środa, 22 11, 2017

3 V 2015 - Stargard & Wałcz & Piła & Szczecinek

         Dzisiejszy dzień poświęciłem głównie na cele biletowe - odwiedziłem Stargard Szczeciński, Wałcz, Piłę i Szczecinek żeby przede wszystkim rozejrzeć się za biletami. Oczywiście mimo tego nie rezygnowałem ze zwiedzania - wszystkie cele biletowe, turystyczne i historyczne łączę w jeden wyjazd :) Tego dnia podróżowałem sam, koledzy zostali w Szczecinie.
         Odjechalem pociągiem Interregio 'Mewa' ze Szczecina do Warszawy o 7:00. Bilet turystyczny przewozów regionalnych nie obejmował przejazdów pociągami Interregio, więc musiałem sobie dzień wcześniej kupić bilet (Szczecin Gł. - Stargard Szcz. 27km, 4,72km). W składzie Mewy jechał tuż za lokomotywą jeden z ostatnich wagonów piętrowych - idealna okazja żeby się nim przejechać zanim wszystkie przerobią na żyletki. Poszedłem oczywiście na górę, było tam kilku pasażerów na około trzydzieści wolnych miejsc. Trasa nie była długa - wyjeżdżamy z Dąbia, przejeżdżamy przez las i niecałe pół godziny od startu pociąg staje w Stargardzie Szczecinskim.
         Miałem tu kupić bilety dla znajomego kolekcjonera, ale z racji 3 maja nie było to łatwe. Znalazłem na szczęście czynny kiosk na peronie i spytałem się pani o bilety. Miała niestety jedynie nominał 1,20zł oraz karnety. Kupiłem więc tylko ten jeden ulgowy i poszedłem zobaczyć trochę miasta. Była 7:30, a pociąg do Wałcza odjeżdżał o 9:07, miałem wiec półtorej godziny. Poszedłem ulicą Wyszyńskiego w kierunku dawnego Starego Miasta, po którym dziś prawie nie ma śladu. Ze Stargardem rozprawiono się jak z Iławą, Ostródą i wieloma innymi poniemieckimi miastami - gdy skończyła się wojna i morza gruzów w 1945 przeszły pod polską administrację, nie podjęto decyzji o choć częściowej odbudowie Starego Miasta i resztki kamienic zrównano z ziemią i powstawiano małe klockowate bloki mieszkalne. Z zabytków pozostały jedynie dwa piękne i ogromne kościoły - kościół pw. św. Jana oraz kościół pw. NMP Królowej Świata.

