.) zostaną zaakceptowane i tak dalej. Chciałem po prostu uniknąć sytuacji, w której z kupionymi biletami z Polski i z powrotem, z zarezerwowanymi noclegami, z całym gotowym planem jedziemy na Słowację, a tam w kasie powiedzą nam, że dokumenty nie pasują, czy coś jest niewystarczające i bezpłatnych biletów nie dostaniemy. Kiedy na wszystkie pytania dostałem odpowiedzi twierdzące, mogłem już spokojnie rezerwować noclegi (1 w Bratysławie, 2 w Koszycach i 2 w Bańskiej Bystrzycy) i kupować bilety:
-na PolskiBus Lublin - Warszawa
-na PolskiBus Warszawa - Bratysława
-rezerwację miejsca w wagonie sypialnym Bratysława - Preszów
-na pociąg Zwardoń - Katowice.
         Z tymi wszystkimi biletami, zarezerwowanymi noclegami i rozwiewającymi moje wątpliwości wydrukowanymi mailami mogłem jechać na Słowację.

 

27 czerwca 2015

         Wstałem bez pośpiechu o dziewiątej. Rano nie czułem się dobrze, miałem lekki ból głowy, problemy z brzuchem i suszenie w gardle, ale sam byłem sobie winien - dzień wcześniej byłem z kolegami na wyjściu kończącym rok szkolny, a potem o 22 trafiłem jeszcze na osiemnastkę do koleżanki i wróciłem do domu o 2 w nocy. Kto baluje w noc przed wyjazdem za granicę - ten ma. Volenti non fit iniuria :) Samopoczucie poprawiło mi się po przejechaniu rowerem miejskim na PKS, trochę mnie orzeźwiło. Na dworcu spotkałem się z kolegą, poszliśmy jeszcze coś kupić na drogę (wziąłem colę na ustabilizowanie sytuacji w żołądku i wypieki z Haliny) i poszlismy na stanowisko 0, z którego odjechaliśmy Polskim Busem o 10:50.IMG 4828b         Jazda jak jazda - czasem wydawało się, że autobus specjalnie jedzie wolniej, żeby być zgodnie z rozkładem - jechał ok. 60-70 km/h na S17. Po dwóch i pół godzinie nudnej jazdy wysiedliśmy ok. 13:30 w Warszawie. Odjazd do Bratysławy mieliśmy o 18stej, więc żeby wykorzystać ten czas pojechaliśmy rowerami miejskimi na Jagiellońską, bo kolega chciał tam coś załatwić. Trasą przez Puławską, Szucha, Pl. Trzech Krzyży, Rynek i Most Gdański jechaliśmy około godzinę. Jazda rowerem miejskim po Warszawie nie należy do przyjemnych - w wielu miejscach nie ma ścieżek i trzeba jechać na zmianę ulicą i chodnikiem, co irytuje pozostałych uczestników ruchu drogowego, szczególnie pewne piesze grube baby, które zaczęły drzeć się na nas, że po chodniku się nie jeździ. Nie ma co się jej dziwić, skoro jej tyłek zajmował pół chodnika - zabrakło miejsca i o wypadek było nie trudno.
         Rowery odstawiliśmy przy ZOO i jakimś krótkim solarisem podjechaliśmy parę przystanków na Jagiellońską. Po załatwieniu biznesu wróciliśmy na Dworzec Wileński i drugą linią dostaliśmy się na Nowy Świat. Tu zatrzymaliśmy się na obiad przed podróżą - wzięliśmy oboje po domowym zestawie pomidorowa + schabowy z surówką i ziemniakami. Jak u babci.. :) Po obiedzie spacerem przez Chmielną do Carrefoura po ostatnie zakupy przed odjazdem i metrem dojechaliśmy na Wilanowską. Ustawiliśmy się na właściwym przystanku, autobus podjechał, wszyscy wsiedli i punktualnie o 18:00 odjechaliśmy na południe w "nieznane" - na Słowacji byłem jak dotąd tylko przejazdem, a poza tym był to pierwszy większy i dłuższy samemu zorganizowany wyjazd za granicę. Pierwsze pół godziny w autobusie uprzykrzyła nam jakaś starsza pani, która bite trzydzieści minut opowiadała jakiejś swojej przyjaciółce z sanatorium historie z jej pobytu w Warszawie, co zwiedzała, co ją zachwyciło, jaka sztuka się podobała, a jaki aktor, a to muzeum i jego zbiory, ach, no mówię ci kochana! I to wszystko głosem posłanki Senyszyn jednym ciągiem od Warszawy do Grójca...
         Entuzjastka stolicy wysiadła w Częstochowie o 21:30. Kolejny przystanek to Katowice około 23, potem chwilę po północy ostatni postój po stronie polskiej, na stacji w gminie Milówka. Po kwadransie przerwy ruszyliśmy i znaleźliśmy się na Słowacji.

