środa, 22 11, 2017

4 V 2015 - Berlin

         PolskiBus spod remontowanego dworca kolejowego w Szczecinie odjeżdżał o 6:45. Wstaliśmy o 5:30, żeby o 6:00 odjechać tramwajem w kierunku Bramy Portowej. Tam przesiedliśmy się w 75, podjechaliśmy na dworzec i w najbliższym sklepie kupiliśmy coś na śniadanie. Za drożdżówkę i małą maślankę żurawinową (0,33l) zapłaciłem 5,70zł. Prawie jak Warszawa :) Ludzi nie było dużo, może z kilkanaście osób, więc udało nam się wejść jako pierwsi i zajęliśmy miejsca z przodu przy szybie. Jechałem tak po raz pierwszy i jest warto - widać dosłownie wszystko. Autobus poczekał jeszcze na spóźnialskich i o 6:45 odjechaliśmy.
         Trasa wiodła najpierw przez ulicę Kolumba, a potem autokar skręcił w jakieś boczne wykładane betonowymi płytami ulice i po dziesięciu minutach jazdy po wybojach wjechaliśmy na autostradę. Do granicy było tylko 10km, chwilę po siódmej byliśmy już w Niemczech. Berlin ze Szczecinem dzieli 120km. Po dwóch godzinach jazdy autostradą byliśmy na obwodnicy i o 9:15 wysiedliśmy na Zentralomnibusbahnhof, czyli ZOB. Autobus powrotny do Szczecina odjeżdżał o 18:35 z tego samego stanowiska, więc mieliśmy ponad dziewięć godzin na Berlin. No to lecimy.
IMG 3398b           W Berlinie dotychczas byłem tylko raz, w styczniu 2011 na Nocy Muzeów. Była to wycieczka zorganizowana z Zielonej Góry, więc czasu wolnego było mało. Teraz przyjechałem samodzielnie na własny wyjazd, który składał się tylko z czasu wolnego :) Pierwsza rzecz to kupienie biletu. Przeszliśmy przejściem podziemnym, które wyglądało jak z jakiegoś apokaliptycznego filmu - po ziemi walały się śmieci i papiery, nie było widać żadnego człowieka i tylko hulał wiatr. Zeszliśmy potem na stację S-Bahn Messe Nord ICC i podeszliśmy do automatu. Dla nas trzech najlepiej wychodziło kupić Kleingruppeticket - bilet dla maksymalnie 5 osób włącznie na strefę A+B (czyli cały Berlin w granicach administracyjnych). Taki bilet kosztował 16,90€, więc złożyliśmy się po 5,70€ i wszystkie drobne jakie miałem zacząłem wrzucać po kolei do maszyny, począwszy od 5-centówek. Zajęło to nam z minutę i bilet był gotowy. Trzeba było go skasować w kasowniku na peronie, tak jak w SKM w Trójmieście. Właśnie przyjechała okrężna linia 42, więc podjechaliśmy jeden przystanek do Westkreuz, żeby dojechać na Berlin Hauptbahnhof.
           Na Berlin nie mieliśmy dokładnego planu - to, co na pewno chcieliśmy zrobić, to oczywiście przejść obok Reichstagu i Bramy Brandeburskiej, przejść całą aleję Unter den Linden do Alexanderplatz, zajechać na Charlie Checkpoint po darmowe pieczątki NRD do paszportu i trafić na obiad do najsłynniejszego w Berlinie, a może i w całej Europie, Mustafa Gemüse Kebap. Przed odjazdem jeszcze chcieliśmy zrobić jakieś zakupy i spokojnie można będzie wracać do Szczecina.
         Przesiedliśmy się szybko na Westkreuz do pociągu jadącego do centrum. Przejechaliśmy kilka stacji, m.in. przez dworzec ZOO i wysiedliśmy na drugim największym dworcu w Niemczech. Kompleks jest ogromny - naliczyłem sześć pięter, choć to pewnie nie wszystko. Teraz musieliśmy sie dostać do najkrótszej w Berlinie linii metra - U55. Ma ona tylko trzy stacje - Berlin Hauptbahnhof, Bundestag i Brandenburger Tor. W przyszłości ma ona połączyć się z linią 5 kończącą obecnie na Alexanderplatz. Przeszliśmy przez cały