IMG 3210b         Po przejściu ulicy Wyszyńskiego minąłem jakiś postsowiecki pomnik na Placu Wolności i po przejściu pod zachowaną bramą znalazłem się na dawnym Starym Mieście. Tu pospacerowałem chwilę wśród bloków mieszkalnych postawionych na fundamentach dawnych kamienic. Stargard przed ósmą rano w niedzielę przedstawiał typowy dla mniejszych polskich miast krajobraz - ze wszsytkich stron do kościoła zmierzają elegancko ubrani seniorzy, wszędzie śpiewają ptaki, tu przejedzie samochód z rodziną na mszę, tam pod monopolowym sprzedawczyni wygoni spod sklepu koczujących meneli.. Było tak cicho i spokojnie, tak niedzielnie, że chciało się posiedzieć dłużej. Czas jednak mnie naglił i poszedłem powoli w kierunku stacji wąskotorowej po drodze zachodząc na wszelkie możliwe przystanki. Niestety o bilety było trudno - znalazłem może dziesięć sztuk, z czego tylko jeden bilet miał cenę inną niż 1,20zł - było to podmiejski za 1,90zł. Minąłem jeszcze zabytkową Bramę Młyńską pod kanałem i idąc jeszcze niecały kilometr dotarłem do stacyjki wąskotorowej. Zachował się budynek stacji jak i tory ze wszystkimi urządzeniami stacyjnymi i zwrotnicami. Nawet do obecnie zamieszkałego dworca prowadzi położona jeszcze za Niemca kostka brukowa.. Powoli zacząłem wracać z klimatycznego dworca wąskotorowego na oddalony o półtora kilometra dworzec kolejowy.
         Pociąg do Piły przez Wałcz przyjechał punktualnie o 9:07. Zająłem sobie miejsce z przodu ale szybko się przesiadłem, bo jakiś wieśniacki człowiek-dyskoteka zaczął puszczać swoje hwdp-jp playlisty z trzeszczącego głośniczka telefonu za 30zł. Przesiadłem się na tył szynobusu i w rytmicznym stukocie kół minęło mi dwie godziny. Już trzeci dzień jeżdżę po zachodniopomorskiem i odnoszę jedno wrażenie - wszędzie za oknem, gdzie się nie ruszyć pociągiem, jest pięknie. A dlaczego? Ano dlatego, że jest pusto. Województwo, tak jak i reszta Ziem Zachodnich (Odzyskanych?) po 1945 jeszcze nie bardzo zostało zagospodarowane na terenach pozamiejskich, przez co dziś z okien pociągów można podziwiać piękne szerokie pola w różnych odcieniach, bez żadnego domu czy słupa w zasięgu wzroku. Po prostu żywa natura, nie to co w pozostałej części kraju, gdzie praktycznie co kilkadziesiąt metrów przez całą drogę widzi się porozrzucane po polach różne domy, domki, działki, budy, chałupy, szałasy i inne tego typu wynalazki psujące piękny widok, oczywiście do każdego z tych domów doprowadzone dziesiątki słupów...
         Ani się spostrzegłem, a byłem już w Wałczu. Wysiadłem o 11:05, czas miałem do 13:05. IMG 3288bPrzeszedłem obok zdewastowanego dworca i poszedłem w kierunku centrum szukając po drodze biletów. Niestety tu również nie było czego szukać - przez cały pobyt znalazłem jedynie dziewięć sztuk, w dodatku wszystkie tego samego typu, różowy 1,30zł. Przeszedłem przez bardzo ładną ulicę Dworcową, skręciłem w lewo i trafiłem na główną ulicę Wojska Polskiego, która później stała się ulicą Kilińszczaków. Doszedłem na Plac Wolności - akurat kończyła się jakaś ważna msza z wojskowymi, bo przed wejściem do największego w Wałczu kościoła św. Mikołaja stała warta, a na ulicy policja wstrzymała ruch w obu kierunkach. Porobiłem trochę zdjęć na głównym w mieście Placu Wolności i poszedłem nad piękne Jezioro Zamkowe.
       Posiedziałem tam chyba ze dwadzieścia minut i wróciłem powoli na dworzec przez Bydgoską i Dworcową mijając jeszcze po drodze PRL-owski pomnik  upamiętniający polskich zdobywców Wału Pomorskiego. Doszedłem na zamknięty zdewastowany dworzec. Jego stan przemilczę. Do czasu remontu powinien wisieć nad nim kir.
