sobota, 18 11, 2017

Kazimierz Dolny & Puławy

Galeria zdjęć

 

Korzystając z wolnej soboty zdecydowałem się z kolegą na regionalny wyjazd nad nasze lubelskie nadwiślańskie miasta. Dodatkową motywacją była dobra pogoda jak na ten ciepły styczeń – nie padał deszcz. Oprócz tego w Puławach pojawiły się nowe bilety, więc było po co jechać.

Ubezpieczeni w wypieki z piekarni na targu na Ruskiej wyjechaliśmy z lubelskiego dworca PKS o godz. 09:25 busem do Kazimierza Dolnego (ArniBus, 52 km, 8,-zł). Jazda minęła przyjemnie, choć w busie było trochę ciasno. Po mniej więcej godzinie jazdy dojechaliśmy na kazimierski przystanek autobusowy bo dworcem nijak nie idzie tego nazwać. Po rozprostowaniu kości chwilę rozgrzaliśmy robiąc pompki na ławce, bo dość zimno się zrobiło w porównaniu z busem. Trochę ruchu i już cieplej :)

Pierwszy widok z przystanku autobusowego to oczywiście kazimierska Fara.(1)

Kościół wybudowano w roku 1325, spłonął w pożarze w 1561 r., odbudowany w stylu renesansowym w roku 1586 i to właśnie ta odbudowa nadała mu obecny wygląd.

Z tego samego miejsca jest również widok na ruiny zamku wzniesionego w XIV wieku.(2)

Po tych dwóch zdjęciach ruszyliśmy w kierunku Rynku. Idąc ulicą Podzamcze spotkaliśmy typowy, wręcz tradycyjny kazimierski widok. Grupa cyganek ruszała właśnie do pracy – niskie, przysadziste baby o ciemnej karnacji w fioletowych szalach i czarnych sukniach szła kilkadziesiąt metrów przed nami kręcić lewe biznesy. O cygankach w Kazimierzu Dolnym będzie jeszcze w dalszej części :)

Weszliśmy na Rynek. Idąc jego zachodnią pierzeją schowaliśmy się gdzieś za kolumnami jakiejś kamienicy, by udokumentować cygańską pracę – dziwię się chłopakowi, który z ciekawością wysłuchuje tych szemranych przepowiedni. Z tyłu za studnią widać kilka dziewczyn, które wesoło obserwują całe „zajście” :) (3)

Daliśmy sobie spokój z cyganerią i poszliśmy trochę pozwiedzać, bo Kazimierz to przecież lubelska perła polskiego średniowiecza dopieszczona przez renesans i barok - a to wszystko w jednej, malutkiej 2-tysięcznej mieścinie :)

Kilka zdjęć z Rynku - wschodnia pierzeja (4), budynek zamykający Rynek od południa (5) oraz widok od południa na kazimierski Rynek z ulicy o tej samej nazwie. (6)

Idąc kilkanaście metrów dalej dochodzimy do przejścia przez ul. Senatorską. Wśród kamienic po zachodniej części tej ulicy wyróżnia się Kamienica Celejowska (na środku kadru, z ciekawymi zwieńczeniami) - obecnie muzeum (7). A my idziemy przez przejście i dochodzimy do ul. Klasztornej - stąd jest widok na Sanktuarium Matki Boskiej Kazimierskiej mieszczące się w Kościele pw. Zwiastowania Najświętszej Maryi Pannie, do którego prowadzą schody. (8),(9),(10)

Przy kościele jest mały punkcik widokowy, co prawda nie tak wysoki, jak Góra Trzech Krzyży, ale też widać stąd co nieco (11),(12),(13),(14). Malowidło na zewnętrznej ścianie świątyni (15), oraz odrestaurowane wnętrze z bogato zdobionym drewnianym ołtarzem (16). W przedsionku kościoła wmurowane zostały tablice upamiętniające ważne osobistości - małżeństwo wojewodów wołyńskich - "Hrabia Józef Kanty z Tęczyna Ossoliński herbu Topór" oraz "Teresa ze Stadnickich Ossolińska" - zmarłych odpowiednio w 1780 i 1776 roku. (17),(18).

