środa, 22 11, 2017

1 I 2015 - Warszawa & Olsztyn

    Swój sześciodniowy cykl wyjazdów po Warmii, Mazurach i Pomorzu zaczynam w Lublinie 1 stycznia o 3:10. O tej godzinie musiałem wyjść od kolegi z sylwestra, żeby zdążyć na PolskiBus do Warszawy o 5 rano. Miałem początkowo zamówić taksówkę na 4:20 i spokojnie bez pośpiechu dojechać na PKS. Niestety nie udało się dodzwonić na taxi, mimo że próbowałem nawet dzień wcześniej o 18, potem o 22, ale za każdym razem otrzymywałem odpowiedź, że realizują tylko zadania bieżące (nie można zamówić taksówki z wyprzedzeniem). Zadzwoniłem więc o 3 rano na trzy różne numery - zero odbioru, linia zajęta. Musiałem więc skorzystać z planu B, czyli pieszego dojścia czterech kilometrów na pętlę linii nocnej o 3 w nocy, bo kolega mieszka niemal pod miastem. Wyszedłem więc od niego chwilę po 3 w nocy i idąc ulicami Dożynkową, Do Dysa i Wojtasa przez niecałą godzinę doszedłem na Paderewskiego. Tu o 4:07 wsiadłem w przegubowe N3, które zawiozło mnie na Plac Wolności. Tu musiałem przesiąść się w N2, żeby dojechać na PKS. Na dworcu odczekałem 15 minut i na stanowisko 0 podjechał autokar Polskiego Busa.
    Zająłem swoje ulubione miejsce w czwartym rzędzie za środkowymi drzwiami przy oknie :) Autokar nie był zapełniony nawet w jednej trzeciej; jechało maksymanie kilkanaście osób, w tym czterech Rosjan (dwóch z kazachskimi rysami twarzy, co było dość egzotyczne, jak na autobus z Lublina o piątej rano). Korzyścią z nieprzespanej sylwestrowej nocy było błyskawiczne zaśnięcie, jeszcze przed wjazdem na S17. Obudziłem się jak na komendę dwie godziny później, na skręcie pod granicą Warszawy z DK17 w DK2 (Trakt Brzeski). Około 7:30 autobus dojechał do pętli przy ul. Wilanowskiej.
    Warszawa 1 stycznia po sylwestrze robi wrażenie miasta opuszczonego, wymarłego. Niby nic odkrywczego, bo kto przed ósmą rano w Nowy Rok będzie bujał się po mieście, a jednak widok pustej stolicy robił niecodzienne wrażenie. Z pełnego zazwyczaj przejścia do metra wychodziły zaledwie pojedyncze osoby, a na zwykle zakorkowanej w tym miejscu al. Puławskiej przejechało tylko kilka samochodów. Do odjazdu Polskiego Busa do Olsztyna miałem niecałe trzy godziny (odj. 10:35 z Metra Młociny). Na Wilanowskiej wsiadłem w tramwaj czwórkę i po dwudziestu minutach wysiadłem przy Centrum. Stąd wręcz z nudów poszedłem na Dworzec Centralny oglądać pociągi. Za sprawą mgły, mijany przeze mnie Pałac Kultury był niemal niewidoczny, zupełnie jak gdyby jego wieża była zburzona. Na dworcu trafiłem akurat na dwa składy EIP (Pendolino) - jeden do Gdyni, drugi do Krakowa. Po kilku zdjęciach wyszedłem z dworca i żeby dojechać do Młocin wsiadłem w siedemnastkę i przejechałem do samej pętli. Do odjazdu miałem godzinę, więc ten czas spędziłem w poczekalni i zjedzeniu czegoś na poranny posylwestrowy głód.    
    Autobus do Olsztyna podjechał punktualnie. Tu również nie było tłoku - ledwie dwadzieścia osób. Trafiłem na jakiś ciekawy autokar - zamiast czerwonych, skórzanych obić na siedzeniach miał niebieską tapicerkę i taki ciekawy podnóżek na łydki odchylany za pomocą dźwigni przy siedzeniu. Po cofnięciu fotela ma się prawie małe łóżko :) Dzięki sylwestrowej imprezie również w tym autobusie błyskawicznie zasnąłem - odleciałem tuż za Młocinami a obudziłem się niemal dwie i pół godziny później na olsztyńskim Kortowie.
    Wysiadłem o 13:30 przy dworcu PKP. Miałem ochotę na jedną ze słynnych olsztyńskich zapiekanek, niestety z racji Nowego Roku wszystko było zamknięte. Poszedłem więc ulicą Partyzantów w kierunku centrum po drodze robiąc zdjęcia "wczoraj i dziś" - miałem uprzednio zgrane na czytnik zdjęć fotografie przedwojennego Olsztyna i szedłem w to samo miejsce robić zdjęcie współczesne. Link po przeczytaniu na dole strony :)