 

28 czerwca 2015

         Gdzieś w środku nocy zatrzymaliśmy się na stacji Slovneft. Toaleta, rozprostowanie kości i jedziemy dalej. Podróż tym autokarem niestety nie była przyjemna - od początku do końca nie działała klimatyzacja, było gorąco i duszno. Ale już bliżej niż dalej, nie ma co narzekać. Przysnąłem jeszcze na chwilę, ale już powoli trzeba się zbierać, bo na mapie poznałem przedmieścia Bratysławy. Wysiedliśmy o 4:30 na szarym i trochę brudnym dworcu autobusowym w Bratysławie. Pierwsze kroki to poszukiwanie biletów - nastawiłem się na kupno w automacie, ale na szczęście wewnątrz był czynny kiosk i posługując się przeplatanką polsko-słowacką kupiłem dla nas bilety dobowe na dwa dni (24h - 4,50€, 48h - 8,30€). Czynny kiosk o 4 rano w niedzielę to miłe zaskoczenie :) Na przystanku przed dworcem czekaliśmy teraz na pierwszy kurs trolejbusu 210 o 5:07, którym mieliśmy dojechać na dworzec kolejowy i załatwić wszystkie bilety. Miałem rozpisane na cały pobyt w Bratysławie co do minuty wszystkie trolejbusy i tramwaje, którymi mieliśmy jechać - do 6 rano przewidziałem załatwianie formalności, do 11:30 poznawanie sieci tramwajowej, od 12 do 13 msza (niedziela), potem do 15 stare miasto i zabytki i do wieczora część trolejbusów. Każda linia oczywiście rozpisana co do minuty od przystanku do przystanku :)
         Z każdą minutą robiło się coraz jaśniej, mimo tego nadal było wszędzie szaro a na niebie były gęste chmury. Wysiedliśmy przy remontowanej okolicy dworca i idziemy do okienka. Zaczynam po słowacku, że my studenci z Polski, chcielibyśmy preukaz na bezplatne cestovanie vlakami, vsetkie dokumenty mamy. Dajemy pani wszystko co potrzeba i patrzymy na każdy jej ruch z niepewnością. Co jak odmówi? I wszystkie maile, przygotowania, upewnianie się, rezerwacje pójdą na marne?
-No dobre, a fotki mate?
Ja na to, że przecież są nieobowiązkowe, i wyciągam przygotowany wydruk z wyciągiem z przepisów po słowacku, gdzie jak wół stoi, że nie trzeba, bo wystarczy zdjęcie w posiadanym dokumencie tożsamości. A ona że te przepisy to są z kwietnia a w maju wyszły nowe i te przepisy stanowią, że zdjęcie 2x3 cm musi mieć przygotowane każdy. Powiedziała, że teraz karty nam nie wyrobi, ale jak przyjdziemy ze zdjęciami to wszystko będzie w porządku.
         Co robić? Wszystko miało być takie proste, tak jak w mailach, tak jak zapewniały mnie koleje słowackie. Skąd ja jej wezmę w niedzielę o 5 rano zdjęcie 2x3? Odchodzimy od kasy z zawiedzeniem, ale cały czas z nadzieją. Jeżdżenie tramwajami zeszło na dalszy plan, mieliśmy teraz ważniejsze sprawy na głowie. Skąd wziąć zdjęcia? Wpisuję w mapy Słowacji offline salon foto, fotografie do preukazov, cokolwiek. Pojawiają się jakieś wyniki - w niedzielę oczywiście nieczynne. Postanowiliśmy pojechać na główną ulicę w mieście (ul. Obchodna - takie sprawia wrażenie) i tam poszukać salonu. Ale na to był jeszcze czas, spokojnie. Wsiedliśmy w pierwsze lepsze 204 na ul. Valašską, żeby odetchnąć od tej kolejowej biurokracji, z którą jeszcze przyjdzie nam się zmierzyć.