Żeby wrócić do miasta po wyjściu z kościoła znów trzeba przejść w dół schodami - na zdjęciu dziewiętnastym jest informacja o ich twórcy. (19)Po zejściu schodami w dół skręciliśmy w lewo ulicą Krakowską - ulica ta mieści największą ilość wynajmowanych turystom pensjonatów. (20) Tu mamy gospodarza jednego z domków :) (21)

Zawróciliśmy z powrotem do ul. Klasztornej. Jest stąd ciasny widok na Rynek i Kościół Farny. (22) Idąc dalej klasztorną wróciliśmy do skrzyżowania z ul. Senatorską. Skręt w lewo, i widzimy lepiej kamienice, o których była wcześniej mowa, oraz najważniejsza z nich - Kamienica Celejowska. (23),(24),(25)Mijamy kamienice i idziemy dalej brukowaną uliczką - tu dochodzi się do nadwiślańskiego bulwaru. Zdjęcia robione z tego samego miejsca w różnych kierunkach - (26),(27),(28),(29).

Nad Wisłą dosyć wiało, więc marszem wróciliśmy na ul. Senatorską. W jednej z kamienic przy tej ulicy mieści się Dom Restauracyjny Sarzyńskich - lokal z tradycjami mieszczący restaurację, winiarnię oraz piekarnię. My (a raczej tylko ja) skorzystaliśmy z usług piekarni - kupiłem sobie regionalne wypieki - cebularz maślany i kulebiaka - coś jak bułka z przyprawioną zasmażaną kapustą w środku. O ile cebularz był trochę suchy i jakby wczorajszy, to druga bułeczka była jeszcze wręcz ciepła :) Przeszliśmy przez Mały Rynek i doszliśmy do odrestaurowanego renesansowego Kościoła Św. Anny przy ul. Lubelskiej (30),(31),(32),(33). Po odwiedzeniu kościoła, w najbliższym kiosku (lepiej pasuje stwierdzenie salon prasowy) kupiliśmy dwa bilety do Puław - bilet ulgowy na strefę podmiejską kosztował na osobę 2,50zł (N 3,70zł).
Przy ul. Lubelskiej jest budynek, na którym umieszczono pamiątkową tablicę poświęconą żydowskiej społeczności miasta (dziwię się, jak ich tam tak dużo było, skoro samych Żydów przed wojną w Kazimierzu było więcej, niż liczy obecna populacja miasta). (34),(35).

Widok z ul. Lubelskiej na Kościół Farny. (36)

Po wyjściu z ul. Lubelskiej na Rynek spotkało nas to, czego się spodziewaliśmy. Cygańskie wróżki w akcji. Podbiega jedna baba i zaczyna:-Przepraszam panów, proszę na chwileczkę, ja Panom powróżę!
Ja przygotowany na taką sytuację wymyśliłem, że będę nawijał po angielsku - a niech się baba odwali! No to coś tam gadam po american english (bo wyspiarskiego british english się w szkołach nie uczymy).
-Excuse me, sorry, I don't understand you, I'm just going to the..
I tu mi babsko przerwało, kiwając palcem.
-Ty nie kręć, ja wiem, że ty Polak jesteś (widać usłyszała, jak jeszcze za rogiem gadaliśmy o bułeczkach :)) Ale ona ciągnie swoje - No stójcie, zaczekajcie, Ty słuchaj (do mnie), ja ci coś powiem. Po twoim prawym oku widzę, żeś pechowy. Podoba ci się blonydnka z brązowymi oczami (to akurat bzdura :)) i jesteś o nią zazdrosny. No, wyciągnijcie kartę, no, powróżę, nie zbiedniejesz na tę parę groszy, no, poczekaj - i mogłaby tak cały czas. Ale ja:
-Sorry, I really have to go to the tourist centre, because I don't know if the castle is opened.
I poszedłem do punktu turystycznego, zostawiwszy kolegę sam na sam :) Ale zaraz wrócił.

Ruiny zamku niestety były nieczynne do zwiedzania. Poszliśmy więc na Górę Trzech Krzyży - świetny punkt widokowy, za który niestety trzeba płacić, bo jakaś firma z Krakowa sobie tą górę dzierżawi! Niby to tylko 2 złote, ale sam fakt drażni bardziej. W drodzę na Górę mijaliśmy Kościół i widok na ruiny zamku. (37),(38),(39),(40),(41),(42).

Widok jest naprawdę świetny. (43),(44),(45),(46),(47),(48)

Zoom na oszustki w akcji - jedna dziewczyna dała się złapać i przekonać... (49)

Po zejściu z Góry poszliśmy przez Rynek na jedzenie - zdjęcia z Rynku (50),(51),(52),(53),(54),(55).

Znów ul. Senatorska (56). Na początku mieliśmy iść do Restauracji Artystycznej przy tej ulicy (na zdjęciu w środku kadru w biało-szarej kamienicy). Weszliśmy do środka, ale mieliśmy nieciekawe towarzystwo - kolejny zastęp "wróżek" właśnie nabierał sił na dalsze przekręty jedząc żurek. W obawie o portfele, wyszliśmy.