teren dworca głównego i szybko znaleźliśmy się na zacisznej stacji metra U55. Dostaliśmy się tam szybko i sprawnie dzięki bardzo dokładnej i precyzyjnej infomacji na tablicach informacyjnych - po wyjściu z S-Bahnu całą drogę do metra wystarczyło śledzić tylko brązowe symbole U55 na kolejnych tablicach ze strzałkami i bez problemu tam trafiliśmy. Za to kiedy próbowałem przedostać się w Warszawie na stacji Świętokrzyska z drugiej do pierwszej linii metra, z powodu skomplikowanych i niespójnych oznaczeń raz zabłądziłem i uciekł mi jeden pociąg, przez co ledwo zdążyłem na Wilanowską na PolskiBus. A tu całe pięć pięter, kilka peronów i wiele schodów ruchomych pokonaliśmy w niecałe półtorej minuty.
          Zajęliśmy sobie miejsce w podstawionym pociągu i po chwili ruszyliśmy.IMG 3430b Wszystkie trzy stacje są ozdobione w wielkoformatowe przedwojenne fotografie berlińskich dworców, bardzo ładnie to wyglądało. Przejechaliśmy całą linię i cofnęliśmy się przystanek, żeby wysiąść przy Reichstagu. Jeszcze półtora miesiąca przed wyjazdem chciałem zarejestrować nas na bezpłatne zwiedzanie niemieckiego parlamentu, jednak wtedy było to za wcześnie dla systemu rezerwacji. Kiedy sprawdziłem tydzień później, miejsc na nasz dzień już nie było. Trudno, obeszliśmy budynek i przez mały park doszliśmy pod Bramę Brandenburską. Po drodze mijaliśmy jeszcze memoriały pomordowanych Żydów, Cyganów i homoseksualistów. Dlaczego nie ma memoriału dla pomordowanych heteroseksualistów? Podobno orientacja nie ma znaczenia.. Miejsca pamięci dla Polaków też nie ma, no cóż. Minęliśmy Bramę i znaleźliśmy się na odbudowanej po wojnie alei Unter den Linden, przy której znajduje się większość europejskich ambasad. Akurat na Placu Paryskim (tuż za Bramą) rozstawione były wystawy historyczne pt. 'Spring in Berlin - May 1945' przedstawiające życie w zajętym przez sowietów Berlinie świeżo po kapitulacji Niemiec. Warto zaznaczyć, że tekst po niemiecku mówił wprost o niemieckiej napaści i agresji na Polskę we wrześniu 1939 a potem wymordowaniu w obozach i egzekucjach sześciu milionów Polaków, w tym trzech milionów polskich Żydów. Nie było mowy o żadnych Nazi z kosmosu, żadnych polskich obozach, tylko postawiona jak kawa na ławę prawda historyczna. Jedynie niejednoznaczny opis znajdował się na ulotkach - 'Berlin in 1945 (...) was home to Berliners, soldiers and former victims of Nazi regime'.  Tekst sugeruje, że wybrany drogą demokratycznych wyborów przez naród niemiecki ich własny rząd z Adolfem Hitlerem na czele, był dla nich jakimś reżimem. Oczywiście, dla Żydów w Niemczech i Polaków w napadniętej Polsce był to reżim, ale dla Niemców, którzy sami ten 'reżim' wybrali i popierali?
           Idąc długą i szeroką Unter den Linden doszliśmy w końcu w okolice berlińskiej katedry. Poszliśmy potem przez park Marx-Engels-Forum i przechodząc obok zabytkowego Czerwonego Ratusza doszliśmy do małej galerii handlowej na pierwszy tego dnia w Niemczech posiłek. Przeszliśmy wzdłuż sklepów z kosmetykami i kierując się tabliczką z napisem currywurst trafiliśmy drugim wyjściem na zewnątrz. Tam spotkaliśmy pana przygotowującego te słynne niemieckie kiełbachy z sosem i przyprawami. Wzięliśmy sobie po jednej (2,- €). Do zestawu każdy dostał jeszcze świeżo wypieczoną bułkę. Było bardzo pyszne, cóż więcej powiedzieć :) Przeszliśmy