środa, 22 11, 2017

1 V 2015 - Kołobrzeg

         Za oknem już jasno. Właśnie podjechaliśmy na jakąś stację, ale z górnego łóżka widać tylko kawałek peronu, a na dół nie chciało mi się schodzić. Odjechaliśmy dalej, znowu zaczął się usypiający stukot kół więc zasnąłem jeszcze na chwilę.
         Obudziłem się jakoś pół godziny później, kiedy zajechaliśmy znów na jakąś stację. Patrzę na telefon - 6:28. Zgodnie z planem powinna to być Środa Wielkopolska, ale jako że mamy 70 minut opóźnienia to nawet na to nie liczyłem, może jakiś Ostrów Wlkp., w porywach Jarocin. Schodzę z łóżka, patrzę na korytarzu przez okno, a tu Środa Wielkopolska! Sprawdziłem od razu na infopasazer.pl o co chodzi i okazało się, że nasz pociąg zredukował 74-minutowe opóźnienie do zera w Chorzowie Batorym i dalej jechał punktualnie. Wyjazd do Świnoujścia znów stał się możliwy :)
IMG 2973b          Po minięciu Poznania zaczęło padać, na szczęście przelotnie. Przez kolejne dwie godziny rozpogodziło się i ociepliło, i z minutą opóźnienia o 9:59 błyskawicznie wysiedliśmy na pełnym ludzi peronie na Szczecinie Dąbiu. Szybko spytałem się czy stąd odjedzie pociąg na Świnoujście, okazało się że tak. Minęła 10:02 i zapowiedzieli, że pociąg regio do Świnoujścia przybędzie z opóźnieniem 15 minut. Tłum 150 pasażerów w różne sposoby wyraził niezadowolenie. Pomyśleliśmy sobie, że trudno, mamy czas,  ważne że z TLK zdążyliśmy wysiąść. O 10:20 w oddali pojawił się pociąg na Świnoujście. Tłum już niemal dwustu ludzi zaczął pchać się ku torom. Skład zaczął hamować i oczom wszystkich czekających ukazał się widok pełnego pociągu z zajętymi nawet miejscami stojącymi (był to pociąg z Poznania przez Szczecin do Świnoujścia). Gdy tylko drzwi się otworzyły, dwustuosobowy majdan z bagażami i torbami zaczął napierać do środka. Zmieściło się może 50 osób na styk, reszta mimo wszystko pchała sie dalej z nadzieją na miejsce. My widząc taki tłok jak w Indiach odpuscilismy sobie Świnoujście (kolejny pociąg był za 5 godzin) i postanowiliśmy pojechać do Kolobrzega o 11:09. Czekaliśmy jeszcze pół godziny do jedenastej w międzyczasie obserwując różne zjawiska socjologiczne - między innymi wpływ reakcji kobiety na zachowanie faceta, za próbę badawczą posłużyła nam para: on, prawilny dres - łysa bania i kaszkiet; ona, jego wybranka -legginsy i tapeta. Gdy zobaczyli, ze się nie wcisną, laska zaczęła płakać. Na ten widok jej ukochany dostał przypływu testosteronu i zaczął rzucać k*rwami i robić wyrzuty konduktorowi, ze przez niego nie pojedzie na majówkę do Międzyzdrojów. Kiedy ona przestała się mazać, drechu się uspokoił. Wyszło tak, ze jakoś się zmieścili, ale pociąg stał kolejne dwadzieścia minut, bo każdy przecież chciał jeszcze się dopchać. Koniec końców pociąg odjechał o 11:00 z równym godzinnym opóźnieniem, a dla tych, co się nie zmieścili zapowiedziano zastępczy busik do Świnoujścia, lecz nic takiego się nie pojawiło. My i tak czekaliśmy na pociąg do Kołobrzega, który miał przyjechać o 11:09. Jednak minutę przed 11:09 zapowiedzieli, że przyjedzie z opóźnieniem około 30 minut. 
          Nie no, tego już za wiele. Nie tego oczekiwaliśmy po majówce na Pomorzu Zachodnim.. Przeczekaliśmy zrezygnowani te pół godziny na dworcu przy wifi i poszliśmy na szybko zapełniający się peron. Znów zaczęło się robić tłoczno ale postanowiliśmy, że tym razem już musimy się wepchnąć, nawet na siłę. Podjechał krótki szynobus, w którym był komplet miejsc siedzących. Wsiedliśmy szybko do środka i stanęliśmy gdziekolwiek. Po dziesięciu minutach upychania się ludzi nawzajem ruszyliśmy ściśnięci jak ryby w puszce i tak na stojąco minęły nam dwie godziny z hakiem...