Mijając Dom Restauracyjny Sarzyńskich (57), poszliśmy do nieco tańszego lokalu - bar o znamionach restauracji :) (58)Bar Szarada zaoferował nam żurek - nieco kwaśny o takiej gęstej, kisielowatej konsystencji, z kawałkami smażonej kiełbasy, ale bez jajka - mimo, że tak było w menu. Podany z chlebem. Mimo wszystko, smaczny :). Koszt - 6,50zł. (W poprzedniej restauracji - tej z cygankami - za połowę mniejszą porcję chcieli 9 zł). Po pierwszym daniu zamówiłem drugie. Kolega z racji choroby nie miał apetytu, więc cała pizza z boczkiem, cebulą i czosnkiem trafiła do mnie. (59) Bardzo smaczna, jeszcze lepsza z zamówionym sosem czosnkowym. Grosik na nożu obrazuje wielkość :) Było to ok. 25 cm. Koszt pizzy - 13zł + 1zł za sos. Z pełnymi brzuchami powoli żegnaliśmy Kazimierz ostatnimi zdjęciami. (60),(61),(62). Widok na ruiny zamku z XIV w. - (63)

Ustawiliśmy się na przystanku  (64) i czekaliśmy na autobus l. 12 do Puław. W ciągu kilkunastu minut stania minęła nas dorożka konna (65),(66) i jakiś Autosan z Z.G.K. Karczmiska dowożący seniorów. (67)Po chwili czekania przyjechał i Solbus :) (68)

Centrum Puław i Kazimierza dzieli ok. 15 kilometrów. Dwadzieścia minut jazdy i jest się w Puławach. Wysiedliśmy na rogu ul. Czartoryskich, ul. Piaskowej i ul. Piłsudskiego. (69)

Tu śmieszna sytuacja, bo byliśmy bez mapy, a ja Puław nie znam dostatecznie dobrze. I zamiast do centrum, poszliśmy w drugą stronę. Najpierw ul. Piaskową w dół, a potem w inne osiedlowe uliczki takie jak ul. Kołłątaja czy ul. Pusta. Cały czas oddalaliśmy się od dworca, a czas uciekał. Na szczęście popytaliśmy się przechodniów (jakoś dziwnym trafem zawsze były to dziewczyny z psami) i zaczęliśmy szybko wracać. Jedna z dziewczyn powiedziała, że do dworca daleko i najlepiej jechać emką. A co to Emka? Na szczęście wiedziałem, więc nie musiałem dopytywać. Jedynie w Puławach miejskie autobusy to emki. Nigdzie indziej nie spotkałem się z takim nazewnictwem :)

My jednak poszliśmy żwawo z trepa. Do odjazdu mieliśmy jakieś 40 min, ale 3 kilometry pokonaliśmy w 25 minut. Po drodze (ul. Piaskowa - ul. Piłsudskiego - ul. Centralna - ul. Partyzantów) mijaliśmy ciekawe przedwojenne budynki, m.in. Urząd Stanu Cywilnego (70) oraz remontowaną przedwojenną kamienicę z 1934 r. (72) Minęliśmy też kolejną "emkę" na l. 17 do Janowca (naprzeciwko Kazimierza po drugiej stronie Wisły). (71)

O 14:30 byliśmy na dworcu. (73)

Tu kupiliśmy bilety. Miłym zaskoczeniem była cena - bilet ze zniżką 37% (uczniowski) do Lublina kosztował 4,09 zł (Przewozy Regionalne, 51 km). Pozytywnie zaskoczyło już odremontowane, czyste, nieśmierdzące przejście podziemne na perony. (74)

Chwila czekania i podjechało to cudo. (75),(76). Uwielbiam jeździć tymi wagonami. Zawsze mi się pozytywnie kojarzą :)

Ruszyliśmy do Lublina. Z okna pociągu można było oglądać dworce - stacja Puławy (77) - budynek w stanie agonii, do wynajęcia za (no? kto zgadnie?) 2zł/metr kwadratowy. Już lepiej jest z dworcem w Nałęczowie - został odremontowany. (78),(79). Po 50 minutach dojechaliśmy na lubelski dworzec.

 

Uff, nie ma to jak miło spędzony wyjazdowy dzień. Szczególnie, że pogoda dopisała, nawet czasem wyszło słoneczko.

 

Na koniec coś, (tu dedykacja dla kolekcjonerów, szczególnie z forum e-biletowo.pl) co będę robił po każdej relacji - zdjęcie "plonów" z wyjazdu. Po prawej stronie to, co weszło do kolekcji a po lewej co zostało na wymianę. (80)

 

Dziękuję każdemu i do zobaczenia! :)