potem jeszcze na Alexanderplatz i na dokładkę wzięliśmy od Turka hotdoga za 1,35€ grillowanego na noszonym przez niego grillu. Posiedzieliśmy chwilę i poszliśmy na U2, żeby dojechać na Checkpoint Charlie. Schodząc schodami zaczepiła nas grupa cyganek, które udając głuchonieme chciały wcisnąć nam do podpisu jakąś pseudopetycję o udogodnieniach dla niepełnosprawnych. Ja od razu machnąłem ręką, za to Sewer na chwilę został ale zaraz wrócił, bo okazało się, że na dole małym druczkiem jest zobowiązanie się do dotowania tej jakiejś fałszywej organizacji. Kolega powiedział po angielsku, że nie ma pieniędzy, a one nagle odzyskały mowę i zapewniły że kartą też można.
IMG 3483b           Metrem z przesiadką dostaliśmy się na Zimmerstrasse. Stał tam tłum ludzi i trójka żołnierzy, chyba pozujący na wartę francuską. Murzyn i dwóch białych żołnierzy jakoś tak dziwnie pokrzykiwali, zachowywali się niechlujnie (szlugi, splunięcia i takie kręcenie się w miejscu jak dresy po blokowisku) i z tego powodu wyglądali jak podstawieni. Mimo wszystko spytałem o pieczątkę, bo w internecie przeczytałem, że są za darmo. Żołnierz biorąc ostatniego bucha i przydeptując peta butem odpowiedział, że można dostać tylko 6 pieczątek za 5 euro. Podziękowałem za informację, zrobiliśmy jeszcze parę zdjęć i metrem zawróciliśmy na stację Friedrichstrasse. Tu szybka przesiadka w S-Bahn i znowu jestesmy na dworcu głównym. Metrem i kolejką już jechaliśmy, to teraz przyszła pora na berlińskie tramwaje. Wsiedliśmy w M1 naprzeciwko dworca głównego i jechaliśmy tak aż do Masurenstr. w dzielnicy Pankow. Po drodze mijaliśmy tramwajem mnóstwo kwartałów z zachowanymi czteropiętrowymi zdobionymi kamienicami, których nie zniszczyła wojna - szczególnie w rejonach ulicy Kastanienallee. W centrum takich ulic z pięknymi kamienicami się jednak już nie uświadczy. Tylko pomyśleć, jak dziś wyglądałby cały Berlin, gdyby nie ta wojna..
         Była już równo 14:00. Poszliśmy do najbliższego sklepu po jakieś niemieckie piwo (oczywiście ceny przy wszystkich napojach nie uwzględniają opłaty za puszkę lub butelkę +0,25€). Z piwkiem pojechaliśmy dwie stację dalej S-Bahnem z Pankow do Blankenburg. Tu zeszliśmy przez stary, przedwojenny mały dworzec i przy stacji rowerowej przy Bahnhofstrasse wypiliśmy sobie z Wojtasem po jednym. Było ciepło, więc zdjąłem bluzę i powiesiłem ją na poręczy. Posiedzieliśmy jeszcze chwilę jedząc żelki i wróciliśmy na stację kolejki, żeby przez cały tunel przejechać z północy na południe na Yorckstrasse, bo to już pora na kebaba. Wsiedliśmy w pociąg i po dwudziestu minutach jazdy wysiedliśmy. W międzyczasie mieliśmy kontrolę biletów - kanar o orientalnych rysach twarzy zobaczył nasz bilet grupowy, podziękował i poszedł dalej. Na wielu stacjach na tej trasie widać jeszcze piękne przedwojenne tablice z nazwami stacji w gotyckiej czcionce z czasów Hitera. Wysiadamy na Yorckstrasse i już mamy iść na Mehringdamm, kiedy poczułem, że czegoś brakuje - ha, zostawiłemIMG 3524b bluzę na poręczy na końcu Berlina na Pankowie. Z drugiej strony po minucie wjechał pociąg w przeciwnym kierunku i błyskawicznie wsiadamy. Robimy w tym czasie zakłady - będzie czy nie będzie? Po dwudziestu minutach szybka wysiadka na Blankenburg, zbiegamy w dół, przebiegamy przez wiadukt, i..? Jest! Wisiała w tym samym miejscu, nikt jej nawet