środa, 22 11, 2017

3 I 2015 - Iława & Ostróda

    Dziś było ciekawie :) Na początku plan zakładał wyjazd do Iławy i Ostródy w piątek 2.01, a do Chojnic i Starogardu w sobotę 3.01, ale wyjazdy zamieniłem wzajemnie dniami po to, by w Chojnicach być w dzień powszedni w celu nabycia biletów w punkcie sprzedaży (co okazało się zbędne, bo bilety i tak kupiłem u kierowcy, ale skąd mogłem wiedzieć, że mi się uda). Kilka dni wcześniej upewniłem się, że zmiana dnia odjazdu do Iławy nie będzie miała wpływu na połączenie. Pociągi sprawdziłem, w sobotę kursują również, więc wszystko wyglądało jak w dniu powszednim.
    Aby dostać się do Iławy musiałem rano pojechać pociągiem do Olsztyna o 7:34, w Olsztynie wysiąść o 9:30 i o 9:50 wsiąść w pociąg do Iławy, by wysiąść tam o 11:02. Z Iławy miałem potem się "cofnąć" do Ostródy o 12:41. Z tego wynika, że na zwiedzanie Iławy miałem około 1 godziny 40 minut. To w sam raz, biorąc pod uwagę odległość dworca głównego w Iławie od centrum. Ale po kolei.
    Na dworcu w Elblągu byłem juz o 7:10. Do odjazdu pociągu miałem około 20 minut, więc poszedłem zobaczyć na perony. Pociągu do Olsztyna jeszcze nie było, pewnie niedługo go podstawią. Mijały minuty, a pociągu nadal nie było. Zwróciłem również uwagę na niemal kompletny brak pasażerów na dworcu - czyżbym miał jechać sam? Coś zaczęło mi tu nie grać. Z lekkim niepokojem podszedłem do tablicy odjazdów. A tam, przy Regio do Olsztyna o odj. 7:34 jak byk oznaczenie (1)-(5) (od poniedziałku do piątku).
    Nie wiem jak udało mi się to wcześniej przeoczyć. Po kilku sekundach bezradności przyszło poddenerwowanie. Bo niby co mam zrobić? Pojechać do Malborka i wsiąść w pociąg do Iławy? Niby mądre, tylko że taki pociąg kursuje z Malborka albo o 6:00  albo o 14:00 . a była 7:30. Do Olsztyna kolejny pociąg odjeżdżał też o jakiejś jedenastej. Wyglądało na to, że cały zaplanowany dzień odwiedzenia Iławy i Ostródy pójdzie tam, gdzie zazwyczaj idą plany, które nie wychodzą. Po chwili przyszło możliwe rozwiązanie - PKS. Obleciałem wszystkie 11 stanowisk z rozkładami. Do Ostródy odjeżdżał autobus o 14, do Iławy o 12. Beznadzieja. Nagle zobaczyłem połączenie Elbląg - Warszawa przez Ostródę o 9:30 - no, już lepiej. Bilet studencki miał kosztować niecałe 12zł. Gorzej to wyglądało po zapoznaniu się z rozkładem - autobus w Ostródzie zatrzymywał się o 10:35 - o tej samej godzinie i minucie,  o której pociąg Olsztyn - Iława, którym miałem jechać, opuszczał Ostródę.
    Powrót do punktu wyjścia - czyli brak pomysłów co dalej. Była już ósma. Nagle oświecenie - a co z InterCity? Z Elbląga za 20 minut miał odjeżdżać TLK 58100 "Żuławy" relacji Olsztyn - Szczecin przez Malbork, a z Malborka o 10:30 miałem kolejny TLK do Iławy, do której miałem przyjechać o 11:12. Dziesięć minut mniej na zwiedzanie Iławy niż pierwotnie zakładał plan, ale przynajmniej się tam dostanę i wrócę jeszcze tego samego dnia z Mazur. Już nie przejąłem się sytuacyjnym, niezaplanowanym wydatkiem 16,5zł na TLK relacji Elbląg -> Malbork -> Iława. Ważne, że jadę i przy okazji będę miał dwie godziny w Malborku.
    Słońce już w międzyczasie zdążyło wstać, a na dworzec od razu zaczęło przybywać ludzi. To znaczy, że ten skład w sobotę jeździ na pewno :) W oczekiwaniu na mój pociąg do Malborka na stację wjechał skład w przeciwnym kierunku - TLK 51119 na Białystok (Małkinię). W składzie tego pociągu po raz pierwszy w życiu zobaczyłem wagon z miejscami do leżenia przerobiony na wagon z miejscami do siedzenia - środkowe łóżko zostało zdemontowane, pasażerowie siedzą czwórkami na dolnym łóżku, a górne służy jako miejsce na bagaż. Ten pociąg odjechał, a po czterech minutach przyjechał mój do Szczecina przez Malbork. Wysiadłem tu o 8:50.