         W Kołobrzegu mieliśmy być o 13:06, a przyjechaliśmy o 14:10. Zrezygnowaliśmy z zoIMG 3006bstawienia bagaży w przechowalni i od razu poszliśmy zobaczyć teren dawnego Starego Miasta. Kołobrzeg niestety prawie nie posiada zabytkowej architektury, wszystko obrócono w ruinę w marcu 1945 podczas bombardowań i zdobywania miasta przez Wojsko Polskie i Armię Czerwoną. Idąc przez park zaszlismy do rozstawionych różnych budek (był tam chyba jakiś festyn) i kupiliśmy sobie po zapiekance (6zł), bo od rana nic nie jedliśmy koczując prawie dwie godziny na Dąbiu. Jedząc obeszliśmy dookoła ogromną Katedrę pw. Wniebowzięcia NMP i Ratusz i wzdłuż Parsęty wróciliśmy do centrum. Wracając zaszliśmy jeszcze do jednego z bloków, żeby wjechać na dziesiąte piętro z nadzieją na piękny widok nad morze (jego ustawienie na to wskazywało). Jednak po wjechaniu na szczyt okazało się, że lekko się przeliczyłem, bo morza prawie widać nie było. Zjechaliśmy z powrotem i poszliśmy w kierunku plaży.
         Po drodze rozglądałem się jeszcze za biletami, ale w Kołobrzegu o nie trudno - na około dziesięciu przystankach znalazłem tylko trzy sztuki - dwa po 0,70zł i jeden za 2,00zł. Minęliśmy dworzec i poszliśmy w kierunku plaży, ale akurat zaczęło lać. Ja miałem parasol, koledzy zmokli :) Na szczęście szybko zeszliśmy z molo i poszliśmy do pizzerii na obiad. Za 12zł każdy miał średnią pizzę na osobę (promocja na piątek). po zjedzeniu i odpoczęciu przeszliśmy jeszcze pod latarnię morską i po zrobieniu zdjęć postanowiliśmy przejść cały  falochron w tę i z powrotem żołnierskim tempem. Wyrobilismy się w dziesięć minut i zaczęliśmy wracać na dworzec mijając jeszcze po drodze pomnik zaślubin Polski z morzem i lapidarium żydowskich mieszkańców Kołobrzega.
         Weszliśmy do postawionego szynobusa i odjechalismy punktualnie o 17:28. Popołudniu już nie było takiego obłożenia jak rano i mogliśmy rozsiąść się na ośmiu miejscach obok siebie. Droga do Szczecina minęła dość szybko, tylko w Trzebiatowie mieliśmy nieplanowane 20 minut postoju (oczywiście chodzi o czekanie na pociąg z naprzeciwka). W Szczecinie IMG 3063bbyliśmy po dwudziestej. W kasie biletowej w dworcu tymczasowym zwróciliśmy niewykorzystane bilety za Anglika i wsiedliśmy w tramwaj trójkę żeby dojechać na Plac Rodła i przesiąść się w 9. Niestety dziewiątka nas ubiegła o minutę i zdecydowałem że nie wysiadając pojedziemy trzy przystanki dalej i do miejsca noclegu dojdziemy kilometr na piechotę. 
      Podsumowując pierwszy dzień majówki nasuwa się jeden wniosek - koleje (nie wiem czy tylko w zachodniopomorskiem) nie są przygotowane na obsługę okresów wypoczynkowych czy świątecznych. Przez tłoki jak w w pociągach z Bombaju musieliśmy zrezygnować z wyjazdu do Międzyzdrojów, a gdy po półtorej godzinie oczekiwania przyjechał nasz opóźniony trzydzieści minut pociąg, tłok był równie wielki, ale jakoś się zmieściliśmy. Ja do narzekajacych ludzi nie należę i dalej będę jeździł koleją, za to inni pasażerowie mają raczej inne progi tolerancji na kolejowe niespodzianki i chyba będą rezygnować z pociągów.

 

Galeria zdjęć z wyjazdu

Część 3/7 - Świnoujście & Międzyzdroje