środa, 22 11, 2017

6 V 2015 - Toruń

IMG 3641b          O 7:40 w pociągu InterCity do Poznania opuściliśmy Szczecin, w którym spędziliśmy przyjemnie ostatnie pięć dni. W pociągu konduktor sprawdził bilety i wydał poświadczenie za niewykorzystany bilet, który moglismy zwrócić w Lublinie. Po dwóch i pół godzinie jazdy wysiedliśmy na dworcu głównym w Poznaniu. Na przesiadkę było pięćdziesiąt minut, więc w tym czasie kupilismy Anglikowi rogala, którego sobie zażyczył, posiedzieliśmy jeszcze chwilę w poczekalni i poszliśmy do podstawionego pociągu do Olsztyna przez Toruń. Oczywiście nasze zarezerwowane miejsca były zajęte, więc uprzejmie przeprosiliśmy panią z dziećmi, że nie siedzi na swoim miejscu. Zaczęła coś burczeć pod nosem i robić mi wyrzuty, że jej miejsca też zajęli w innym przedziale, że ma dzieci, i że co ona ma teraz zrobić. Poradziłem miłej pani, żeby poszła w moje ślady i usiadła po prostu tam, gdzie ma miejsce, bo nie po to kupowaliśmy bilet miesiąc wcześniej przy oknie, żeby nie móc teraz usiąść tam gdzie chcemy. Koniec końców wszyscy się zmieścili tam, gdzie trzeba :)
           Nasz pociąg minął Gniezno, Inowrocław, Gniewkowo i z kilkuminutowym opóźnieniem przyjechaliśmy na dworzec Toruń Główny, który wraz z peronami i okoliczną infrastrukturą przechodził akurat generalny remont. Upewniliśmy się co do godziny odjazdu do Lublina - 17:11. Schowaliśmy bagaże w skrytce na dworcu tymczasowym (12zł za dużą szafkę), kupiliśmy karnet MZK w kiosku (8-przejazdowy, 10,05zł) i poszliśmy z dworca przez most na Wiśle na piechotę na piękne toruńskie Stare Miasto. Przeszliśmy przez Łuk Cezara i znaleźliśmy się na terenie gotycko-renesansowego, nietkniętego wojną Starego Miasta w Toruniu.
            Pierwsze kroki skierowaliśmy do firmowego sklepu Pierników Toruńskich - oczywiście czy to jesień, zima czy lato - ze dwie lub trzy pełne wycieczki dzieci z podstawówki stojących w kolejce wydać całe kieszonkowe na wszsytkie możiwe pierniki. Musieliśmy trochę poczekać, ale w końcu kupilismy sobie tzw. nuty o smakach cytrynowym i morelowym. Po piernikach poszliśmy na jakiś obiad - bo to w sumie godzina czternasta, a my poza śniadaniem nic nie jedliśmy. Zaszliśmy do jednego z kebabów przy ulicy Szerokiej i po zjedzeniu obiadu przeszliśmy jeszcze kawałek Starego Miasta, m.in. przez Nowy Rynek, w kierunku przystanku tramwajowego 'Przy Kaszowniku'. W Toruniu otworzono kilka miesięcy temu nowy odcinek tramwajowy do pętli Uniwersytet, więc postanowiliśmy przejechać się w tę i z powrotem, żeby zobaczyć przy okazji trochę Torunia. Skasowałem nasze trzy odcinki karnetu, potem kolejne trzy w drodze powrotnej. W drodze powrotnej miały dwie standardowe dla toruńskiej komunikacji tramwajowejIMG 3700b sytuacje - raz był to natrętny cygan z akordeonem, któremu zakochana w nim polska ruda dziewczyna zbierała pieniądze od pasażerów do kubka; a druga sytuacja to oczywiście kontrola biletów. Niby nic dziwnego, ale zawsze, kiedy jestem w Toruniu, mam kontrolę, w żadnym innym mieście mi się to tak regularnie nie zdarza :)  (W Toruniu dotychczas byłem w sierpniu 2013 i w styczniu 2014)
           Po objechaniu Torunia tramwajem zaszliśmy znów na Stare Miasto, tym razem od ulicy Chełmińskiej. Przeszliśmy Rynek dookoła i zaszliśmy do staromiejskiej biedronki, żeby dokupić coś na podróż i oprócz tego wzięliśmy po dwa lody na głowę i poszliśmy z nimi nad Wisłę na Bulwar Filadelfijski. Posiedzieliśmy tam ze dwadzieścia minut jedząc lody i dzieląc się kawałkami wafla z kilkoma wróbelkami, które chętnie przylatywały po kolejne okruszki. Oczywiście pojawiały się też gołębie, ale szybko odpędzaliśmy te srające darmozjady. Wróbelkom się po prostu należy :)
           Pojedliśmy, posiedzieliśmy, więc czas wracać na dworzec. Poszliśmy na autobus na Plac Rapackiego i o 16:49 wsiedliśmy w dwunastkę. Przejechaliśmy Wisłę i wysiedliśmy na kolejnym za mostem przystanku Plac Armii Krajowej i stąd poszliśmy szybko na piechotę na dworzec, bo pociąg odjeżdżał o 17:11. Doszliśmy do dworca tymczasowego i właśnie wjechał nasz pociąg, była 17:04. Weszliśmy na spokojnie do środka poczekalni, zabraliśmy nasze bagaże ze skrytki i spokojnie wychodzimy na peron, kiedy w głośnikach pojawia się komunikat 'pociąg TLK Rej z Bydgoszczy Głównej do Lublina odjedzie z peronu drugiego'. O co chodzi? Przecież była 17:05, a ten już odjeżdża? Błyskawicznie przebiegliśmy przez jeden peron, przejście przez tory, drugi peron i dobiegliśmy do drzwi. Wsiedliśmy do przedziału i mimo wszystko pociąg postał do 17:11. Nie wiem, po co dali taki mylący komunikat, tylko nam stracha napędzili :)
IMG 3723b           Zadowoleni z wyjazdu rozsadziliśmy się na siedzeniach i czekało nas pięć godzin bezpośredniej jazdy do Lublina. Jednak nie tak szybko... Pociąg cały czas jechał punktualnie. Dojechaliśmy do Kutna, a tu komunikat przez głośnik w przedziałach "szanowni państwo, w związku z awarią lokomotywy pociąg dozna postoju 60 minut. Za powstałe opóźnienie przepraszamy, jednocześnie informujemy, że opóźnienie może ulec zmianie". No i się zaczęło. Stoimy. Myślałem nawet, żeby wyskoczyć rozejrzeć się za biletami, ale byłem tu trzy tygodnie temu i nic nowego raczej się w Kutnie nie pojawiło. Po pół godzinie czekania przez radio podali kolejny komunikat, że pasażerowie mający bilet na stojący TLK Rej mogą przesiąść się do najbliższego nadjeżdżającego pociągu Berlin-Warszawa-Express. No i super :) Przesiedliśmy się na kolejny peron i po chwili przyjechał nowoczesny skład ciągnięty lokomotywą husarz. Drzwi znów zatrzymały się na wprost mnie, więc zajęliśmy sobie miejsca w pierwszym pustym przedziale z brzegu i tak wkrótce zapełnił się cały pociąg. Z opóźnieniem 10 minut ruszyliśmy zastępczym ekspresem.
           Pociąg pruł, aż miło - przez większość trasy jechał 160 na godzinę. Wysiedliśmy już po zmroku w Warszawie i spytaliśmy się konduktora co teraz, skoro mamy bilet na ten TLK Rej do Lublina. Powiedział, że trzeba czekać. Patrzymy na zegarek - jest 20:20. Patrzymy na rozkład - Rej do Lublina odjazd o 19:56 + spóźnienie 110 minut. No to lecimy do McDonalda przeczekać :) Po chwili zmniejszyli mu na 80 minut i o 21:16 wjechał prawie pusty TLK Rej do Lublina, którego opuściliśmy w Kutnie. Poznaliśmy nasz przedział od razu po zostawionej czekoladzie i usiedliśmy nieco już zmęczeni. Pociąg ruszył, dojechał do Warszawy Wschodniej i stanął na pół godziny. To już powoli robi się poważne. Opuściliśmy przedmieścia Warszawy o 22:20 czyli o godzinie, o której mielismy pojawić się w Lublinie. Zgasiliśmy światło w przedziale i zasnęliśmy. Obudziliśmy się za Nałęczowem, dokolebaliśmy się do Lublina i Wysiedliśmy równo o północy, czyli z okrągłą 100 na liczniku opóźnienia. Na szczęście zostaliśmy odebrani z dworca przez siostrę Wojtasa i pożegnaliśmy się podczas rozwożenia. Wyjazd został zakończony :)