    Z racji niemal dwugodzinnego czasu na przesiadkę poszedłem w miasto. Idąc wzdłuż alei Rodła udało mi sie znaleźć wiele biletów - większa część z nich była w nowym, wchodzącym właśnie wzorze. Dobrze trafiłem :) A teraz trochę o historii i architekturze.
    Podczas wojny ucierpiało wiele niemieckich miast - czy to za sprawą alianckich bombowców, czy też radzieckich moździerzy. Zniszczone zostały całe obszary staromiejskie takich miejscowości jak Gdańsk, Elbląg czy Malbork, ale po wojnie Gdańsk odbudowano w miarę wiernie, Elbląg odbudowuję się teraz mniej dokładnie (ściślej - wcale nie dokładnie), ale za to w Malborku popełniono zbrodnię na architekturze. Ze zniszczonego Starego Miasta odbudowano tylko Zamek, Kościół św. Jana i Ratusz Staromiejski. Wszędzie indziej, w miejscu przedwojennych kamienic, stoją bloki. Małe PRLowskie klocki. I jeszcze jak na złość nazywają to Starym Miastem. Porobiłem jeszcze trochę zdjęć tego smutnego widoku, w którym spod nędznych białych bloczków wystają czerwone cegły dawnych gotyckich kamienic i poszedłem z powrotem w kierunku dworca.
    Tu o 10:20 zapowiedzieli, że mój pociąg do Iławy o 10:32 jest opóźniony około 10 minut. Kiepsko. Na początku w Iławie miałem być o 11:02, potem o 11:12, a teraz wychodzi że będę tam o 11:22 i na zwiedzanie będę miał ledwo ponad godzinę. Napięcie czasowe tylko mnie zmobilizowało. Wysiadłem z opóźnionego pociągu na perony w Iławie i zanim wyszedłem z dworca była już 11:30. A kolejny punkt programu, pociąg do Ostródy, miał być o 12:41.
   Z dworca do centrum Iławy (na Rynek) jest niecałe 3 kilometry. Najbliższy autobus MZK do miasta odjeżdżał o 12:00, więc to nie wchodziło w grę. Zacząłem zasuwać najszybciej jak się da, żeby zdążyć dojść do Ratusza, zrobić parę zdjęć, rozejrzeć się za biletami i co najważniejsze zdążyć na kolejny pociąg. Momentami nawet biegłem, ale nie było to ani łatwe z powodu pełnego plecaka, ani przyjemne z powodu wiatru, który jak się później okazało pozrywał w okolicy parę linii energetycznych.
    Do Ratusza doszedłem (dobiegłem?) po ok. 25 minutach. Po drodze, przy ul. Niepodległości minąłem XVIII-wieczne rzeźby rzymskich bogów przeniesione z pałacu w Kamieńcu koło Susza. Pałac w Kamieńcu był rezydencją Napoleona podczas jego wojny z Prusami. To stąd wydawał wszelkie rozkazy; można więc powiedzieć, że przez kilka miesięcy Kamieniec Suski był na swój sposób stolicą Europy. Niestety, pałac został spalony w 1945 (kto zgadnie, przez kogo? ...), a uratowane stamtąd rzeźby odrestaurowano i ustawiono w Iławie.
    Koło Ratusza zrobiłem parę zdjęć "wczoraj i dziś" i poszedłem na iławski "Rynek". Na Iławie również popełniono architektoniczną zbrodnię, tyle że z premedytacją. W Malborku poza Zamkiem odbudowano chociaż Ratusz i Kościół św. Jana, tutaj zaś nie pokusili się choćby o jedną kamienicę. Strasznie to wygląda, jeśli ma się przed oczami przedwojenną pocztówkę. Lekko przygnębiony tym widokiem wróciłem w kierunku dworca, tym razem brzegiem zamarzniętego Jezioraka mijając po drodze wiekowy kościół Przemienienia Pańskiego. Ciekawostka - to właśnie Jeziorak, którego brzegiem szedłem, jest najdłuższym jeziorem w Polsce, ma około 26 kilometrów długości.
   Była już 12:05, a pociąg miałem o 12:41. Doszedłem do pierwszego lepszego przystanku, patrzę na rozkład i proszę bardzo - linia 3 na dworzec o 12:10 :)
U kierowcy zabytkowego Autosana z harmonijkowymi drzwiami kupiłem bilet za 3,10zł (2,80zł + 30gr opłaty) dwukrotnego kasowania. O 12:20 byłem już na dworcu. Miałem jeszcze kilkanaście minut, więc porobiłem trochę zdjęć i znalazłem parę biletów.