         Do pętli zlokalizowanej w dzielnicy domków jednorodzinnych jechaliśmy z pijanym towarzystwem wracającym z imprezy. Mimo wszystko byli cisi i kulturalni :) Na pętli szybkie małe śniadanie (drożdżówki z Lublina) i wróciliśmy 207 do centrum. Jechaliśmy raz z górki, raz pod górkę, jak to na Słowacji. W pewnym momencie będąc akurat na wzniesieniu zobaczyliśmy między domkami jednorodzinnymi wspaniałą panoramę Bratysławy, gdzieś w okolicy ul. Budkovej. Postanowiliśmy tam wrócić wieczorem albo następnego dnia, jak już będziemy bez torby, plecaka i bluzy, które przez cały czas od rana musimy ciągać. Z 207 wysiedliśmy w okolicy Kollarovo Namestie i przeszliśmy na Obchodną. Między barami, restauracjami i kantorami znaleźliśmy salon Kodaka. Był dziś nieczynny, ale za to miał na plakacie rozpisane godziny otwarcia innych salonów. Jeden był w Polus City Center gdzieś na wschodzie miasta, otwarty od 9tej. No, to przynajmniej będziemy mieć zdjęcia. Ciekawe ile sobie zażyczy, bo potrzebne nam tylko po jednym, ale pewnie trzeba będzie kupować jakieś komplety kilku zdjęć za dziesięć euro..
         Przeszliśmy całą pustą Obchodną, po której co kilka minut przejeżdżały puste tramwaje. Poszliśmy na pobliskie Kamenne Namestie i tam wsiedliśmy w tramwaj 4, żeby dojechać do Tesco Zlaté Piesky otwarte prawie cały czas - trzeba było kupić sobie coś na śniadanie, ale też załatwić słowackie karty sim, których nie można ot tak kupić w kiosku ze starterem jak w Polsce, tylko trzeba zarejestrować się podając dane z paszportu i tak dalej, jak na Ukrainie czy w Rosji.
IMG 4861b         Jeździmy po słowackiej stolicy już od rana i jak dotąd sprawia ona przygnębiające wrażenie - betonowe szare bloki, betonowe chodniki, betonowe donice na kwiaty, zardzewiałe przystanki z wybitymi szybami, śmierdzące przejścia podziemne, toporna architektura socjalistyczna, w dodatku szare chmury i mżawka. Może Stare Miasto nas nie zawiedzie. W Tesco kupiliśmy karty (5, można kupić 250MB internetu dziennie za 0,50), na śniadanie bułki, wędlina, oczywiście słowackie sałatki z szynki na wagę i kofola. Zjedliśmy w okolicy i wróciliśmy się tramwajem do centrum handlowego, gdzie poszliśmy zrobić zdjęcia. Można było zrobić tylko komplet czterech sztuk 2x3cm, za 5. I znowu kasa znika na pierdoły, bez których miało się obejść.. No ale skoro to zapewni nam bilety, to co zrobić. Ze zdjęciami przeszliśmy na blisko położony dworzec Bratislava Nove Mesto, ale tam wszystkie kasy zamknięte (niedziela, po dziewiątej rano).