         O 13:00 podjechały szynobusy w obu kierunkach (na Piłę i Szczecin), posiedziałem chwilę i o 13:05 pociąg ruszył. Wałcz zapamiętam bardzo pozytywnie - piękne, nieduże miasteczko położone między dwoma jeziorami z zachowanym niewielkim, choć przytulnym zabytkowym centrum. Ogólnie cała zabudowa Wałcza tworzy jednolitą całość; nawet bloki mieszkalne z PRLu nie odstają bardzo architektonicznie od pozostałych budynków, tylko ładnie się komponują. Gdyby tylko jeszcze wyremontowali dworzec... Z Wałcza do Piły jechałem pół godziny. Teraz w Pile na przesiadkę do Szczecinka miałem godzinę czasu, więc ruszyłem się w kierunku centrum. Trafiłem akurat na remont generalny pilskiego dworca. Dobrze, że remontują jeden z najważniejszych dworców w Wielkopolsce, bo ostatnim razem po wizycie w Pile w sierpniu 2013 dworzec zapamiętałem jako brudny, zaszczany i zapuszczony. Remont przywróci mu blask z czasów Ostbahnu :)
         Napisałem, że z dworca poszedłem do centrum Piły. Nie jest to do końca prawdą, bo można powiedzieć, że centrum Piły nie istnieje. Piła została niemal zrównana z ziemią podczas drugiej wojny światowej. Resztki kamienic wyburzono i wszędzie powstawiano architekturę socjalistyczną, w końcu w latach 1975-1999 była tu siedziba województwa. Po prostu będąc w tym mieście mam wrażenie, że centrum jest wszędzie i nigdzie. Każda ulica dokądś prowadzi, ale zawsze "gdzieś na bok". Zabytkowe kościoły, PRL-owskie bloki i puste przestrzenie zielone są ze sobą wymieszane jak w blenderze. Piła to specyficzne miasto.. Wróciłem na dworzec. Znalazłem jakoś z dziesięć biletów w czterech standardowych cenach - 1,35zł, 2,70zł, 1,15zł, 2,30zł.
         Pociąg regio 'Kotwica' z Poznania do Kołobrzega wjechał na peron trzeci. Wsiadłem do EN-57 i zająłem miejsce w pierwszej lepszej sekcji. Siadłem akurat po przeciwnej stronie korytarza obok jakiegoś pana murzyna, który zapomniał o zasadach kultury i dobrego wychowania i ze zdjętymi butami niczym na bananowcu rozłożył się na czterech siedzeniach kładąc nogi na stoliku i fotelu. Niezbyt mi takie towarzystwo pasowało i przeniosłem się  sekcję dalej. Pociąg ruszył o 14:30 a potem stał pół godziny dwa kilometry za Piłą Główną. Poprzepuszczał w tym czasie ze trzy pociągi jadące prostopadle do niego, po czym zatrąbił i w końcu ruszył. Na kolejnych stacjach znów przystawał dłużej niż powinien i do Szczecinka dojechałem o 16:25 (planowo 15:35). Wysiadłem na stacji Szczecinek Chyże, która leży bliżej Starego Miasta. Odjazd ze Szczecinka do Szczecina Głównego miałem o 18:25. Miałem więc dwie godziny na przejście niemal całego miasta z północy na południe, zwiedzenie zabytkowego centrum i rozejrzenie się za biletami.
IMG 3368b         Poszedłem do centrum ulicą Kaszubską. Doszedłem na główny plac w mieście - Plac Wolności. Mimo wetknięcia w niego socjalistycznej zabudowy sprzed kilku dekad, nadal jest piękny dzięki fontannie, zabytkowemu ratuszowi i prostopadle odchodzącym w czterech kierunkach świata ulicom. Szczególnie piękna jest ulica Bohaterów Warszawy i 9 Maja - zachowały się na nich niemal wszystkie przedwojenne kamienice, których nie zburzyła wojna i nie oszpecił PRL. Poszedłem dalej na południe. Minąłem pomnik Józefa Piłsudskiego i kościół pw. Narodzenia NMP i doszedłem do ulicy Wyszyńskiego, po której jeździ większość linii komunikacji miejskiej. Tą piękną ulicą po długim spacerze przez przystanki doszedłem do dworca. Na mijanych przystankach znalazłem około dwadzieścia biletów - głównie 1,50 i 3,00, choć znalazłem również jeden dobowy za 2,50 i dwa za 5,00zł.
         Na dworzec doszedłem niecałą godzinę przed odjazdem. Byłem tak zmęczony, że od razu usiadłem na peronie i przesiedziałem pół godziny bez ruchu. Spacerując po Stargardzie, Wałczu, Pile i Szczecinku przeszedłem łącznie tego dnia 20 kilometrów, więc musiałem trochę odpocząć. O 18:05 szynobus podjechał na peron i wpuścił pasażerów. Zająłem miejsce siedzące i pociąg szybko się wypełnił. o 18:25 ruszyliśmy w kierunku Szczecina. Dwie i pół godziny minęły mi dość szybko pół-snem, w Drawsku Pomorskim wysiadła jedna trzecia pasażerów, za Stargardem się sciemniło i wysiadłem o 21:00 w ciemnym już Szczecinie.
            Po intensywnym, ale bardzo przyjemnym dniu pojechałem tramwajem na Piotra Skargi, wróciłem do kolegów i poszliśmy spać, bo kolejnego czekała nas pobudka o 5:30.

 

Galeria zdjęć z wyjazdu        


5/7 - Berlin