    O 12:45 przyjechał lekko opóźniony EN-57 z Jabłonowa Pomorskiego do Olsztyna przez Iławę i Ostródę. Pół godziny jazdy i wysiadam. Dworzec w Ostródzie jest przepiękny. Odnowiono go tak ślicznie, że tylko patrzeć. Za sprawą swoich rzeźbionych zdobień - rozet i liści klonu - przypomina dworzec w Starogardzie Gdańskim. Dodatkowo, wewnątrz budynku w Ostródzie. na ścianach wiszą piękne przedwojenne fotografie Ostródy w dużych formatach. W takim dworcu aż chce się czekać na pociągi :)
    Była już  13:20, na Ostródę miałem czas do 15:07, a więc niepełne dwie godziny. Poszedłem w kierunku ostródzkiego zamku znajdując po drodze wiele biletów. Co ciekawe, komunikację miejską w Ostródzie obsługuje firma na co dzień zajmująca się statkami - Żegluga Ostródzko-Elbląska. Mimo to bilety wyglądają jak zwykłe bilety komunikacji miejskiej i są bardzo ładne, widać że mają dobrego grafika. Spod zamku przeszedłem na ostródzkie "molo" nad Jeziorem Drwęckim. Idąc nad to molo i mijając po drodze różne budynki przypomniałem sobie, że w Ostródzie byłem również latem 2009 roku - nie mogłem zapamiętać jakie to wówczas było miasto a teraz podczas pobytu stare widoki zapisane w pamięci nagle się odnalazły, przypomniały i potwierdziły mój zapomniany pobyt sprzed pięciu lat. Fajne uczucie :) Po chwili stania w altance na molo wróciłem szybko za jakieś budynki, bo tego wiatru urywającego łeb na dziś za wiele, musiałem mocno trzymać aparat i założyć pasek na rękę dla pewności. 
    Mijając po drodze ostródzki zamek  przeszedłem na teren dawnego Rynku. Dawnego, bo dziś nie ma po nim śladu. Jedynym świadectwem przeszłości miasta jest stojąca na środku placu fontanna, którą zdjęto tuż po wojnie. Widniały na niej wizerunki trzech niemieckich cesarzy. Ustawiono ją z powrotem w 2004 roku z okazji przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Zamiast wizerunków cesarzy widnieją dziś na niej trzy herby - herb Ostródy, herb niemieckiego miasta partnerskiego - Osterode am Harz oraz w trzecim polu flaga UE.
    Poza fontanną nie ma śladu przedwojennej zabudowy. Nie ma ratusza, nie ma kamienic. Tu miałem do zrobienia dużo zdjęć porównawczych, do których link znajduje się na dole. Po zrobieniu zdjęć zacząłem wracać w kierunku dworca. Poszedłem ulicami Pułaskiego, Stapińskiego, Czarnieckiego i doszedłem do Galerii Mazurskiej przy ul. Jana Pawła II, bo akurat miałem chęc na jakieś ciastka, a i na pociąg trzeba było coś kupić. Pociąg miałem o 15:07, a przy kasie przede mną stał jakiś gruby Janusz, który robił zapasy kiełbasy i piwa. Była już 14:50, a on dopiero zaczynał szukać drobnych po kieszeniach. Myślałem, że nie zdążę, bo nie miałem przy sobie mapy z okolicą. Musiałem więc szybko wyjść i kierować się jedynie orientacją. Poszedłem w kierunku, w którym musiał być dworzec. Minąłem ul. Pieniężnego, przeszedłem przez malutki park i zza drzew pokazał się dworzec. Zdążyłem.
    Pociąg regio "Łyna" z Gdyni do Olsztyna przez Iławę i Ostródę zestawiony z nowoczesnego zespołu trakcyjnego z Newagu przyjechał punktualnie o 15:07. Pojazd był bardzo cichy wewnątrz i miał wygodne siedzenia. Jedyną jego wadą były głosowe zapowiedzi - robot (żeńska wersja Ivony) najpierw mówi po polsku: "następna stacja - Stare Jabłonki", a potem po angielsku: "next station - Stare Jabłonki", zupełnie jakby nie mogła powiedzieć "następna stacja, next station - Stare Jabłonki". Lub w ogóle nie zapowiadać stacji po angielsku. Bo po co? Zagraniczny turysta jest chyba wystarczająco rozumny, żeby załapać , że powtarzający się co stację komunikat z nazwą przystanku w języku polskim, którą widzi na tablicy za oknem, nie jest prognozą pogody czy wyciągiem z regulaminu.
     W Olsztynie byłem równe pół godziny później. Wysiadłem na dworcu zachodnim, żeby mieć pewność, że zdążę się przesiąść. Po kilku minutach czekania, o 15:45 podjechał EN-57, którym zadowolony wróciłem do Elbląga.

Zdjęcia:

Galeria zdjęć z wyjazdu

Iława wczoraj i dziś

Ostróda wczoraj i dziś

Część 4/5 - Elbląg (Kolej Nadzalewowa)