 

         Z upragnionymi zdjęciami jedziemy z powrotem na dworzec, już z coraz większymi obawami, że to się nie uda. Szukamy okienka z panią z rana, ale już jej nie było. Stajemy do jakiegokolwiek, ta sama gadka, dokumenty, zdjęcia, wszsytko jest, ale pani odsyła nas do jakiegoś biura obsługi podróżnych za rogiem. Wchodzimy obładowani plecakami i bluzami, z mokrym od ulewy ubraniem, zmęczeni i zrezygnowani. Podchodzę do okienka, wszystko na spokojnie opisuję, pokazuję dokumenty, daję zdjęcia i czekam. Patrzy, patrzy, sprawdza. Znalazła coś, do czego musiała się przyczepić. Oddaje dokumenty i mówi, że mamy zły rok szkolny, że taki nie może być. Co? Przecież jest 2014/2015. A ona na to, że musi być 1.09.2014/31.08.2015. Ale ja dostałem taki dokument ze szkoły, na którym nie ma nawet miejsca na wpisanie 1.09.2014/31.08.2015. Przecież na Słowacji rok szkolny w liceum jest taki jak u nas, innego nie ma. Do niej nie dociera i z urzędnicznym tonem odmawia wyrobienia nam biletów. Ja na to wyjmuję e-mail od jakiejś pani mgr Čapkovej, która napisała mi, że dane są poprawne. Daję jej maila. No, ne ne, tak ne może byt. Ale przecież ta pani mi napisała, że może być. Ne ne.
         Wszystko na nic. Te przygotwania, latanie do tłumacza, rezerwowanie noclegów, ganianie o szóstej rano po Bratysławie po zdjęcia, wszystko na nic. A walcie się wszyscy. Piszą o darmowej kolei, zapraszają, zachęcają, w czterdziestu mailach zapewniają mnie, że wszystko jest w porządku i mogę spokojnie przyjeżdżać. A ta mi psuje wakacje na Słowacji z powodu dnia w dacie.
         Zanim tu przyjechaliśmy, wymyśliliśmy w Lublinie plan B, którego nawet nie braliśmy pod uwagę - bo co może pójść nie tak? Plan zakładał, że jeśli nie dostaniemy biletów, to siedzimy planowo dwa dni w Bratysławie, wracamy do Polski i zamiast na Słowacji, zostajemy cztery dni na Śląsku. Wyglądało na to, że trzeba będzie tak zrobić. Ale za chwilę, wszystko za chwilę, teraz stoimy w holu dworca z torbami, zmęczeni, mokrzy, mający przez tą biurokratkę wszsytkiego dość. Było przed dwunastą, postanowiliśmy spróbować zameldować się już na miejscu noclegu, zostawić te wszsytkie bagaże, odświeżyć się po Polskim Busie i całym poranku na Słowacji i walnąć się do łóżek na godzinę. Pojechaliśmy na dworzec autobusowy i stamtąd trolejbusem 204 w okolice pętli Radiova. Pani w hostelu okazała się wyrozumiała i pozwoliła nam zacząć pobyt już po dwunastej. Cena za osobonoc to 11,5. Warunki przyzwoite - czysty, duży pokój, łazienka i toaleta w pokoju, dodatkowo działająca lodówka i oczywiście wifi. 