    Po drodze mijałem między innymi chłopaków bawiących się petardami między kamienicami, poza tym na niemal każdym chodniku leżały wilgotne resztki wyrzutni, moździerzy i rakiet. Świeży, posylwestrowy krajobraz. Doszedłem do ul. 1 Maja i zszedłem w dół, potem na ulicę Piłsudskiego, żeby robić kolejne zdjęcia. Przez cały czas oczywiście starałem sie znaleźć jakieś bilety, lecz trudno było cokolwiek trafić. Na szczęście daremny trud wynagrodziła mi znaleziona leżąca na środku chodnika dycha :)
    Była już 14:20, a odjazd pociągu do Elbląga miałem o 15:45. Zdecydowałem się, że wsiądę na dworcu Olsztyn Zachodni, ponieważ leży bliżej Starego Miasta, które właśnie szedłem zwiedzać. Od mojego ostatniego pobytu (17 stycznia 2014) trochę się zmieniło - przede wszystkim udostępniono Wysoką Bramę, pod którą teraz można było przejść. Wykopaliska przed nią jednak pozostały. Przeszedłem więc przez Bramę, żeby porobić trochę zdjęć starego centrum Olsztyna. Nie jest ono jednak tak ściśle zabytkowe jak mogłoby się wydawać. Niemal 80% zabudowy Starego Miasta zostało spalone przez czerwoną hołotę, która gwałcąc, rabując i pijąc na umór świętowała zdobycie w styczniu 1945 pierwszego większego niemieckiego miasta Allenstein.
    Żeby nie pozostawić niedomówień i być uczciwym wobec historii - Olsztyn został opanowany w nocy z 21 na 22 stycznia 1945 roku przez 3 Korpus Kawalerii Gwardii Armii Czerwonej pod dow. gen. Nikołaja Oslikowskiego w wyniku błyskawicznego manewru przy minimalnych zniszczeniach w zabudowie miasta. Przez cały okres przebywania Kawalerii w Allenstein (22-27 stycznia) miasto nie było celowo niszczone. Gdy 27 stycznia kawalerzyści Oslikowskiego opuścili miasto na rozkaz dowódcy 2. Frontu Białoruskiego, miasto było całe. Splądrowane, ale całe. Miejsce kawalerzystów zajęli później żołnierze z 48. armii radzieckiej. To oni mordowali, rabowali i gwałcili, a w przypływie antyniemieckiego szału podsycanego przez dowódców, na początku lutego zaczęli podpalać wszystkie możliwe kamienice na rynku Starego Miasta, jak i przyległych do niego ulic. Jeden przekaz mówi nawet, że konkretnie napruci żołnierze podczepili sieć tramwajową do lufy czołgu i przejechali tak ze dwa kilometry zrywając pod drodze wszystkie fasady zabytkowych kamienic, do których linia była przymocowana.
    Poszedłem więc obejrzeć to, co przetrwało wojnę lub zostało odbudowane w socrealistycznym stylu tuż po wojnie i w latach pięćdziesiątych. Tu, na Starym Mieście zrobiłem kolejne zdjęcia porównawcze. Zrobiłem kurs ulicami Prostą -> Warszawską -> Mochnackiego -> Szrajbera -> Staszica i wróciłem na Rynek. Była już 15:10 i spotkałem jakiegoś typa z zapiekanką przy ul. Prostej. Byłem dość głodny, więc spytałem się go, gdzie można sobie to kupić. Pokazał na jedyny otwarty lokal przy ul. Prostej. Zamówiłem jedną z sosem czosnkowym, czekałem niecałe pięć minut. Jedząc, poszedłem alejkami wzdłuż Łyny przez park w kierunku dworca. Oficjalnie park jest chyba zamknięty, ale widziałem tam innych ludzi, którzy ogrodzenia obchodzą  z taką łatwością, z jaką internetowi piraci omijają rządowe blokady. Po dziesięciu minutach spaceru przez park wzdłuż rzeki i mijając po drodze kościół garnizonowy doszedłem na perony dworca. Już zmierzchało.
    Na peronach stało wielu ludzi, ale część z nich odjechała pociągiem o 15:38 do Bydgoszczy. Ja wsiadłem o 15:45 w swój pociąg do Elbląga. Pamiętałem sprzed roku, jadąc również z Olsztyna do Elbląga, jak grzejniki pod siedzeniami grzały tak konkretnie że prawie wysiedzieć się nie dało. Tak było i tym razem :) Pociąg po niecałych dwóch godzinach jazdy (98 km) dojechał do Elbląga.

Zdjęcia:
Galeria zdjęć z wyjazdu

Olsztyn wczoraj i dziś

Część 2/5 - Starogard & Chojnice