Galeria zdjęć z wyjazdu

 

 

Podsumowanie

          Wyjazd udał się całkowicie. Mimo wielu nieprzyjemnych zaskoczeń podczas jazdy trafiliśmy wszędzie tam, gdzie mieliśmy trafić, nikt się nie zgubił, nikt nie okradziony, wszyscy cali wróciliśmy do Lublina :)
           Podczas wyjazdu odwiedziliśmy razem 7 miast (ja 12): Rzeszów, Szczecin, Kołobrzeg, Świnoujście, Międzyzdroje, Stargard Szczeciński, Wałcz, Piłę, Szczecinek, Berlin, Police, Toruń. Udało mi się znaleźć około 250-300 biletów, z czego zdecydowana większość to bilety ze Szczecina. Do kolekcji wchodzi 13 sztuk plus karnet z Torunia. Dzięki wielu jazdom pociągiem udało mi się przy okazji zaliczyć sporą część sieci kolejowej woj. zachodniopomorskiego, choć nie jest to moim celem samoIMG 3264 w sobie, jakimś szalonym miłośnikiem kolei nie jestem, żeby jechać tylko po to, żeby jechać :) Udało mi się przejechać po raz pierwszy odcinki:
Rzeszów-Ostrów Wlkp. przez Katowice, Kluczbork;
Szczecin-Świnoujście-Szczecin;
Szczecin-Kołobrzeg-Szczecin;
Szczecin-Piła przez Wałcz;
Piła-Szczecinek;
Szczecinek-Szczecin p. Drawsko;
Szczecin-Toruń przez Poznań.
           Kolejny wyjazd? Prawdopodobnie jeszcze w maju odwiedzę podczas któregoś weekendu Tarnów, Nowy Sącz i Krynicę-Zdrój, na początku czerwca pewnie pojadę do Krakowa, w połowie tego samego miesiąca może uda się Elbląg, a na samym początku wakacji pojadę na tydzień na Słowację w celach turystyczno-kolejowo-biletowych. A tym czasem do zobaczenia :)