IMG 4887b         Po rozgoszczeniu się w pokoju i ochłonięciu po całym poranku pełnym akcji zacząłem organizować dalszy plan. Musieliśmy zwrócić przez internet rezerwacje miejsc sypialnych na poniedziałek wieczór (2 x 8), potem zwrot biletów KŚ rel. Zwardoń - Katowice na sobotę 4.07 (2 x 12,60zł), zwrot biletu kolegi na PolskiBus w sobotę 4.07 (Katowice - Warszawa, 30zł). Zadzwoniłem też od razu do miejsc noclegu w Koszycach i Bańskiej Bystrzycy, żeby poodwoływać nasz pobyt. Ze wszsytkim obyło się bez problemów. Została sprawa powrotu ze Słowacji - zdecydowaliśmy się wracać we wtorek rano, ale czym? PolskiBus Bratysława - Katowice kosztował 80zł od osoby, dość drogo jak na taki dystans. Postanowiliśmy więc wracać słowackim pociągiem do granicy w Skalite-Serafinovie i kupić normalny bilet na pociąg. Po dwóch godzinach leżenia pojechaliśmy po szesnastej autobusem 61 prosto na dworzec i kupiłem dla nas obu bilety na wtorek 30.06.2015 z Bratysławy do Skalite-Serafinova za 11.38 od osoby, odj 09:55, prz. 15:08 z godziną przesiadki w Żylinie. Teraz, kiedy już pogodziliśmy się z tym, że przepada zwiedzanie Koszyc, przepadają Tatry i Strbske Pleso, przepada Bańska Bystrzyca, łatwiej nam było zaakceptować zwiedzanie samej Bratysławy. Sprawa z noclegami wyjaśniona, bilety pozwracane, nowe na powrót kupione. Jest porządek - jest spokój. Małe bileciki na powrót do granicy schowałem do portfela i poszliśmy na Stare Miasto.
         Przeszliśmy ul. Stefanikovą do Hodžovo námestie, czyli jednego z ważniejszych placów w Bratysławie. Znajduje się tu Pałac Prezydencki, okrągła Fontanna Pokoju, a wszędzie dookoła stoją rzędy pięknych kamienic w wiedeńskim stylu. Niektóre były podobne do secesyjnych budowli z Oradei w Rumunii. Stąd już blisko do Starego Miasta - przez ul. Suche Myto i Hurbanovo Namestie dochodzimy do Michalskiej Wieży - jedynej zachowanej bramy miejskiej w Bratysławie. Pochodzi z XIV wieku a obecny kształt zawdziecza barokowemu wykończeniu za rządów cesarzowej Marii Teresy. Ulica Michalska prowadząca od wieży do centrum Starego Miasta była bardzo zatłoczona, wszędzie pełno turystów z całego świata, restauracje pękają w szwach, czuć przyjemny klimat miasta i
ma się ochotę do zwiedzania. Na jedzenie zatrzymaliśmy się w Pivnicy u Kozla przy ul. Pańskiej, którą wypatrzyłem w internecie jeszcze przed wyjazdem. Wzięliśmy oboje po piersi drobiowej IMG 4925bnadziewanej szynką i serem, frytki z surówką i po jednym Pilsnerze. Obsługa bardzo miła, jedzenie pyszne i sycące, piwo znakomite, świeże butelkowe. Za cały zestaw wychodziło jakieś 9 euro od osoby. Zostawiliśmy napiwek i pochodziliśmy jeszcze trochę po zabytkowym centrum Pressburga (nazwa z epoki austro-węgierskiej, dawna polska nazwa Bratysławy to Pożoń), pełnym pięknej wiedeńskiej architektury. Po obiedzie i Starym Mieście zrobiliśmy sobie jeszcze wycieczkę trolejbusem 207 na wzgórze przy osiedlu jednorodzinnych domków, z którego jest widok na Bratysławę. Tarasu widokowego dla turystów nie ma, po prostu każdy chce mieć dom z widokiem na całe miasto, więc bogacze wykupują i odgradzają swoje działki. I bardzo dobrze, kto bogatemu zabroni :) Mimo to między dwoma willami udało nam się zrobić zdjęcia całego miasta. Wróciliśmy potem na Namestie SNP i z zakupami na kolację wróciliśmy o 21 do hostelu, przedłużając w recepcji pobyt do wtorku rana.

 

Galeria zdjęć

29 VI 2015 - Bratysława cz. 2