sobota, 18 11, 2017

31 I 2015 - Warszawa

    IMG 1453Ferie planowałem już od września. Na początku chciałem odwiedzić Szczecin, Koszalin i Kołobrzeg, potem zmieniłem plan na Łódź, Ostrów, Jarocin, Jelenią Górę, Tczew i Włocławek, ale zrezygnowałem z tego wariantu z powodu wycofania biletów w Jarocinie i Tczewie. Pod koniec grudnia obmyśliłem trasę, która ostatecznie przybrała kształt Lublin -> Warszawa -> Łódź -> Częstochowa -> Opole -> Zielona Góra -> Kostrzyn -> Gorzów Wlkp . -> Bolesławiec -> Legnica -> Świdnica -> Nysa -> Kędzierzyn Koźle -> Racibórz -> Gliwice -> Kielce -> Lublin. Jak widać ferie spędziłem głównie na Śląsku (Górnym i Dolnym), śladami dawnej przeszłości piastowskiej i niedawnej przeszłości niemieckiej.
    Wyjazdy zacząłem w sobotę 31.01.2015 o 6:27 w pociągu TLK 28100 'Gałczyński' rel. Lublin - Szczecin. Bilet na trasę Lublin - Warszawa Centralna (175km, 19,40zł) kupiłem już 7 stycznia. Na lubelski dworzec dostałem się trolejbusem. Swoje miasto zostawiłem z ohydną pogodą - ciągle padało, zamiast trawników było błoto a jedynym dźwiękiem poza silnikami samochodów był szum wody spływającej do kratek kanalizacyjnych. Miałem nadzieję, że na trasie to się zmieni, bo co to za ferie z deszczem i błotem zamiast śniegu? Zająłem swoje miejsce w wagonie bezprzedziałowym i o 6:27 ruszyliśmy. Zasnąłem od razu i obudziłem się już za Puławami. Patrzę za okno - a tu bialutko :) Śnieg całe szczęście padał przez całą trasę i Warszawa przywitała mnie o 8:50 ośnieżona.
    W jednym z kiosków na centralnym kupiłem dobowy za 7,50zł. Na Warszawę miałem niecałe 8 godzin - o 16:48 miałem InterRegio do Łodzi. W Warszawie miałem do zrobienia trzy rzeczy - odwiedzić blok przy ul. Grzegorzewskiej 3, w którym kręcono serial Alternatywy 4, zaliczyć brakujące odcinki sieci tramwajowej i na końcu odebrać osobiście zakupione na Allegro bilety z Dzierżoniowa. Plan nie był nadzwyczajny, ale nie chciałem po raz kolejny chodzić po Starówce czy zwiedzać muzea.
    Pojechałem metrem na Kabaty do końca, bo na tym krańcu warszawskiego metra jeszcze nie byłem. Cofnąłem się potem trzy stacje na Natolin, żeby dotrzeć na ulicę Alternatywy 4. Podjechałem dwa przystanki 136  i wysiadłem przy ul. Cynamonowej. Blok, w którym kręcono serial trudno dziś poznać, ponieważ kilka lat temu został docieplony i nie przypomina tego z serialu. Na szczęście w rozpoznaniu pomaga mała tabliczka - 'Grzegorzewskiej 3, dawniej Alternatywy 4' oraz słynny szyld 'Ginekolog Stomatolog' przy wejściu. Dawne wejście do klatki jest dziś wejściem do gabinetów ginekologa stomatologa, więc do bloku trzeba wejść od tyłu. Niestety było zamknięte, domofonu nikt nie odbierał, ani nikt nie wchodził i wychodził przez najbliższe dziesięć minut. Szkoda, obejrzałem jedynie blok z zewnątrz. Wróciłem na przystanek, 136 zawiozło mnie z powrotem na Metro Natolin i metrem dojechałem na Politechnikę.
    Tu zacząłem jazdę po brakujących odcinkach sieci tramwajowej - wsiadłem w 14, która z Placu Zbawiciela zawiozła mnie na pętlę Banacha. Tramwaj mija po drodzę piękny budynek Politechniki Warszawskiej, Filtry oraz Najwyższą Izbę Kontroli. Na Banacha po kilku minutach czekania wsiadłem w 1, którą dojechałem w okolice Cmentarza Powązkowskiego, po drodze mijając duży stary kościół przy ul. Grójeckiej z początku XX wieku oraz dworzec Warszawa Główna, który dziś pełni funkcję muzeum kolei. Przy cmentarzu wsiadłem w 27 i dojechałem do pętli Metro Marymont. Stąd pojechałem szóstką na Pragę. Po długiej jeździe i przejechaniu Wisłu wysiadłem przy Kijowskiej. W końcu mogłem przejechać się ul. Targową, która przez dobrych kilka lat była zamknięta z powodu budowy II linii metra. Co ciekawe, we wszystkich wagonach metra ponaklejane są schematy przedstawiające już dwie linie - mimo że nadal czynna jest tylko jedna.