nie ruszył :) No, to skoro wszystko się udało, to można wracać na kebaba. Znowu ta sama trasa do Yorckstrasse, wysiadamy, przechodzimy na metro do Mehringdamm. Wysiadamy i zastajemy to, czego się spodziewałem - kolejka na trzydzieści osób. Na szczęście przewidziałem to w czasie i nie musieliśmy się martwić. Kiedy po dwudziestu minutach stania przysła nasza kolej, zamówiliśmy wszyscy po jednym, klasycznym donerze z warzywami (3,20€). Młodzi Turcy dość szybko się uwijali i na jedzenie czekaliśmy może trzy minuty. Dostaliśmy nasze ciepłe buły i od razu usiedliśmy na pobliskiej ławce żeby na spokojnie zjeść. Kebab dość różni się od tych dostępnych w Polsce - tutaj poza bułką, mięsem, surówkami i świeżymi sosami, są jeszcze grillowane warzywa (w tym ziemniaki - brzmi dziwnie, ale naprawdę dobrze się komponuje i smakuje), biały serek w rodzaju naszego twarogu, listek mięty i wyciśnięta połówka cytryny. Boże, jakie to było dobre :) Jeszcze po jednym niestety nie mogliśmy sobie domówić, bo nie starczyło czasu.
         Wybiła godzina teleexpressu, więc do odjazdu O 18:35 została nam godzina i trzydzieści pięć minut. Podjechaliśmy przystanek metrem do Möckernbrücke i wsiedliśmy w naziemną linię metra U1. Na rozkładzie widniał nasz przystanek - Kaiserdamm, więc postanowiliśmy, że będziemy się trzymać tej linii. Jechaliśmy więc nad ziemią dwie, stacje, żeby przed odjazdem zrobić sobie jakieś zakupy do Polski (regionalne piwa, haribo i inne). Wypatrywaliśmy z naziemnej trasy różnych sklepów na dole, ale nic nie mogliśmy zobaczyć. Postanowiłem, że wysiądziemy przy Nollendorfplatz, bo w końcu jest to stacja węzłowa i jakiś sklep w okolicy być musi. Miałem rację - patrząc na standard i asortyment znaleźliśmy coś w rodzaju naszej Stokrotki. Zrobiliśmy tu na spokojnie zakupy - między innymi żelki, trzy piwa, jogurty, czekoladę i jakąś fajną oranżadę - widziałem przez cały dzień w Berlinie, że wiele osób ją pije to i ja postanowiłem spróbować :) Przy kasie wyszła moja nieznajomość niemieckiego - pani kasjerka mówi coś po swojemu, że coś tam coś tam bier coś tam. Ja zrozumiałem tylko bier i pomyślałem, że chodzi o to, czy zaraz zwrócę butelki od piwa za prowizję, więc odpowiedziałem nein, nein. Okazało się, że pani informowała mnie, że żeby pić piwo trzeba mieć powyżej szesnastu lat, a ja na to odpowiedziałem nein, nein.. No to pani na spokojnie po angielsku wytłumaczyła i doskonale się zrozumieliśmy :) Pośmialiśmy się jeszcze z nią z tej sytuacji poszliśmy już na metro.
IMG 3546b         Na stacji Kaiserdamm wysiedliśmy po piętnastu minutach jazdy. Do Polskiego Busa zostało nam powyżej pół godziny, więc usiedliśmy na stanowisku jedenastym i poczekaliśmy na nasz autokar. Znów udało się nam zająć miejsca z przodu przy szybie na górze. Odjechaliśmy w stronę Polski, trasa tak jak z powrotem bardzo płynna i szybka.
           W Szczecinie byliśmy o 21:10. Powoli się zmierzchało, pojechaliśmy trójką i jedynką przez Plac Rodła na miejsce noclegu i wieczorem jeszcze długo nie spaliśmy wspominając nasze duże szczęście, jednak nic więcej nie wspomnę, ci co byli na wyjeździe pamiętają i wiedzą o co chodzi ( ͡° ͜ʖ ͡°) Kolejny dzień (wtorek) mieliśmy przeznaczony na zwiedzanie Szczecina, więc w końcu na spokojnie poszliśmy spać.

 

 

 

Galeria zdjęć z wyjazdu

Część 6/7 - Police & Szczecin