    Z Kijowskiej pojechałem na kolejną pętlę na Pradze - siódemką na Kawęczyńska-Bazylika, po drodze mijając Dworzec Wschodni oraz tramwajową Zajezdnię Praga. Przy Kawęczyńskiej zrobiłem sobie krótką przerwę na dziesięciopiętrowy blok, żeby zrobić zdjęcia widoku z niego. W tym bloku była ciekawa winda - nie ruszy, dopóki nie domknie się drewnianych drzwiczek jak w saloonie. Z tego wieżowca widać m.in. Stadion Narodowy, PKiN oraz wiele klimatycznych praskich kamienic z czerwonej cegły, na których niekiedy widać dużo śladów po kulach z czasów wojny, jak na przykład na rogu Stalowej i Konopackiej. Na Pradze przetrwała w dużej mierze zabudowa przedwojenna - a to z tego powodu, że po Powstaniu Warszawskim prawobrzeżna Warszawa była już opanowana przez wojska radzieckie i Niemcy nie mogli wyburzyć tamtejszych kamienic. Tyle szczęścia w wojennym nieszczęściu.
    Po zdjęciach wróciłem na Centralny a z niego podjechałem na Świętokrzyską pod Pocztę, żeby się spotkać i odebrać bilety kupione od sprzedawcy z Allegro. Dał mi nawet jeden gratis - biały z Dzierżoniowa za 0,70zł o jaśniejszym odcieniu. Odebrałem, podziękowałem i poszedłem coś zjeść, bo to już pora obiadowa. Po jedzeniu na Nowym Świecie pojechałem ósemką na przystanek węzłowy Okopowa. Tu zaczekałem na 23, które zawiozło mnie z powrotem na Pragę, tym razem na inną pętlę - Czynszowa, na której jeszcze nie byłem. Tramwaj jechał Trasą W-Z pod Starym Miastem i na chwilę przed szesnastą dojechał na końcowy przy Czynszowej. Była już 16:00, więc kierowałem się na Dworzec Wschodni. Wróciłem trzy przystanki tym samym 23, podszedłem na przystanek Dw. Wileński i stąd podjechałem 13 na Wschodni.
    Mój InterRegio do Łodzi był już podstawiony. Spodziewałem się składu wagonowego, jak dawniej, ale na peronie czekała nowoczesna jednostka EN57 z logo Województwa Łódzkiego. Zająłem swoje miejsce i o 16:48 ruszyliśmy. Warszawę opuszczałem z taką samą pogodą, z jaką rano Lublin - śnieg zdążył już stopnieć i wszędzie było błoto i kałuże. Po półtorej godziny przerywanego snu pociąg minął Koluszki. Zacząłem się zbierać i o 18:35 wysiadłem na Widzewie. Szczęśliwie Łódź przywitała mnie świetną pogodą - oddychało się rześkim, mroźnym powietrzem, z dachów zwisały sople a pod butami skrzypiał śnieg. Ostatni raz na tym dworcu byłem jeszcze przed remontem (Łódź odwiedzam co kilka miesięcy, ale ostatnio PolskimBusem), więc nowe perony i halę dla pociągów ŁKA zobaczyłem po raz pierwszy. Na dworcu Łódź Widzew kupiłem sobie w automacie aglomeracyjny za 7,20zł (w kioskach nie było), oraz bilet na ŁKA (Łódzką Kolej Aglomeracyjną) na trasę Łódź Kaliska - Pabianice, również na jutro.
    Po kupieniu biletów poszedłem na 69. Za przegubowcem stał gotowy do odjazdu Jelcz z włączonym silnikiem, więc podbiegłem i jak tylko wsiadłem do pustego autobusu, kierowca ruszył. Zaskoczyła mnie lekko trasa, bo zamiast jechać prosto na Rondo Inwalidów, autobus pojechał naokoło przez Służbową. Potem wrócił na znaną mi trasę i chwilę po dziewiętnastej wysiadłem przy Gojawiczyńskiej/Felińskiego, gdzie miałem nocleg u rodziny.
    Jak już wspomniałem, dzisiejszy dzień nie był jakiś szczególny. Warszawa była rozgrzewką przed długim chodzeniem po ruinach twierdzy w Kostrzynie, zwiedzaniem Nysy czy spacerowaniem po Gliwicach.

 

Galeria zdjęć z wyjazdu

 

Część 2/7 - Łódź & Konstantynów & Pabianice